Blog

  • Gdańsk stawia na tramwaje: Budimex z partnerem podpisali gigantyczną umowę

    Gdańsk stawia na tramwaje: Budimex z partnerem podpisali gigantyczną umowę

    Czy Gdańsk zyska nowoczesną bazę dla swojej rozwijającej się sieci tramwajowej? Odpowiedź brzmi: tak, a wszystko dzięki właśnie podpisanej, kluczowej umowie.

    Kontrakt wart ponad ćwierć miliarda złotych

    1 kwietnia 2026 roku stał się oficjalnym początkiem jednej z większych inwestycji transportowych w mieście. Gmina Miasta Gdańska, reprezentowana przez Dyrekcję Rozbudowy Miasta Gdańska, podpisała umowę z konsorcjum na „Realizację zajezdni tramwajowej Ujeścisko wraz z budową zbiornika retencyjnego w Gdańsku w formule zaprojektuj i wybuduj”.

    Zarząd Budimeksu S.A. zawiadamia, że w dniu 01.04.2026 r. […] podpisała umowę z konsorcjum w składzie: Budimex S. A. (Lider konsorcjum udział 84,09%) oraz KZN Rail Sp. z o. o. (Partner konsorcjum udział 15,91%).

    Wartość tego strategicznego kontraktu to imponujące 260 777 899,00 zł netto. To kwota, która zdecydowanie przekracza próg 188 771 tys. zł netto, co podkreśla skalę przedsięwzięcia.

    Harmonogram i warunki: cztery lata pracy

    Prace zaczynają się natychmiast. Zgodnie z umową, termin rozpoczęcia robót to od dnia podpisania umowy. Całość inwestycji ma zostać zakończona w ciągu 212 tygodni, co w przeliczeniu daje około czterech lat.

    Ale to nie koniec zaangażowania wykonawców po oddaniu obiektu. Umowa przewiduje zarówno 60-miesięczny okres gwarancji, jak i 60-miesięczny okres rękojmi. To solidne zabezpieczenie dla miasta na kolejne pięć lat.

    Zabezpieczenia finansowe i kary

    Każda tak duża inwestycja wiąże się z ryzykiem. Dlatego umowa zawiera konkretne mechanizmy zabezpieczające interesy zamawiającego. Wykonawca musi przedstawić gwarancję bankową dobrego wykonania (lub inne zabezpieczenie) w wysokości 5% ceny brutto.

    Co jednak, jeśli coś pójdzie nie tak? Maksymalna wartość kary umownej, jaką może zapłacić Wykonawca, została ustalona na poziomie 20% ceny brutto. I tu ważny szczegół – kary te nie mają charakteru wyłącznego.

    Kary umowne nie mają charakteru wyłącznego i Zamawiającemu przysługuje prawo dochodzenia odszkodowania na zasadach ogólnych, o ile wartość szkody przekroczy wysokość tych kar.

    W praktyce oznacza to, że jeśli szkody przekroczą ustaloną pulę kar, miasto może dochodzić dalszych roszczeń. Pozostałe warunki kontraktu, jak podano, nie odbiegają od standardów rynkowych.

    Droga do podpisania

    Podpisanie umowy to finał procesu, który rozpoczął się w ubiegłym roku. Jak przypomina Budimex, informacja o tym, że oferta konsorcjum została oceniona najwyżej w postępowaniu przetargowym, pojawiła się 30 września 2025 roku. Następnie, 6 listopada 2025 roku, spółka poinformowała, że jej oferta została wybrana jako najkorzystniejsza.

    Co to oznacza dla Budimexu?

    Dla notowanego na GPW od 1995 roku Budimexu, jednej z największych spółek budowlanych w Polsce, to kolejny duży kontrakt w portfolio. Spółka działa w sektorze infrastruktury, budownictwa ogólnego i przemysłowego. W roli lidera konsorcjum (z udziałem 84,09%) Budimex przejmuje odpowiedzialność za kluczowy projekt, który na lata zwiąże go z rozwojem transportu w Trójmieście.

    Nowa zajezdnia tramwajowa na Ujeścisku, wraz z towarzyszącym jej zbiornikiem retencyjnym, to inwestycja, która ma realnie wpłynąć na poprawę komunikacji miejskiej w Gdańsku. A prace, jak widać, zaczynają się już teraz.

  • Raporty roczne na parkiecie: CreativeForge i Aztec International składają dokumenty za 2025 rok

    Raporty roczne na parkiecie: CreativeForge i Aztec International składają dokumenty za 2025 rok

    Czy wiesz, że właśnie opublikowano oficjalne raporty roczne za 2025 rok dwóch spółek? To kluczowy moment dla inwestorów śledzących rynek.

