Blog

  • Koniec z „kopciuchami”! Kontrole w domach nabierają tempa. Sprawdź, czy grozi Ci mandat

    Koniec z „kopciuchami”! Kontrole w domach nabierają tempa. Sprawdź, czy grozi Ci mandat

    Czy wiesz, że od 1 stycznia 2026 roku straż miejska może bez zapowiedzi wejść na Twoją posesję i sprawdzić, czym palisz w piecu? To nie żart, a nowa rzeczywistość polskich przepisów antysmogowych.

    Ostateczny termin minął

    Dla tysięcy polskich gospodarstw domowych 1 stycznia 2026 roku był ostatecznym dniem na wymianę kotłów niespełniających wymogów uchwał antysmogowych. Teraz kontrole nie są już tylko teoretycznym zagrożeniem. Samorządy, wspierane przez dane z Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków (CEEB), intensyfikują działania terenowe.

    Kto i jak kontroluje?

    Kontrole prowadzą uprawnieni strażnicy gminni/miejscy lub wyznaczeni urzędnicy. Ich celem jest sprawdzenie trzech kluczowych rzeczy:

    • Klasy kotła – czy urządzenie spełnia wymagania (zazwyczaj 5. klasy lub wymogi ekoprojektu).
    • Rodzaju paliwa – czy w piecu nie są spalane śmieci, muł węglowy lub inne niedozwolone substancje.
    • Zgodności z CEEB – czy dane w systemie odpowiadają rzeczywistemu stanowi instalacji.

    Funkcjonariusz ma prawo wejść na teren posesji w celu przeprowadzenia kontroli. Utrudnianie tych czynności jest traktowane jako przestępstwo (art. 225 Kodeksu karnego).

    I tu jest haczyk – w przypadku kontroli spalania odpadów lub przestrzegania uchwały antysmogowej, urzędnicy mają prawo do przeprowadzenia kontroli bez uprzedzenia. Kontrola może odbyć się w godzinach od 6:00 do 22:00.

    Nowoczesne metody wykrywania

    Urzędnicy nie opierają się już tylko na zgłoszeniach sąsiedzkich. W 2026 roku korzystają z dronów wyposażonych w czujniki analizujące skład dymu wydobywającego się z kominów. To pozwala na precyzyjne wytypowanie domów do kontroli fizycznej. Kontroler może również pobrać próbkę popiołu do badania laboratoryjnego.

    Bezlitosny taryfikator mandatów

    Wykrycie naruszeń skutkuje natychmiastowymi konsekwencjami. Taryfikator mandatów w 2026 roku jest bezlitosny:

    1. Mandat karny: do 500 zł nakładany bezpośrednio na miejscu przez kontrolera.
    2. Grzywna sądowa: w przypadku odmowy przyjęcia mandatu lub powtarzających się naruszeń, sprawa trafia do sądu, gdzie grzywna może wynieść nawet 5000 zł.

    Lista kontrolna dla właściciela domu

    Nie czekaj na wizytę kontrolerów. Aby spać spokojnie, upewnij się, że:

    • Masz dokumentację: zachowaj instrukcję obsługi, certyfikat kotła lub tabliczkę znamionową potwierdzającą, że Twój piec spełnia normy.
    • Masz aktualny e-protokół: sprawdź w systemie CEEB, czy Twój kominiarz wprowadził protokół z ostatniego przeglądu. Brak przeglądu to nie tylko ryzyko kary, ale także potencjalny problem z wypłatą odszkodowania od ubezpieczyciela w razie pożaru.
    • Palisz legalnie: używaj wyłącznie paliwa certyfikowanego i suchego drewna. Kontrolerzy mają dostęp do szybkich testów wilgotności drewna.

    To nie koniec kontroli

    Walka o czyste powietrze to tylko jeden front. W 2026 roku nasiliły się także kontrole innych obszarów życia domowego:

    • Świadectwa energetyczne są wymagane nie tylko przy sprzedaży, ale i wynajmie. Ich brak może zablokować transakcję u notariusza.
    • Gospodarka ściekowa – właściciele szamb muszą okazać rachunki za wywóz nieczystości z ostatnich co najmniej dwóch lat.
    • Kontrole „zamożności” z Urzędu Skarbowego, który dzięki algorytmom AI analizuje styl życia i porównuje go z deklaracjami PIT.

    Przepisy antysmogowe nie są martwym prawem. W 2026 roku kontrola jakości powietrza stała się priorytetem. Jeśli nadal korzystasz z bardzo starego kotła, nie zwlekaj – w Twoim regionie mogą być dostępne lokalne programy wsparcia finansowego na wymianę urządzenia.

  • Irański cios w serce amerykańskiej siły powietrznej. AWACS za pół miliarda dolarów w płomieniach

    Irański cios w serce amerykańskiej siły powietrznej. AWACS za pół miliarda dolarów w płomieniach

    Czy pojedynczy atak może pozbawić amerykańskie lotnictwo jego „oczu i uszu”? Okazuje się, że tak. Irański atak na kluczową bazę w Arabii Saudyjskiej przyniósł straty, które mogą zmienić układ sił w regionie.

    Atak, który wstrząsnął Pentagonem

    W piątek, 27 marca 2026 roku, irańskie rakiety balistyczne i drony uderzyły na bazę lotniczą Prince Sultan Air Base we wschodniej Arabii Saudyjskiej. Cel był oddalony od granic Iranu o niespełna 600 km. Portal Air & Space Forces Magazine jako jeden z pierwszych poinformował o skutkach tego nalotu, powołując się na swoje źródła.

    Here’s the kicker: na zdjęciach satelitarnych widać kompletnie zniszczony samolot Boeing E-3 Sentry – kluczowy element systemu wczesnego ostrzegania i dowodzenia AWACS. Jego charakterystyczna antena radaru AN/APY-2 w kształcie dysku została całkowicie zniszczona. Uszkodzona została też znaczna część kadłuba.

    Dowództwo Centralne Stanów Zjednoczonych (CENTCOM) odmówiło komentarza w sprawie incydentu. Zatem zniszczenia pozostają niepotwierdzone.

