Co robi gigant streamingowy, gdy nie może kupić jednej z najcenniejszych bibliotek filmowych świata? Odpowiedź brzmi: stawia wszystko na własne karty. I to dosłownie.
Netflix przez pewien czas rozważał duże przejęcie Warner Bros. Discovery, które dałoby mu dostęp do takich marek jak „Harry Potter”. Ostatecznie jednak do transakcji nie doszło, a gigant nie zdobył tej flagowej serii.
Zmiana kursu: mniej przejęć, więcej własnych marek
Po tej porażce Netflix koncentruje się na tym, co już posiada — czyli na rozwijaniu własnych tytułów w pełnoprawne franczyzy. To nie jest tylko plan, to już oficjalna deklaracja.
Główna dyrektor kreatywna Netflixa Bela Bajaria powiedziała, że gigant streamingowy będzie nadal inwestował w oryginalne pomysły oraz współpracował z uznanymi studiami, takimi jak MGM i Warner Bros., aby tworzyć filmy i seriale, które będą funkcjonować przez lata.
Wymieniła przy tym takie produkcje jak „Stranger Things”, „Wednesday” czy „Bridgerton”.
„Dla mnie to jest po prostu nieustanny cel” — dodała Bajaria, cytowana przez Reuters.
Ale co to oznacza w praktyce? To rozbudowa istniejących hitów w wielosezonowe serie i uniwersa, większe inwestycje w nowe, potencjalnie globalne marki oraz budowanie rozpoznawalnych światów. Netflix chce w ten sposób uniezależnić się od potrzeby kupowania gotowych hitów i zamiast tego tworzyć je samodzielnie od podstaw.
Dlaczego Netflix zrezygnował z TVN?
Okazuje się, że w negocjacjach z Warner Bros. Discovery był jeszcze jeden kluczowy szczegół. Netflix był zainteresowany tylko streamingiem i studiem, a nie tradycyjną telewizją linearną, taką jak TVN.
Prezes Netflixa Greg Peters przyznał w rozmowie z „Wyborczą”: „Nie wiemy, jak to dobrze robić. Jasne, nigdy nie mów 'nigdy’, ale doszliśmy do wniosku, że w tej dziedzinie raczej nie osiągniemy sukcesu.”
Zdaniem Petersa przyszłość tradycyjnej telewizji może być różna w poszczególnych krajach. Wskazał, że Polska jest jednym z tych rynków, gdzie takie medium ma wciąż silną pozycję. Jednak jego firma zdecydowanie woli skupić się na swojej zasadniczej działalności, jaką jest streaming.
Ostatecznie Netflix wycofał się z negocjacji. Inny oferent, Paramount Skydance, objął w swojej ofercie również telewizję linearną, mimo prognozowanych spadków przychodów z tego segmentu.
Kontekst rynkowy: własne uniwersa to odpowiedź na konkurencję
Rynek streamingowy jest coraz bardziej konkurencyjny. I tu pojawia się sedno sprawy.
W przeciwieństwie do Netflixa, takie firmy jak The Walt Disney Company czy Warner Bros. Discovery dysponują ogromnymi, wieloletnimi franczyzami (np. Marvel, DC, Harry Potter), które gwarantują stały dopływ widzów.
Netflix, który początkowo bazował głównie na licencjonowanych treściach, w ostatnich latach przesunął się w stronę produkcji własnych. Teraz jednak jeszcze mocniej akcentuje tę strategię, traktując ją jako klucz do utrzymania pozycji lidera.
Nowy kierunek: zamiast jednorazowych hitów, własne „uniwersa”
Zamiast pojedynczych sukcesów, Netflix chce tworzyć serie z potencjałem spin-offów, produkcje rozwijane przez lata oraz rozpoznawalne marki przyciągające widzów globalnie.
To podejście ma sprawić, że platforma będzie mniej zależna od pojedynczych kontraktów czy zakupów praw do cudzych franczyz, a bardziej oparta na własnym katalogu. Po nieudanej próbie przejęcia wielkiej biblioteki, Netflix postanowił zbudować swoją własną. Gra toczy się o przyszłość streamingu, a Netflix właśnie postawił na swoją najsilniejszą kartę.