    Co wiemy na pewno?

    Dwie spółki złożyły właśnie swoje kompleksowe dokumenty na platformie komunikacji rynku kapitałowego. Pierwsza to CreativeForge Games SA, a druga to Aztec International SA. Obie publikacje pojawiły się na portalu parkiet.com w ramach sekcji Komunikatów EBI.

    Szczegóły publikacji CreativeForge Games SA

    Spółka CreativeForge Games SA opublikowała swój raport 31 marca 2026 roku o godzinie 21:54. Komunikat został podpisany przez Sebastiana Żaczka, który pełni funkcję Prezesa Zarządu. Data i godzina podpisania dokumentu to 2026-03-31 19:54:18.

    Co zawierał pakiet? Oto lista załączników:

    • e-sprawozdanieCreative31-03-26.xml
    • CFG – Raport Roczny 2025.pdf
    • CFG – Informacja Dodatkowa 2025.pdf
    • CFG – Sprawozdanie z Badania SF 2025.pdf
    • CFG – Sprawozdanie Finansowe 2025.pdf
    • CFG – Sprawozdanie Zarządu 2025.pdf
    • main.xhtml

    Szczegóły publikacji Aztec International SA

    Z kolei Aztec International SA opublikowała swój raport nieco później, bo 1 kwietnia 2026 roku o godzinie 14:36. Dokumenty zostały podpisane przez Rafała Cędrowskiego, również Prezesa Zarządu. Moment podpisania to 2026-04-01 12:36:15.

    Pakiet dokumentów od Aztec International SA był obszerniejszy. Znalazły się w nim następujące załączniki:

    • Roczne jednostkowe sprawozdanie finansowe 2025.xml
    • List Zarządu do Akcjonariuszy i Inwestorów 2025-sig.pdf
    • Wybrane dane finansowe jednostkowe 2025-sig.pdf
    • Roczne jednostkowe sprawozdanie finansowe 2025-sig-sig.pdf
    • Sprawozdanie Zarządu z działalności Aztec International SA 2025-sig.pdf
    • Oświadczenie Zarządu o rzetelności sprawozdania finansowego 2025-sig.pdf
    • Oświadczenie w sprawie prawidłowości wyboru audytora 2025-sig.pdf
    • Informacje na temat stosowania ładu korporacyjnego 2025-sig.pdf
    • SzB – Aztec International SA – 30 03 2026 r – signed.pdf
    • main.xhtml

    Ważne ostrzeżenie dla inwestorów

    W obu komunikatach znajduje się kluczowa informacja od Notoria SA. Podkreśla ona, że jakiekolwiek streszczenia (w tym to) mają charakter wyłącznie informacyjny.

    Oficjalną wersją komunikatu jest pełna treść zawarta w załącznikach do raportu. Przed podjęciem decyzji inwestycyjnych należy zapoznać się z pełną treścią raportu i wszystkich załączników.

    Notoria SA wyraźnie zaznacza, że nie ponosi odpowiedzialności za decyzje podjęte na podstawie streszczeń, w tym tych generowanych przez sztuczną inteligencję. Oba komunikaty giełdowe zawierają wyłącznie załączniki.

    Co to oznacza dla rynku?

    Publikacja rocznych sprawozdań finansowych to obowiązkowy, transparentny krok dla spółek giełdowych. Dla inwestorów jest to sygnał, że najważniejsze dokumenty podsumowujące rok obrotowy 2025 są już oficjalnie dostępne. Teraz przychodzi czas na ich dogłębną analizę.

    Kluczowe jest, aby każdy, kto rozważa decyzje inwestycyjne dotyczące CreativeForge Games SA lub Aztec International SA, zapoznał się z pełnymi, oryginalnymi dokumentami. To jedyny sposób na uzyskanie kompletnego i wiążącego obrazu sytuacji finansowej i operacyjnej tych spółek.

  • Nie tylko seniorzy! Kto w 2026 roku może nie płacić za śmieci? Sprawdź, czy kwalifikujesz się do ulgi

    Nie tylko seniorzy! Kto w 2026 roku może nie płacić za śmieci? Sprawdź, czy kwalifikujesz się do ulgi

    Czy wiesz, że w 2026 roku nie każdy musi płacić pełną stawkę za wywóz odpadów? Wręcz przeciwnie – wiele osób może liczyć na zwolnienie lub znaczną zniżkę. Ale uwaga, ulgi nie są przyznawane automatycznie! Oto kompletny przewodnik po tym, kto może zaoszczędzić i jak to zrobić.