    Analiza oznaczeń pasa startowego i oznakowania samolotu wskazuje, że zniszczona maszyna to Boeing E-3 z 552. Skrzydła Kontroli Powietrznej z bazy sił powietrznych Tinker w Oklahomie, o numerze seryjnym 81-0005.

    Straty sięgają miliardów dolarów

    Ale to nie koniec złych wiadomości dla Pentagonu. Atak uszkodził także dwa samoloty walki elektronicznej Lockheed EC-130H Compass Call oraz od dwóch do trzech samolotów tankowania powietrznego Boeing KC-135 Stratotanker. Co najmniej cztery kolejne KC-135 zostały uszkodzone.

    Przeliczmy to na twardą gotówkę, uwzględniając inflację:

    • Boeing E-3 Sentry – 550 mln dolarów (zniszczony)
    • Lockheed EC-130H Compass Call – 2 × 225 mln dolarów (uszkodzone)
    • Boeing KC-135 Stratotanker – (2-3 + 4) × 80 mln dolarów (zniszczone + uszkodzone)

    Łącznie ten jeden atak mógł spowodować straty w wysokości około 1,56 mld dolarów! Inne źródła szacują, że przekraczają one miliard dolarów. To potencjalnie największe i najbardziej dotkliwe straty w arsenale lotniczym USA od lat.

    Dlaczego utrata AWACS to taki cios?

    Boeing E-3 Sentry to nie byle jaki samolot. To zmodyfikowany Boeing 707-320B, który służy jako powietrzne centrum dowodzenia. Jego radar ma zasięg ponad 400 km dla celów lecących nisko i około 650 km dla obiektów na średnich i wyższych wysokościach.

    But wait, there’s more. Antena w charakterystycznej rotokopule o średnicy 9,1 m obraca się 6 razy na minutę, dając pełne pokrycie 360° wokół samolotu. Dzięki temu E-3 tworzy aktualną mapę pola bitwy, koordynując działania myśliwców, bombowców, a nawet pojazdów naziemnych.

    Problem w tym, że amerykańska flota tych samolotów jest już stara i mocno uszczuplona. To 50-letnia konstrukcja, a USA dysponuje obecnie zaledwie 16 sprawnymi egzemplarzami. W roku fiskalnym 2024 ich wskaźnik gotowości do misji wynosił tylko około 56 procent.

    „Wartość E-3 i menedżerów pola walki polega na tym, że widzą pełny obraz. Są mistrzem szachowym, podczas gdy piloci myśliwców są gońcami” – podsumowała pułkownik Heather Penney, była pilot F-16.

    Utrata aktywnie używanego w konflikcie AWACS-a może stworzyć poważne luki w zdolności USA do zarządzania przestrzenią powietrzną i wspierania własnych sił.

    Ostrzeżenia, które zostały zignorowane

    Najgorsze w tej sytuacji jest to, że amerykańscy dowódcy od lat przewidywali takie zagrożenie. „The Wall Street Journal” ujawnił, że generałowie stojący na czele CENTCOM – Frank McKenzie oraz Eric Kurilla – od lat apelowali o budowę nowych baz wojskowych na Bliskim Wschodzie, położonych dalej od Iranu.

    Chodziło o rozproszenie sił i uniknięcie skupienia cennego sprzętu w jednym, wrażliwym miejscu. Pomysł stworzenia baz w zachodniej Arabii Saudyjskiej pojawił się już za czasów Donalda Trumpa. Miał on także ułatwić przerzut sprzętu bez konieczności transportu przez newralgiczną Cieśninę Ormuz.

    Jednak ani administracja Joe Bidena, ani Donalda Trumpa nie wdrożyły tych rekomendacji. Zamiast tego skupiono się na wzmacnianiu obecności wojskowej w regionie Indo-Pacyfiku.

    Co dalej z „oczami” amerykańskiego lotnictwa?

    Amerykanie mają plan na przyszłość. Starzejące się E-3 Sentry mają być stopniowo zastępowane przez nowocześniejsze Boeingi E-7A Wedgetail. Pierwsze z nich mają rozpocząć służbę dopiero w 2027 roku.

    Do tego czasu każda utrata istniejącego AWACS-a będzie boleśnie odczuwalna. Tymczasem baza Prince Sultan, gdzie przed atakiem stacjonowało 6 samolotów Boeing E-3, pozostaje na pierwszej linii frontu w konflikcie, który nie wykazuje oznak wygaszania.

  • Świadectwo energetyczne: obowiązkowy dokument, który może kosztować 5000 zł kary. Kontrole już trwają

    Świadectwo energetyczne: obowiązkowy dokument, który może kosztować 5000 zł kary. Kontrole już trwają

    Planujesz sprzedać lub wynająć mieszkanie? A może właśnie zakończyłeś remont? Uważaj, bo brak jednego dokumentu może wstrzymać całą transakcję i narazić Cię na dotkliwą karę.

    Nie ma już znaczenia, czy chodzi o mieszkanie w nowoczesnym apartamentowcu, lokal w bloku z wielkiej płyty czy dom wybudowany jeszcze przed wojną. Świadectwo charakterystyki energetycznej przestało być formalnością dla wybranych. Stało się wymogiem powszechnym, a jego brak może kosztować właściciela nawet 5000 złotych grzywny.

    Co to za dokument i dlaczego jest tak ważny?

    To nie jest zwykły papier. Świadectwo energetyczne to techniczny raport, który określa, ile energii potrzebuje nieruchomość do codziennego funkcjonowania. Chodzi o całościowy bilans: ogrzewanie, podgrzewanie wody, wentylacja, klimatyzacja oraz straty wynikające z konstrukcji budynku.

    Dla przyszłego właściciela lub najemcy stanowi kluczową wskazówkę dotyczącą przyszłych kosztów utrzymania. Dla obecnego właściciela bywa konfrontacją z rzeczywistością, szczególnie w starszych budynkach, gdzie energia ucieka przez nieocieplone ściany czy przestarzałe systemy grzewcze.