    Obowiązek płatny, ale nie dla wszystkich

    Zasady pobierania opłat reguluje ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Co do zasady, opłatę za gospodarowanie odpadami komunalnymi wnoszą właściciele nieruchomości, na których te odpady powstają. W praktyce oznacza to, że w domach jednorodzinnych płaci właściciel, a w blokach – wspólnoty i spółdzielnie, które później rozliczają koszty z mieszkańcami.

    Wysokość opłaty nie jest jednakowa w całym kraju. Każda gmina ustala własne stawki i sposób naliczania, najczęściej w zależności od liczby mieszkańców, ilości zużytej wody lub powierzchni lokalu. Co kluczowe, obowiązek zapłaty nie zależy od faktycznej ilości śmieci, lecz od faktu zamieszkiwania.

    Kto może ubiegać się o zniżkę lub zwolnienie?

    Choć opłata obejmuje większość mieszkańców, gminy mają prawo wprowadzać ulgi i zwolnienia. Nie są one jednolite w całej Polsce – każda rada gminy określa własne zasady.

    Najczęściej ze zwolnienia z opłaty lub jej części mogą skorzystać:

    • Osoby o niskich dochodach – zwykle po spełnieniu kryterium dochodowego.
    • Seniorzy, np. samotnie mieszkający emeryci i renciści (w niektórych gminach już po 65. roku życia).
    • Rodziny wielodzietne – szczególnie posiadające Kartę Dużej Rodziny.
    • Osoby z niepełnosprawnościami lub ich opiekunowie – jeśli spełniają lokalne warunki.
    • Właściciele kompostujący bioodpady w przydomowym kompostowniku – w wielu gminach daje to częściową ulgę.
    • Właściciele nieruchomości niezamieszkanych lub wykorzystywanych sezonowo – pod warunkiem prawidłowego zgłoszenia.

    To nie jest zamknięta lista. Każda gmina może przyjąć własne rozwiązania, dlatego szczegóły zawsze trzeba sprawdzić w lokalnym urzędzie.

    Całkowite zwolnienie? To możliwe!

    Istnieje możliwość całkowitego zwolnienia z opłaty za śmieci, jeśli w lokalu faktycznie nikt nie mieszka i nie powstają odpady. Dotyczy to nie tylko seniorów wyjeżdżających do sanatorium, ale każdego, kto na dłużej opuszcza dom – np. z powodu wyjazdu za granicę, czasowego przeniesienia, długotrwałej hospitalizacji lub okresowego braku zamieszkiwania.

    Aby skorzystać z takiego zwolnienia, trzeba złożyć w gminie deklarację o braku osób zamieszkujących nieruchomość, wskazać konkretny okres nieobecności i przedstawić dowody (np. zaświadczenie z placówki, dokumenty podróży).

    Jeśli właściciel nie zgłosi braku zamieszkania, opłata może być nadal naliczana, nawet gdy lokal stoi pusty.

    Przykłady z dużych miast

    Zasady różnią się w zależności od miasta. Oto jak to wygląda w praktyce:

    • W Warszawie obowiązuje m.in. ulga dla właścicieli domów jednorodzinnych kompostujących bioodpady. Miasto przewiduje także rozwiązania osłonowe dla osób o niskich dochodach w ramach programów pomocowych, takich jak Warszawska Pomoc Osłonowa, która umożliwia uzyskanie zasiłku celowego pokrywającego co najmniej połowę kosztów.
    • W Katowicach zniżki mogą przysługiwać m.in. rodzinom posiadającym Kartę Dużej Rodziny (20%) oraz osobom spełniającym określone kryteria dochodowe. Funkcjonuje również ulga za kompostowanie.
    • W Gdyni także możliwe są ulgi dla wybranych grup, w tym właścicieli kompostujących bioodpady.

    Jak złożyć wniosek? Krok po kroku

    Ulgi i zwolnienia nie są przyznawane automatycznie. Aby z nich skorzystać, trzeba złożyć wniosek w urzędzie gminy lub miasta właściwym dla miejsca położenia nieruchomości.

    W zależności od lokalnych regulacji, może to być:

    • odrębny wniosek o zwolnienie,
    • aktualizacja deklaracji śmieciowej,
    • korekta liczby osób zamieszkujących nieruchomość.

    Wniosek można złożyć osobiście w urzędzie, pocztą lub elektronicznie (np. przez ePUAP). We wniosku należy podać dane właściciela, adres nieruchomości oraz wskazać podstawę ulgi (niski dochód, Karta Dużej Rodziny, kompostowanie, czasowy brak zamieszkania).

    Gdzie szukać formularzy i informacji?

    W 2026 roku ulgi nie są przyznawane automatycznie na poziomie ogólnopolskim – każda gmina ustala własne zasady. Większość deklaracji i wniosków można znaleźć:

    • Na stronie internetowej gminy/miasta (szukaj zakładek typu „Gospodarka odpadami”).
    • W Biuletynie Informacji Publicznej (BIP) – tam publikowane są oficjalne uchwały z załącznikami.
    • Na platformie ePUAP.
    • Osobiście w Urzędzie Gminy/Miasta.

    W zależności od sytuacji, możesz potrzebować nowej deklaracji o wysokości opłaty, wniosku o program osłonowy (składanego np. w OPS) lub oświadczenia o kompostowaniu.

    Podsumowując, kluczem do oszczędności jest aktywność i sprawdzenie lokalnych przepisów. Nie czekaj na rachunek – zainteresuj się możliwościami w swojej gminie już teraz!

  • Mostostal Warszawa pozywa GDDKiA o pół miliarda złotych. O co chodzi w gigantycznym sporze?

    Mostostal Warszawa pozywa GDDKiA o pół miliarda złotych. O co chodzi w gigantycznym sporze?

    Czy kontrakt podpisany w 2020 roku może być dziś niewykonalny finansowo? Mostostal Warszawa i jego partner, hiszpańska Acciona, uważają, że tak – i właśnie złożyli pozew o 487 milionów złotych brutto przeciwko Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. To nie jest zwykły spór, to potężne roszczenie, które może zaważyć na finansach jednej z największych polskich firm budowlanych.

    Sprawa dotyczy kluczowego odcinka S19

    Pozew, złożony 30 marca 2026 roku, dotyczy umowy z 10 lipca 2020 roku. Chodzi o zaprojektowanie i budowę około 10,3 km drogi ekspresowej S19 między węzłami Rzeszów Południe i Babica na Podkarpaciu. Konsorcjum Mostostal Acciona S19 Tunel domaga się zmiany warunków tego kontraktu.

    Konkretnie? Wykonawca chce podwyższenia wynagrodzenia o pełne 487 mln zł. Ta kwota miałaby zostać odzwierciedlona zarówno w cenie kontraktowej, jak i w tzw. maksymalnej wartości zobowiązania. Ale to nie wszystko!

    Konsorcjum wnosi również o zasądzenie tej kwoty wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie, liczonymi od dnia wydania wyroku do momentu zapłaty, a także o pokrycie kosztów całego postępowania sądowego.

    Dlaczego aż tyle? „Nadzwyczajna zmiana stosunków”

    Co jest podstawą tak ogromnego roszczenia? Mostostal Warszawa wskazuje na nadzwyczajną zmianę stosunków gospodarczych, która drastycznie wpłynęła na koszty realizacji inwestycji.

    Mówiąc wprost: chodzi o gwałtowny wzrost cen materiałów budowlanych, usług i kosztów pracy po podpisaniu umowy. W ocenie wykonawcy, umowny mechanizm waloryzacji wynagrodzenia nie zrekompensował tych skoków w wystarczającym stopniu.

    Właśnie ta sytuacja ma, zdaniem Mostostalu, uzasadniać zastosowanie przepisów kodeksu cywilnego – w tym słynnej klauzuli rebus sic stantibus – i pozwalać na sądowe dochodzenie podwyższenia wynagrodzenia.

    Kwota już ujęta w księgach. Co dalej?

    Tu sprawa robi się naprawdę ciekawa z punktu widzenia inwestora. Mostostal Warszawa poinformował, że część dochodzonej kwoty została już ujęta jako aktywa w sprawozdaniu finansowym za 2025 rok.

    To znaczący ruch księgowy, który pokazuje, jak poważnie spółka traktuje swoje roszczenie. Jednak finał tej historii jest jeszcze otwarty.

    Dokumenty za 2025 rok są nadal badane przez biegłego rewidenta i muszą jeszcze zostać zatwierdzone przez właściwe organy spółki. Droga sądowa też dopiero się zaczyna.

    Spór na kwotę blisko pół miliarda złotych między potentatem budowlanym a państwową agencją drogową to wydarzenie, które będzie się długo ciągnąć. Jego wynik może mieć wpływ nie tylko na budżet tej konkretnej inwestycji, ale także na zasady rozliczania przyszłych, wieloletnich kontraktów infrastrukturalnych w Polsce. Będziemy to bacznie obserwować.

  • Wawel może zniknąć z Biedronki? Sieć wypowiada kluczową umowę

    Wawel może zniknąć z Biedronki? Sieć wypowiada kluczową umowę

    Czy ulubione słodycze Polaków znikną z półek największego dyskontu w kraju? To nie jest scenariusz z filmu, a realna perspektywa po decyzji, która właśnie wstrząsnęła rynkiem FMCG.