    Kogo dokładnie dotyczy ten obowiązek?

    Jeszcze kilka lat temu świadectwo wymagane było głównie dla nowych budynków, wzniesionych po 2009 roku. Dziś sytuacja wygląda inaczej.

    Obowiązek uzyskania świadectwa dotyczy właścicieli, którzy zamierzają sprzedać lub wynająć nieruchomość — niezależnie od jej wieku czy rodzaju. Dotyczy to mieszkań w blokach, domów jednorodzinnych oraz lokali w budynkach wielorodzinnych.

    Właściciele, którzy korzystają z nieruchomości wyłącznie na własne potrzeby, nie muszą posiadać świadectwa na co dzień. Jednak decyzja o sprzedaży lub wynajmie natychmiast generuje konieczność jego wyrobienia.

    Ile to kosztuje i kto może wystawić dokument?

    Uzyskanie świadectwa wiąże się z konkretnym wydatkiem. Cena zależy od wielu czynników: powierzchni, lokalizacji, rodzaju budynku.

    W praktyce właściciele najczęściej płacą od 500 do 800 zł. W przypadku większych domów lub nieruchomości w dużych miastach koszt może przekroczyć nawet 1000 zł. Jak podaje Forsal.pl, orientacyjny koszt audytu dla domu to około 349 zł, a dla lokalu usługowego nawet 499 zł.

    Dokument musi zostać sporządzony przez firmy lub osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje budowlane lub przez wyspecjalizowane podmioty przeprowadzające audyty energetyczne. Nie można wystawić go samodzielnie.

    Uważaj na modernizacje! One unieważniają świadectwo

    Można by pomyśleć, że uzyskanie świadectwa zamyka sprawę na lata. Nic bardziej mylnego!

    Każda modernizacja wpływająca na zużycie energii wymaga nowego dokumentu. Wystarczy wymiana źródła ogrzewania, docieplenie ścian, montaż nowej wentylacji czy instalacja pompy ciepła. Inwestycja w poprawę efektywności, choć obniża koszty, wiąże się z dodatkowym kosztem administracyjnym.

    Kontrole nie tylko dokumentów, ale i pieców

    Ale to nie wszystko. Oprócz obowiązku posiadania świadectwa, ustawa nałożyła również wymóg cyklicznych kontroli systemów ogrzewania.

    Ich częstotliwość zależy od rodzaju paliwa i mocy urządzenia. Kontrole muszą być realizowane co dwa, trzy, cztery lub pięć lat, w zależności od konkretnych parametrów technicznych instalacji.

    Co nas czeka w przyszłości? Klasy energetyczne jak w lodówkach

    W 2025 roku w Polsce planowane jest zaostrzenie przepisów. Najważniejszą zmianą będzie wprowadzenie klas energetycznych dla budynków, analogicznie jak w przypadku urządzeń AGD.

    Budynki będą klasyfikowane na skali od A+ (najwyższa efektywność) do G. Celem jest zwiększenie przejrzystości, ułatwienie porównań i walka z nierzetelnymi świadectwami. Kluczowe wskaźniki energetyczne będą musiały być podawane w ogłoszeniach sprzedaży lub najmu.

    Kary są realne. Nie ryzykuj!

    Przepisy nie pozostawiają wątpliwości. Właściciel, który powinien posiadać dokument, a go nie ma, może zostać ukarany grzywną sięgającą 5000 złotych.

    Oznacza to, że świadectwo energetyczne stało się nieodłącznym elementem przygotowania nieruchomości do obrotu. Bez niego transakcja może zostać wstrzymana, a Ty narażasz się na opóźnienia i realne konsekwencje finansowe. To już nie techniczny szczegół, ale podstawowy obowiązek, którego nie można zignorować.

  • Orlen przejmuje Polimery Police: miliardowa transakcja i plan na 2027 rok

    Orlen przejmuje Polimery Police: miliardowa transakcja i plan na 2027 rok

    Czy jeden z najtrudniejszych projektów inwestycyjnych w Polsce wreszcie znajdzie swoje szczęśliwe zakończenie? PKN Orlen właśnie ogłosił przełomową umowę, która nie tylko ratuje setki miejsc pracy, ale ma też uczynić koncern petrochemicznym gigantem w skali Europy.

    Miliardowe przejęcie w III kwartale 2026

    Sprawa jest konkretna i opiewa na ogromne kwoty. Orlen zawarł przedwstępną umowę nabycia wszystkich pozostałych akcji Grupy Azoty Polyolefins (GAP), w której już teraz posiada 17,3 proc. udziałów. Łączna wartość transakcji, obejmującej zakup akcji i finansowanie restrukturyzacji, to astronomiczne 1,35 miliarda złotych.

    „Rozwiązanie kwestii Projektu Polimery Police to dla Grupy Azoty punkt zwrotny oraz rozwiązanie pierwszego z najistotniejszych problemów inwestycyjnych i finansowych” – powiedział prezes Grupy Azoty Marcin Celejewski, cytowany przez Parkiet.

    Zamknięcie tej gigantycznej transakcji planowane jest na III kwartał 2026 roku. Warunkiem jest jednak dopełnienie kilku kluczowych formalności: zakończenie postępowania układowego w GAP, zawarcie porozumień z wierzycielami i oczywiście uzyskanie niezbędnych zgód administracyjnych.

    Produkcja w 2027? Szef Orlenu stawia ambitny cel

    A co potem? Prezes Orlenu, Ireneusz Fąfara, nie owijał w bawełnę podczas konferencji w Ministerstwie Aktywów Państwowych.

    „Sądzimy, że Grupa Azoty Polyolefins – pewnie zmienimy jej nazwę – rozpocznie swoją produkcję w 2027 r.” – zapowiedział Fąfara.

    Dlaczego dopiero za trzy lata? Powód jest prosty, choć niepokojący. Projekt jest niedokończony. Jak przyznał szef Orlenu, przez najbliższy rok i początek przyszłego roku koncern będzie musiał dokończyć inwestycję. Co ciekawe, szacuje on, że kwota dodatkowych środków potrzebnych do uruchomienia produkcji może być zbliżona do kwoty samego zakupu!

    „Przeszacowany, źle wyceniony, źle prowadzony”

    Fąfara nie krył krytycznej oceny historii Polimerów Police. Określił go jako „najbardziej skomplikowany proces restrukturyzacyjny w Polsce”, a sam projekt nazwał „przeszacowanym, źle wycenionym, źle przygotowanym i źle prowadzonym”.

    Negocjacje były niezwykle trudne i trwały półtora roku. „Musieliśmy zbudować wizję tego, co chcemy zrobić i jak to chcemy zrobić. Musieliśmy sprawdzić jakość tego, co zbudowano i co jeszcze musi być dokończone” – tłumaczył prezes.

    Ratunek dla 400 miejsc pracy i nowa strategia Azotów

    Mimo wszystkich wyzwań, transakcja ma ogromne znaczenie społeczne i strategiczne. Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun podkreślił, że uratowanych zostanie 400 miejsc pracy.

    Dla Grupy Azoty to szansa na powrót do korzeni. Jak wskazał minister Balczun, umowa pozwoli skupić się na tym, co dla spółki najważniejsze – na produkcji nawozów, kluczowej dla bezpieczeństwa żywnościowego kraju. Prezes Celejewski dodał, że to pierwszy krok w rozwiązywaniu gigantycznych problemów firmy.

    Ugoda z Hyundaiem i mechanizm earn-out

    Kluczem do finalizacji było porozumienie prawne. W ramach transakcji zawarta została ugoda pomiędzy GA Polyolefins a Hyundai Engineering Co. (HEC), przy udziale Orlenu jako gwaranta. Kończy ona spory związane z umową z maja 2019 roku na realizację projektu „pod klucz”.

    Co ważne dla byłych właścicieli, transakcja przewiduje mechanizm earn-out. Oznacza to, że wybrani interesariusze – w tym Grupa Azoty Police – będą mogli uczestniczyć w ewentualnych przyszłych zyskach spółki. Podmiotem zobowiązanym do wypłaty będzie oczywiście Orlen.

    Wielka petrochemiczna wizja Orlenu

    Pomimo trudnej sytuacji w branży petrochemicznej, którą Fąfara określił jako mającej „ciężkie czasy”, koncern patrzy w przyszłość z optymizmem.

    „Wierzymy, że od mniej więcej 2027 r. nastąpi zmiana makroekonomiczna i będzie można patrzeć zupełnie inaczej na rozwój przemysłu petrochemicznego” – dodał prezes.

    I tu dochodzimy do sedna strategii. Orlen konsekwentnie buduje swoją pozycję w segmencie petrochemicznym.

    „I to było bardzo wyraźnie zaznaczone w naszej strategii. W połączeniu z nowo budowaną Nową Chemią będziemy jednym z największych producentów petrochemicznych w Europie” – podkreślił Ireneusz Fąfara.

    Miliardowe przejęcie, ratunek dla setek miejsc pracy i wizja bycia europejskim liderem – to nie jest zwykły dzień w polskiej gospodarce. Teraz pozostaje czekać na III kwartał 2026 roku i pierwsze efekty tej historycznej transakcji.

  • Artur Błasik sprzedaje udziały: ruch w Emplocity i CPD

    Artur Błasik sprzedaje udziały: ruch w Emplocity i CPD

    Czy to początek większych zmian w portfelach kluczowych akcjonariuszy? Na rynku pojawiły się właśnie oficjalne komunikaty dotyczące transakcji przeprowadzonych przez Artura Błasika. Sprawa dotyczy nie jednej, ale dwóch spółek giełdowych, co od razu przykuwa uwagę inwestorów.

    Co wiemy o ruchach w Emplocity?

    Zarząd Emplocity S.A. z siedzibą w Warszawie poinformował, że 30 marca 2026 roku otrzymał zawiadomienia od akcjonariuszy. Chodzi konkretnie o Pana Artura Błasika oraz porozumienia, które zawarł z żoną Blanką Błasik i zależną od nich spółką Telma Nieruchomości sp. z o.o.

    Zawiadomienia sporządzone na podstawie art. 69 ust.1 oraz 69a ust. 1 ustawy… informujące o bezpośrednim i pośrednim zbyciu akcji Spółki oraz zmianie stanu posiadania.

    Komunikat, opublikowany jako Raport bieżący nr 11/2026, wskazuje, że pełne szczegóły transakcji znajdują się w załącznikach. To klasyczna procedura, gdy dochodzi do zmiany znaczącego pakietu akcji.

    A co z CPD S.A.?

    Tu historia nabiera tempa. Zaledwie dwa dni później, 1 kwietnia 2026 roku, swoją informację opublikował zarząd CPD S.A., również z siedzibą w Warszawie.

    W Raporcie bieżącym nr 16/2026 czytamy, że spółka otrzymała zawiadomienie od Artura Błasika o zmianie stanu posiadania akcji emitenta. Raport podpisany został przez prezesa zarządu, Rafała Kijonkę.

    Emitent przekazuje w załączeniu do niniejszego raportu pełną treść zawiadomienia Akcjonariusza.

    Podobnie jak w przypadku Emplocity, szczegóły liczby i ceny sprzedanych akcji zawarte są w załączniku do raportu, który spółka opublikowała.

    Dlaczego to ważne?

    Oba komunikaty mają identyczną podstawę prawną: Art. 70 pkt 1 Ustawy o ofercie – nabycie lub zbycie znacznego pakietu akcji. To nieprzypadkowe zbiegi okoliczności. Ustawa zobowiązuje akcjonariuszy do informowania spółki, a ta z kolei – wszystkich inwestorów, gdy dojdzie do transakcji zmieniającej istotnie strukturę własności.

    Fakt, że Artur Błasik dokonał zbyć w dwóch różnych spółkach w tak krótkim czasie, naturalnie rodzi pytania o szerszą strategię lub potrzebę płynności. Na razie jednak musimy opierać się wyłącznie na suchych faktach z oficjalnych raportów.