    Bomba w godzinach popołudniowych

    Jak podała spółka w oficjalnym komunikacie, 31 marca 2026 roku Wawel S.A. otrzymał od Jeronimo Martins Polska S.A., właściciela sieci Biedronka, wypowiedzenie umowy sprzedaży. Wiadomość dotarła elektronicznie. Umowa została zawarta w grudniu 2022 roku.

    „Przedmiotowe wypowiedzenie zostało złożone z zachowaniem trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia ze skutkiem na koniec miesiąca kalendarzowego” – czytamy w komunikacie.

    Oznacza to, że współpraca może definitywnie zakończyć się już w II kwartale 2026 roku. Jeśli strony nie dojdą do porozumienia, słodycze Wawelu nie będą dostępne w sklepach sieci po okresie wypowiedzenia.

    Nawet 20% przychodów pod znakiem zapytania

    Skala potencjalnego wstrząsu jest ogromna. Dla Wawelu Biedronka to klient o fundamentalnym znaczeniu.

    W 2025 roku sprzedaż do tej sieci odpowiadała za 19,9% przychodów spółki, które wyniosły około 739 mln zł. Jeszcze kilka lat temu ten udział sięgał nawet 25%. Ewentualne rozstanie oznaczałoby nie tylko drastyczny spadek sprzedaży, ale także utratę dostępu do milionów klientów największej sieci handlowej w Polsce.

    Rynek zareagował natychmiast i jednoznacznie. W dniu ogłoszenia informacji akcje Wawelu na warszawskiej giełdzie spadły o około 4-5%.

    Czy to już koniec? Nie wszystko stracone

    Na razie jednak nie jest to przesądzone. Wawel podkreśla, że pozostaje w kontakcie z kontrahentem i ma zamiar podjąć rozmowy.

    „Spółka podejmie rozmowy w celu określenia potencjalnych nowych ram relacji handlowych” – zapowiada firma.

    Trzymiesięczny okres wypowiedzenia daje więc stronom czas na renegocjacje. Ich wynik pozostaje jednak wielką niewiadomą.

    Spór o ceny w tle od lat

    Choć oficjalne powody wypowiedzenia nie zostały podane, kontekst rynkowy jasno wskazuje na źródło napięć. Relacje między producentami a dyskontami są od lat coraz trudniejsze.

    Rosnące koszty surowców, zwłaszcza kakao i cukru, zderzają się z presją sieci handlowych na utrzymanie niskich cen. W poprzednich latach Wawel informował o twardych negocjacjach z Biedronką, która nie zgadzała się na podwyżki cen produktów.

    Jak tłumaczył już ponad dekadę temu prezes Wawelu, Dariusz Orłowski, na łamach „Rzeczpospolitej”: „Doszliśmy więc do momentu, gdy nie da się już uniknąć podwyżki cen (…). Tymczasem z powodu coraz ostrzejszej konkurencji sieci nie chcą zaakceptować podwyżek”.

    Dodatkowym czynnikiem jest rosnące znaczenie marek własnych sieci, które pozwalają im zwiększać marże i kontrolować ofertę. Biedronka, ze względu na swoją silną pozycję rynkową, zawsze była uważana za szczególnie trudnego partnera do negocjacji.

    Czy tym razem uda się znaleźć wspólny język? Nad odpowiedzią na to pytanie głowią się teraz nie tylko zarządy obu firm, ale także inwestorzy i miliony polskich konsumentów.

  • Werth-Holz S.A.: Kto naprawdę rządzi na walnym zgromadzeniu?

    Werth-Holz S.A.: Kto naprawdę rządzi na walnym zgromadzeniu?

    Czy wiedzieliście, że na ostatnim walnym zgromadzeniu tylko jeden podmiot miał prawo głosu? Tak, to nie żart. Werth-Holz S.A. właśnie ujawnił listę akcjonariuszy dysponujących co najmniej 5% głosów na Zwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy, które odbyło się 31 marca 2026 roku.

    Pełna kontrola na sali

    I tu zaczyna się ciekawa historia. Zgodnie z raportem bieżącym nr 3/2026, złożonym do Komisji Nadzoru Finansowego, na walnym zgromadzeniu obecny był tylko jeden znaczący gracz. A właściwie duet.

    Grassalen Investments Limited wraz z Panem Jarosławem Gniadkiem – 31.382.613 akcji zwykłych na okaziciela, stanowiących 100% w liczbie głosów na Zwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy i 36,84% w ogólnej liczbie głosów w Spółce.

    To oznacza, że podczas całego zgromadzenia głosować mogła praktycznie tylko ta jedna grupa. Ale to nie koniec układanki.