    Co dalej?

    Klucz do zrozumienia skali i potencjalnych konsekwencji tych ruchów leży w załącznikach do raportów. To tam znajdują się formularze ujawniające dokładną liczbę zbywanych akcji i ewentualnie nowy stan posiadania. Inwestorzy z pewnością będą je analizować z uwagą.

    Jedno jest pewne: rynek dostał właśnie konkretny sygnał do przemyśleń. Ruchy dużego akcjonariusza zawsze są obserwowane z zapartym tchem. Teraz czas na analizę liczb.

  • Wielkanoc 2026: Polacy wydadzą średnio 527 zł, ale co piąty zaciska pasa. Jak wyglądają świąteczne budżety?

    Wielkanoc 2026: Polacy wydadzą średnio 527 zł, ale co piąty zaciska pasa. Jak wyglądają świąteczne budżety?

    Czy tegoroczna Wielkanoc będzie dla polskich portfeli łaskawsza, czy może wręcz przeciwnie? Dwa nowe badania rzucają światło na nasze świąteczne plany wydatkowe, a wnioski są niezwykle ciekawe. Okazuje się, że Polacy podchodzą do świątecznych zakupów z coraz większą rozwagą, ale średnia kwota, którą zamierzamy wydać, może zaskoczyć.

    Co mówią liczby? Dwa różne spojrzenia

    Z badania przeprowadzonego dla BIG InfoMonitor wynika, że co czwarty konsument spodziewa się wyższych kosztów niż przed rokiem. Aż 83% osób z tej grupy uważa, że to wina wzrostu cen produktów.

    Tymczasem badanie UCE Research i Shopfully, opublikowane w „Rzeczpospolitej”, pokazuje nieco inny obraz. Co piąty Polak (20%) planuje wydać na Wielkanoc mniej niż w zeszłym roku. 38,1% spodziewa się podobnych wydatków, a 34,7% – wyższych. Warto dodać, że 13,1% badanych chce wydać nieco mniej, a 4,4% – znacznie mniej. Po drugiej stronie barykady jest 27,8% osób planujących wydać więcej i 6,8% – znacznie więcej.

    Gdzie uciekają nasze pieniądze? Hierarchia wydatków

    Na co idzie najwięcej gotówki? Tutaj badania są zgodne co do kierunku. Według BIG InfoMonitor 72% osób wskazało, że największym wydatkiem będą mięsa i wędliny. Na drugim miejscu znalazły się jajka i nabiał (36%), a na trzecim świeże warzywa i owoce (31%).

    Ale to nie wszystko! 28% badanych uważa, że większym wydatkiem będzie zakup gotowych ciast i słodyczy. Na gotowe dania zwróciło uwagę co dziesiąty uczestnik badania, a na dekoracje świąteczne – 11%.

    Kluczowa kwota: 527 zł na osobę

    Ile konkretnie planujemy wydać? Autorzy badania BIG InfoMonitor wyliczyli, że na zbliżające się święta wielkanocne jedna osoba wyda średnio 527 zł. To konkretna, uderzająca liczba.

    Jak rozkładają się deklaracje? Polacy najczęściej deklarowali wydatki do kwoty 400 zł – tak odpowiedziało 32% respondentów. Maksymalnie 700 zł planuje wydać 26%, zaś 8% – ponad 1000 zł. Kolejne 8% nie zamierza ponosić żadnych kosztów związanych z Wielkanocą.

    Skąd bierzemy na to pieniądze? Oszczędności vs. bieżący dochód

    Wydatki świąteczne najczęściej zostaną pokryte z bieżących dochodów – wskazało tak 81% uczestników badania BIG InfoMonitor. 17% na ten cel wyda oszczędności. To pokazuje, że dla większości święta to element miesięcznego budżetu, a nie okazja do sięgania do poduszki finansowej.

    Nowy trend: zakupy z listą, nie z impulsu

    Prezes BIG InfoMonitor Paweł Szarkowski zwraca uwagę na istotną zmianę w naszych nawykach.

    Trzymanie się list zakupowych i precyzyjne szacowanie liczby potrzebnych porcji to już nie tylko domena osób w trudnej sytuacji, ale powszechny nawyk ekonomiczny. Dzięki temu, przygotowania do Wielkanocy stają się elementem przemyślanej strategii budżetowej, a nie jednorazowym, niekontrolowanym zrywem zakupowym – ocenia Szarkowski.

    Mówi wprost: zakupy przedświąteczne rzadziej opierają się na impulsach, a częściej na chłodnej analizie. To może być dobry znak dla domowych finansów.

    Bez czego święta nie są świętami?

    Badanie UCE Research i Shopfully zapytało też o absolutnie niezbędne potrawy. Dla 71% badanych nie ma Wielkanocy bez jajek. 61,8% nie wyobraża jej sobie bez żurku lub białego barszczu, 50,7% – bez białej kiełbasy, 44,8% – bez sałatki jarzynowej, a 39,7% – bez sernika. Tradycja wciąż ma się więc doskonale!

    Mały margines niepewności

    Warto odnotować, że 7,2% uczestników badania UCE Research nie wiedziało, ile wyda, a 2,5% zadeklarowało, że nie obchodzi tych świąt lub wyjeżdża.

    Badanie „Święta Wielkanocne a budżety domowe Polaków” wykonane dla BIG InfoMonitor przez firmę Quality Watch przeprowadzono w dniach 13-15 marca br. metodą CAWI wśród 1040 Polaków. Daje nam to solidną podstawę do analizy nastrojów tuż przed świętami.

    Podsumowując: Polacy podchodzą do tegorocznej Wielkanoc z mieszanymi uczuciami. Jedni zaciskają pasa, inni szykują się na wyższe wydatki, ale wszyscy – jak pokazują liczby – robią to z większą niż kiedykolwiek świadomością i planowaniem. Średnia kwota 527 zł na osobę jest wyraźnym sygnałem, że święta to wciąż istotny element domowego budżetu.

  • Upadek giganta? Cherrypick Games składa wniosek o upadłość, ale gra jeszcze się nie skończyła

    Upadek giganta? Cherrypick Games składa wniosek o upadłość, ale gra jeszcze się nie skończyła

    Czy to już koniec pewnej ery w polskim gamingowym krajobrazie? Cherrypick Games, notowany na giełdzie producent gier, złożył oficjalny wniosek o upadłość. Decyzja zapadła, ponieważ spółka stwierdziła, że nie jest w stanie regulować swoich zobowiązań finansowych.

    Wniosek trafił do Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy 30 marca 2026 roku. Zarząd przyznał, że firma spełnia przesłanki niewypłacalności. Ale tu pojawia się pierwszy zwrot akcji – sprawa wcale nie jest jeszcze przesądzona.

    Co pchnęło studio na skraj?

    Kluczowym problemem okazała się najnowsza produkcja studia. Gra „Angst: A Tale of Survival”, która miała być hitem, po prostu nie sprzedawała się zgodnie z oczekiwaniami. Premiera odbyła się 5 grudnia 2025 roku na platformie Steam, ale przychody były niższe niż zakładano i nie poprawiły sytuacji firmy.

    „Wpływ na podjęcie tej decyzji miały przede wszystkim niższe niż oczekiwane przychody ze sprzedaży gry Angst: A Tale of Survival oraz przedłużające się negocjacje dotyczące warunków połączenia ze spółką Event Horizon” – czytamy w oficjalnym komunikacie firmy.

    I właśnie te negocjacje są drugim, kluczowym elementem tej układanki. Okazuje się, że rozmowy o połączeniu z Event Horizon wciąż trwają. Co więcej, ich pozytywne zakończenie może mieć realny wpływ na decyzję o wycofaniu złożonego już wniosku o upadłość. To jak ostatni poziom ratunkowy w grze o przetrwanie.

    Miała być fuzja, a jest…?

    W lutym Cherrypick Games informował, że podpisał list intencyjny w sprawie połączenia ze spółką Event Horizon. Szczegóły miały zostać określone w dalszych negocjacjach i po due diligence.

    Głównym celem tego mariażu miało być wykorzystanie synergii operacyjnych. Chodziło o połączenie doświadczenia produkcyjnego i wspólną eksploatację marek należących do Event Horizon, takich jak „Tower of Time” oraz „Dark Envoy”. Plan zakładał też skupienie się na segmencie indie premium i rozwoju nowych produktów z gatunku RPG.

    Liczby, które nie kłamią

    Spójrzmy na suche dane finansowe, które wiele wyjaśniają. Po trzech kwartałach 2025 roku Cherrypick Games odnotował 1,06 mln zł przychodów i 0,13 mln zł zysku. Problem leżał po stronie pasywów – zobowiązania krótkoterminowe na koniec września wynosiły aż 1,6 mln zł.

    Zarząd spółki przyznał, że sytuacja jest bardzo trudna, a osiągnięcie rentowności w krótkim czasie jest obecnie mało realne. Firma działa pod silną presją finansową i operacyjną.

    Kim był ten gracz?

    Dla przypomnienia, Cherrypick Games to studio działające od 2014 roku. W jego portfolio znajduje się ponad 16 tytułów, które łącznie osiągnęły około 30 milionów pobrań. Spółka zadebiutowała na rynku NewConnect w 2017 roku, a od tamtej pory była stałym bywalcem warszawskiego parkietu.

    Czy więc to już koniec? Nie do końca. Negocjacje z Event Horizon wciąż trwają i mogą zmienić bieg wydarzeń. To jak ostatni boss w grze, którego pokonanie otwiera nowy rozdział. Śledźcie dalsze doniesienia, bo ta historia wcale nie musi mieć smutnego zakończenia.

  • Rewolucja w segregacji śmieci. Brązowe worki odchodzą do lamusa, ale za dodatkowe pojemniki zapłacisz sam

    Rewolucja w segregacji śmieci. Brązowe worki odchodzą do lamusa, ale za dodatkowe pojemniki zapłacisz sam

    Czy twoje brązowe worki na bioodpady właśnie stały się bezużyteczne? Od 1 kwietnia 2026 roku zaczynają obowiązywać nowe zasady, które zmieniają zasady gry w segregacji odpadów. To nie tylko lokalna zmiana, ale część ogólnopolskiego trendu, który może wkrótce zawitać do twojej gminy.

    Koniec ery worków

    Zgodnie z nowymi przepisami, bioodpady będzie można gromadzić wyłącznie w przeznaczonych do tego pojemnikach. Worki przestaną być dopuszczalne przy standardowym odbiorze odpadów. To znacząca zmiana, która dla wielu może być odczuwalna na co dzień.

    Ale jest też dobra wiadomość. Każda nieruchomość, na której nie zadeklarowano kompostownika, otrzyma jeden bezpłatny pojemnik o pojemności 120 litrów. To jednak, jak wskazuje Portal Samorządowy, nie zawsze może wystarczyć.

    Potrzebujesz więcej? Kup sam!

    I tu pojawia się haczyk. Jeśli generujesz więcej bioodpadów – na przykład masz ogród lub sad – możesz korzystać z dodatkowych pojemników. Ale tutaj czeka cię ważna zmiana: trzeba je kupić we własnym zakresie.

    Nie ma limitu liczby takich pojemników, ale muszą spełniać ściśle określone wymagania:

    • Pojemność 120 l
    • Kolor brązowy lub wyraźne oznaczenie BIO
    • Muszą być przystosowane do mechanicznego opróżniania

    Nadmiar odpadów nadal można oddawać do PSZOK (Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych). W tym przypadku można przywieźć je w dowolnych workach, ale trzeba je opróżnić do odpowiedniego kontenera.

    Mieszkańcy protestują. Pojawiły się petycje

    Nowe zasady nie wszystkim się podobają. Do urzędów wpłynęły już petycje, w których mieszkańcy zwracają uwagę na konkretne problemy.