    Gniadek: podwójna rola

    W ramach tego pakietu ukrywa się osobista pozycja prezesa zarządu. Pan Jarosław Gniadek indywidualnie posiada 3.658.849 akcji zwykłych na okaziciela.

    Co to oznacza w liczbach? Te akcje dają mu 11,66% głosów na Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy i 4,30% w ogólnej liczbie głosów w całej spółce. To ciekawe zestawienie – jako prezes zarządu podpisywał raport, a jako akcjonariusz miał decydujący głos.

    Wszystkie uchwały przyjęte jednogłośnie

    Ale co właściwie postanowiono na tym wyjątkowym zgromadzeniu? Kolejny raport, opublikowany przez portal Parkiet, przynosi odpowiedź.

    Zarząd Spółki Werth-Holz S.A. przekazał treść uchwał podjętych właśnie 31 marca 2026 roku. I tu mamy kolejną ciekawostkę.

    Wszystkie planowane uchwały zostały podjęte, a nie zgłoszono sprzeciwu do żadnej z nich.

    Czy to zaskoczenie? Raczej nie, biorąc pod uwagę strukturę udziałowców obecnych na sali. Dokumenty podpisali ci sami ludzie: Jarosław Gniadek jako Prezes Zarządu i Piotr Podgórniak jako Członek Zarządu.

    Oficjalne dokumenty kluczem

    Warto pamiętać, że szczegóły uchwał znajdziemy w załącznikach do raportu – plikach uchwały.pdf i main.xhtml. Jak zaznacza się w komunikacie, podane streszczenie ma charakter wyłącznie informacyjny i zostało przygotowane przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji.

    Oficjalną wersją komunikatu jest pełna treść zawarta w załącznikach do raportu. Przed podjęciem decyzji inwestycyjnych należy zapoznać się z pełną treścią raportu i wszystkich załączników.

    Co to oznacza dla spółki?

    Struktura własności Werth-Holz S.A. po walnym zgromadzeniu jest teraz przejrzystsza. Grupa Grassalen Investments Limited wraz z Jarosławem Gniadkiem kontroluje nie tylko 100% głosów na ostatnim zgromadzeniu, ale także ponad jedną trzecią ogólnej liczby głosów w spółce.

    To pokazuje silną, skonsolidowaną pozycję głównego akcjonariusza. W połączeniu z jednogłośnym przyjęciem wszystkich planowanych uchwał, mamy obraz sprawnego przebiegu corporate governance – przynajmniej na papierze.

    Inwestorzy śledzący spółkę z branży drzewnej z pewnością będą analizować szczegóły uchwał, aby zrozumieć strategiczny kierunek, jaki obrało kierownictwo Werth-Holz S.A. na nadchodzący okres.

  • Warszawskie kamery już skanują tablice. Co to oznacza dla Twojego auta?

    Warszawskie kamery już skanują tablice. Co to oznacza dla Twojego auta?

    Od 1 kwietnia w centrum Warszawy ruszył rozbudowany system automatycznych kamer. Czy to już czas na panikę? Spokojnie, sprawdzamy, co naprawdę zmienia się w Strefie Czystego Transportu.

    Kamery Zintegrowanego Systemu Zarządzania Ruchem na bieżąco skanują tablice rejestracyjne wszystkich pojazdów. Na podstawie danych z państwowych systemów weryfikują, czy spełniają one normy emisji spalin i czy mają prawo poruszać się w strefie.

    7% stolicy pod lupą

    Nowe kontrole obejmują centralną część Warszawy. Jak informuje ratusz, kamery monitorować będą łącznie 7 proc. powierzchni stolicy. To teren około 37 km kwadratowych.

    Uruchomienie dodatkowego monitoringu to kolejny etap wdrażania systemu, którego celem jest poprawa jakości powietrza. Ale tu pojawia się kluczowe pytanie…

    Czy kamery wystawiają mandaty?

    Odpowiedź brzmi: nie. Przynajmniej na razie.

    Według deklaracji Zarządu Dróg Miejskich, kamery nie będą wystawiały mandatów. To wyłączne uprawnienia policji oraz straży miejskiej.

    System kamer ma służyć jedynie do zbierania informacji oraz analizy ruchu. Jak podkreśla ZDM, w przyszłości dane z kamer mogą być jednak przez służby wykorzystane.

    Samo uchwycenie przez kamerę, bez kontroli funkcjonariuszy, nie ma na razie żadnych konsekwencji. Ale uwaga! Gdy etap przejściowy się skończy, zasady się zmienią.