    Najczęściej wskazywane są niedogodności związane z koniecznością regularnego mycia i dezynfekcji takich pojemników. To z kolei wiąże się z większym zużyciem wody i środków czystości. Ponadto ludzie zwracają uwagę na uciążliwe zapachy, które mogą się pojawić, szczególnie latem. Dochodzi do tego dodatkowy czas na utrzymanie higieny.

    Pojawia się też temat pieniędzy. Właściciele większych posesji, zwłaszcza z ogrodami, mogą być zmuszeni do zakupu nawet kilku czy kilkunastu pojemników na własny koszt. Jak podkreślają autorzy petycji, może to oznaczać przerzucenie części kosztów systemu na mieszkańców. Zwrócono także uwagę na osoby starsze, które mogą mieć problem z transportem bioodpadów do PSZOK.

    Dlaczego gminy odchodzą od worków?

    Powód tej zmiany jest prosty i logiczny. Plastikowe worki zanieczyszczają odpady i utrudniają ich przetwarzanie. To podnosi koszty i obniża jakość surowców wtórnych.

    Dlatego samorządy coraz częściej stawiają na system pojemnikowy i edukację mieszkańców. Przykładem może być akcja „Wrzucaj i bez worka” prowadzona w Gdańsku, która miała pokazać, jak ważna jest prawidłowa segregacja. Coraz więcej gmin rezygnuje z worków nie tylko przy bioodpadach, ale też przy innych frakcjach, np. szkle.

    To nie jest wyjątek, to trend

    Zmiany wprowadzane w niektórych gminach, jak na przykład w Serocku, nie są przypadkiem. To część szerszego trendu, który obejmuje coraz więcej gmin w Polsce. Jak wskazuje Portal Samorządowy, samorządy stopniowo odchodzą od worków na bioodpady i przechodzą na system oparty wyłącznie na pojemnikach.

    Coraz większą rolę odgrywają też unijne cele recyklingu. Bioodpady mogą stanowić nawet jedną trzecią wszystkich śmieci w gospodarstwach domowych, dlatego ich prawidłowa segregacja staje się kluczowa dla całego systemu.

    Oznacza to jedno: podobne zmiany mogą w najbliższym czasie pojawić się także w innych miastach. Przygotuj się na rewolucję w twoim kubłe na śmieci – ta zmiana ma na celu nie tylko czystsze otoczenie, ale i bardziej efektywny recykling.

  • Świąteczna niespodzianka? Komornik może zabrać świadczenie z ZFŚS w całości

    Świąteczna niespodzianka? Komornik może zabrać świadczenie z ZFŚS w całości

    Czy przedświąteczny zastrzyk gotówki z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych (ZFŚS) to zawsze powód do radości? Dla pracowników, których wynagrodzenia są objęte egzekucją komorniczą, może okazać się gorzkim rozczarowaniem. Okazuje się, że to dodatkowe świadczenie nie jest bezpieczne.

    Wynagrodzenie ma tarczę ochronną

    Prawo pracy doskonale zdaje sobie sprawę z kluczowej roli pensji w życiu pracownika i jego rodziny. Dlatego właśnie wynagrodzenie za pracę zostało objęte szczególną ochroną prawną. Jej celem jest zapewnienie podstawowych środków utrzymania.

    Jak to działa w praktyce? Ograniczenia dotyczą samych potrąceń. Zgodnie z przepisami, z wynagrodzenia (po odliczeniu składek, zaliczki na PIT i wpłat do PPK) można potrącać tylko należności wymienione w Kodeksie pracy. Chodzi tu m.in. o sumy egzekwowane na podstawie tytułów wykonawczych, np. na alimenty.

    Co więcej, potrącenia muszą być dokonywane w ściśle określonej kolejności i w określonych granicach. Kluczową rolę odgrywają też kwoty wolne od potrąceń – to absolutne minimum, które musi trafić na konto pracownika. To solidna bariera.

    ZFŚS? To nie jest wynagrodzenie

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Czy świadczenie z ZFŚS podlega tej samej ochronie? Eksperci nie są w tej kwestii w pełni zgodni, jednak większość skłania się do jasnego wniosku: świadczenie z ZFŚS nie jest traktowane jako składnik wynagrodzenia za pracę.

    I tu pojawia się haczyk. Ta teoretycznie korzystna dla pracownika klasyfikacja w rzeczywistości działa na jego niekorzyść. Dlaczego?

    Przepisy Kodeksu postępowania cywilnego wyraźnie dopuszczają prowadzenie egzekucji z innych wierzytelności niż wynagrodzenie. Kluczowy jest tutaj art. 895 KPC.

    Oznacza to, że w sytuacji, gdy komornik dokona zajęcia również na podstawie art. 895 Kodeksu postępowania cywilnego, to również świadczenie przyznane ze środków zakładowego funduszu świadczeń socjalnych zostanie objęte egzekucją.

    A to jeszcze nie wszystko. Ponieważ świadczenie z ZFŚS nie jest wynagrodzeniem, nie chronią go specjalne przepisy z Kodeksu pracy. W praktyce oznacza to, że pracodawca, dokonując potrąceń na rzecz komornika, nie musi stosować żadnych granic ani kwot wolnych od potrąceń.

    Mówiąc wprost: komornik może zabrać całą kwotę świadczenia z ZFŚS.

    Gorzka przedświąteczna lekcja

    Przed nami Wielkanoc, a w wielu firmach to czas wypłaty dodatkowych benefitów. Dla większości pracowników to miły gest. Dla osób z długami i prowadzoną egzekucją – potencjalnie przykra niespodzianka. Świadczenie, które miało być bonusem, może zostać przejęte w całości, bez żadnej ochrony.

    To ważna informacja dla każdego, kto liczy na dodatkowe środki z funduszu socjalnego. Warto być świadomym, że w określonych okolicznościach prawnych, ten „prezent” może wylądować nie na twoim koncie, a na rachunku wierzyciela. Planując świąteczne wydatki, lepiej oprzeć je na pewnym gruncie – czyli na wynagrodzeniu chronionym przez prawo.