    Cztery wjazdy i… mandat

    Wjazd do SCT pojazdem niespełniającym wymogów nadal będzie możliwy. Cztery wjazdy na rok, traktowane jako przejazdy okazjonalne, są dopuszczalne. Dopiero za piątym razem może pojawić się mandat – maksymalnie w wysokości 500 złotych.

    Mieszkańcy mają fory

    Tutaj pojawia się istotne rozróżnienie. Mieszkańcy Warszawy, rozliczający w mieście podatki, z ograniczeń związanych z SCT są wyłączeni do końca roku 2027. Bez względu na to, jaki pojazd posiadają.

    Jeżeli auto spełnia normy – niczego nie muszą robić. W przeciwnym razie trzeba jednak zgłosić swój pojazd i wygenerować tzw. urbanpass oraz zdobyć specjalną naklejkę zawierającą podstawowe informacje o samochodzie.

    Jak czytamy w dokumentacji ZDM, „za wydanie nalepki pobierana jest opłata w kwocie 5 zł”. Ale jest doprecyzowanie: „bez nalepki, ale z ważnym wyłączeniem, można wjeżdżać do Strefy Czystego Transportu w Warszawie”.

    Ile aut zniknie z centrum?

    Według aktualnych danych Ministerstwa Cyfryzacji, Strefa Czystego Transportu oznacza wykluczenie z ruchu w centrum Warszawy około 130 tys. samochodów do 2028 r. i kolejne 260 tys. do 2030 r. Razem to blisko 400 tys. aut.

    Władze w stolicy przekonują jednak, że realna liczba pojazdów dotkniętych regulacjami jest znacznie mniejsza. W perspektywie kilkuletniej będzie się dodatkowo pomniejszać z uwagi na wymianę starszych samochodów na nowsze modele.

    Finalne etapy – co dalej?

    Finalny, piąty etap wdrożenia planowany na 2032 r. ma w praktyce oznaczać zakaz wjazdu dla pojazdów niespełniających norm Euro 6 oraz Euro 6d.

    W przypadku samochodów spalinowych – to auta wyprodukowane przed 2014 r., a w przypadku pojazdów z silnikiem Diesla – auta wyprodukowane przed 2020 r.

    A co z osobami spoza Warszawy?

    Od 2026 r., wraz z wejściem w drugi etap wdrażania przepisów, poprzeczka idzie w górę. Z mapy centrum Warszawy znikną przede wszystkim:

    • Pojazdy benzynowe (oraz z instalacją LPG), które nie spełniają normy Euro 3 lub wyższej – w praktyce większość aut wyprodukowanych przed 2000 r.
    • Samochody z silnikiem Diesla, które nie spełniają normy Euro 5 – pojazdy starsze niż z rocznika 2009.

    Jeśli auto mieści się w tych „zakazanych” widełkach, a nie jesteśmy zameldowani w stolicy, wjazd do strefy będzie niemożliwy (poza limitem czterech dni w roku).

    Kluczowa weryfikacja

    Warto o tym pamiętać, bo choć idea strefy to czystsze powietrze i wyższy komfort życia, to dla nieprzygotowanych kierowców wjazd może skończyć się mandatem. Kluczem jest weryfikacja.

    Warszawski Zarząd Dróg Miejskich uruchomił specjalną stronę „Sprawdź, czy wjedziesz”. Po wpisaniu kilku informacji o aucie od razu weryfikuje, do jakiej kategorii w ramach SCT się kwalifikujemy. Umożliwia też wygenerowanie urbanpassa.

    Jeżeli nie wiemy, jaką normę Euro spełnia nasz pojazd, możemy skorzystać z państwowego modułu na stronie historiapojazdu.gov.pl lub w aplikacji mObywatel. Można też użyć prostszego modułu pobierającego dane z Centralnej Ewidencji Pojazdów.

    W ten sposób zweryfikujemy dowolny pojazd – wystarczy znać numer rejestracyjny. W zależności od statusu auta zobaczymy komunikaty o spełnianiu lub niespełnianiu norm pozwalających na swobodny wjazd.

    Pamiętajcie – powyższe terminy dotyczą tylko Strefy Czystego Transportu w Warszawie. Pozostałe miasta, takie jak Kraków, Szczecin czy Wrocław, mają odrębne regulacje. Lepiej sprawdzić zanim wjedziecie!

  • SpaceX szykuje gigantyczne IPO. Elon Musk i 21 banków w tajnej operacji „Project Apex”

    SpaceX szykuje gigantyczne IPO. Elon Musk i 21 banków w tajnej operacji „Project Apex”

    Czy to będzie największy debiut giełdowy w historii? Świat finansów wstrzymał oddech, gdy wyszło na jaw, że Elon Musk przygotowuje swoją kosmiczną spółkę do wejścia na Wall Street. I robi to z armią najpotężniejszych banków świata.