  • Emerytura 800 zł? Szokujące prognozy ZUS dla 40- i 50-latków

    Emerytura 800 zł? Szokujące prognozy ZUS dla 40- i 50-latków

    Czy wyobrażasz sobie życie na emeryturze za 800 złotych miesięcznie? To nie jest czarny scenariusz, a realna prognoza dla tysięcy Polaków. Najnowsze symulacje ZUS rzucają zimne światło na przyszłość finansową pokolenia 40- i 50-latków.

    Katastrofalne prognozy dla roczników 70. i 80.

    Na portalu ZUS pojawiło się narzędzie „Prognozowana emerytura”. Jego wyniki mogą wprawić w osłupienie. Okazuje się, że obecni 40- i 50-latkowie mogą w skrajnym wariancie otrzymywać zaledwie 800-1200 zł emerytury. Jak to możliwe?

    Prawda jest smutna: to poprawne symulacje, które uwzględniają czasy, w których swoją karierę zawodową rozpoczynali aktualni 40- i 50-latkowie. Jak tłumaczy serwis infor.pl, winne tej katastrofie są m.in. praca na umowach o dzieło, „na czarno” i na „śmieciówkach”, wypłaty „pod stołem” i luki w zatrudnieniu.

    Pracownicy, którzy obecnie są w szczycie kariery, wchodzili na rynek pracy w czasach „dzikiego kapitalizmu”, gdy unikanie składek było normą. System emerytalny jest bezlitosny: ile wpłacisz, tyle dostaniesz. Lata pracy bez odprowadzania składek to luka, której nie da się szybko nadrobić.

    Minimalna emerytura? To nie takie proste

    Aby otrzymać minimalną emeryturę (w 2026 r. to 1978 zł brutto), trzeba mieć odpowiedni staż pracy — 20 lat dla kobiet, 25 dla mężczyzn. Praca na umowach o dzieło nie zawsze się do niego wlicza.

    Nieubłagany jest fakt, że im dłużej żyjemy, tym bardziej rozciąga się kapitał zgromadzony w ZUS. Prognozy na 2026 r. są jasne: świadczenia będą niższe, bo system zakłada dłuższe życie emerytów.

    A co z wyższymi zarobkami?

    Ale zaraz, a co z tymi, którzy zarabiają dobrze? ZUS ma wyliczenia również dla nich. Z przykładowych analiz wynika, że 40-letni mężczyzna (rocznik 1986, który zgromadził już 100 tys. zł składek i chce przejść na emeryturę w wieku 65 lat) z zarobkami 5 tys. zł brutto może liczyć na emeryturę w wysokości 3044 zł.

    Dla porównania: ten sam pracownik przy zarobkach 10 tys. zł może oczekiwać świadczenia na poziomie 5292 zł, natomiast przy pensji 15 tys. zł – emerytura wzrośnie do 7541 zł.

    Szokująca różnica między płciami

    Dla wielu osób może być szokujące, że kobiety wciąż otrzymują znacznie niższe świadczenia niż mężczyźni, a różnice mogą sięgać nawet kilku tysięcy złotych. W analogicznej sytuacji (40 lat, zgromadzone obecnie 100 tys. zł składek, przejście na emeryturę w wieku 60 lat) kobieta z zarobkami 5 tys., 10 tys. i 15 tys. zł brutto otrzyma odpowiednio 2 073 zł, 3 510 zł i 4 947 zł.

    Zarobki na poziomie mediany (7 145 zł) zapewnią mężczyźnie 4 009 zł, a kobiecie 2 690 zł. Aż 38,4 proc. kobiet otrzymuje emeryturę do 2 800 zł brutto, podczas gdy 69,5 proc. mężczyzn dostaje ponad 3 800 zł. Wynika to z krótszego okresu pracy kobiet, dłuższego życia i przerw w karierze zawodowej, np. z powodu urlopów macierzyńskich.

    Jak ZUS wylicza emeryturę?

    Podstawę obliczenia emerytury tworzą zwaloryzowane składki i kapitały zgromadzone na koncie w ZUS. Uwzględnia się tutaj:

    • zwaloryzowany kapitał początkowy, jeśli dana osoba była objęta ubezpieczeniem społecznym przed 1 stycznia 1999 r.,
    • zwaloryzowane składki na ubezpieczenie emerytalne zapisane na koncie w ZUS po 1998 r., aż do końca miesiąca poprzedzającego wypłatę emerytury,
    • środki zgromadzone na subkoncie w ZUS, w tym te przeniesione z otwartego funduszu emerytalnego (OFE), jeśli dana osoba jest członkiem OFE.

    Przy wyliczaniu emerytury ZUS bierze pod uwagę średnie dalsze trwanie życia, czyli liczbę miesięcy, przez które przewiduje się, że dana osoba będzie pobierać emeryturę.

    Jest ratunek! ZUS podpowiada

    Ale jest dobra wiadomość! Jak wyjaśnia ZUS, najprostszym sposobem na powiększenie — a nawet podwojenie — emerytury jest dłuższa aktywność zawodowa. Każdy dodatkowy rok pracy to wyższy kapitał emerytalny i większe świadczenie.

    „Dla 60-latka każdy rok zwłoki oznacza wzrost emerytury o 3,7 proc., a po pięciu latach — ponad 1/5. W przypadku 65-latka to odpowiednio 4,1 proc. za rok i aż 23,4 proc. po pięciu latach” — tłumaczy ZUS.

    Opóźnienie przejścia na emeryturę przekłada się na realny wzrost świadczenia — nawet bez dodatkowych składek czy waloryzacji. Im dłużej pracownik odprowadza składki, tym większy kapitał zgromadzi, a każda kolejna wpłata powiększa przyszłe świadczenie emerytalne.

    Warto pamiętać, że osiągnięcie wieku emerytalnego nie zmusza nikogo do zaprzestania aktywności zawodowej. ZUS zachęca Polki i Polaków do kontynuowania pracy po osiągnięciu ustawowego wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę. To może być klucz do uniknięcia emerytalnej katastrofy.