    Finansowa armada na usługach Muska

    Z informacji ujawnionych przez agencję Reutera wynika, że SpaceX współpracuje z co najmniej 21 bankami przy przygotowaniu pierwszej oferty publicznej. Wewnętrznie operacja otrzymała kryptonim „Project Apex”, co doskonale oddaje ambicje całego przedsięwzięcia.

    Około połowa nazw instytucji uczestniczących w tym gigantycznym przedsięwzięciu nie była wcześniej podawana do wiadomości publicznej – relacjonują informatorzy agencji Reutera.

    Na czele tej finansowej armady stoją największe amerykańskie instytucje. Rolę głównych koordynatorów (tzw. bookrunnerów) pełnią: Morgan Stanley, Goldman Sachs, JPMorgan Chase, Bank of America oraz Citigroup. To one odpowiadają za zarządzanie procesem sprzedaży akcji i kontakt z inwestorami.

    Globalny syndykat bez precedensu

    Ale to nie wszystko! Do projektu dołączyło jeszcze 16 innych banków w mniejszych, wspierających rolach. Na tej ekskluzywnej liście znalazły się m.in. Barclays, Deutsche Bank, ING Groep, UBS, Santander, Societe Generale i Wells Fargo.

    I tu pojawia się kluczowy szczegół: skład syndykatu może się jeszcze zmienić, a do projektu mogą dołączyć kolejne instytucje finansowe. To żywy organizm, który wciąż ewoluuje.

    Historyczna skala i wycena

    Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, akcje SpaceX zadebiutują w publicznym obrocie już w czerwcu bieżącego roku. Skala tego przedsięwzięcia wymyka się standardowym wyliczeniom.

    Wstępne szacunki wskazują, że kapitalizacja spółki kontrolowanej przez Elona Muska może sięgnąć nawet 1,75 bln dolarów. Taka wycena z miejsca uplasowałaby debiut SpaceX w ścisłej czołówce największych ofert publicznych w historii Wall Street.

    Co więcej, w ramach IPO SpaceX może zebrać ponad 75 mld dolarów. A to dopiero początek tej kosmicznej historii.

    Powrót ery wielkich konsorcjów

    Decyzja o zaangażowaniu tak ogromnej liczby podmiotów nie jest przypadkowa. Tak duże grupy banków zaangażowanych w IPO stają się coraz bardziej powszechne przy największych ofertach publicznych.

    Przypomnijmy: w 2023 roku projektant chipów Arm Holdings współpracował z blisko 30 bankami przy swoim debiucie, a Alibaba w 2014 roku również stworzył rozbudowany syndykat przy rekordowej ofercie.

    Milczenie złotem

    Zarówno główny bohater tego zamieszania, jak i jego doradcy, nabrali wody w usta. Firma SpaceX nie skomentowała dotychczasowych doniesień. Również większość banków uczestniczących w projekcie odmówiła komentarza lub nie odpowiedziała na zapytania mediów.

    To jednak standardowa procedura przed złożeniem oficjalnego prospektu emisyjnego w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC).

    Co to oznacza dla Muska?

    Tu pojawia się najbardziej spektakularny wątek. Jak pisze duński dziennik gospodarczy Borsen, giełdowy debiut spółki może sprawić, że Elon Musk stanie się pierwszą osobą na świecie, której majątek osobisty będzie wyceniany na 1 bln dolarów.

    Obecnie, według najnowszego rankingu „Forbesa”, jest on szacowany na 827 mld dolarów. Najbogatszy człowiek świata kontroluje około 43% akcji SpaceX.

    Kosmiczna gra o wszystko

    Wprowadzenie SpaceX na giełdę to nie tylko szansa na zysk, ale też potencjalne źródło turbulencji na szerokim rynku. Taka oferta może wyssać z rynku ogromne ilości płynności, zmuszając fundusze do redukcji pozycji na innych spółkach technologicznych.

    Inwestorzy z uwagą będą śledzić każdy kolejny przeciek z obozu Muska, przygotowując się na czerwcowe starcie o akcje firmy, która na nowo definiuje granice ludzkich możliwości. I robi to z finansową armią, jakiej świat nie widział.

  • Stopy procentowe w 2026 bez zmian? Eksperci ostrzegają przed wpływem Bliskiego Wschodu

    Stopy procentowe w 2026 bez zmian? Eksperci ostrzegają przed wpływem Bliskiego Wschodu

    Czekasz na niższe raty kredytu? Najnowsze prognozy ekspertów mogą być dla Ciebie zimnym prysznicem. Okazuje się, że przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie skutecznie blokuje drogę do szybkich obniżek stóp procentowych w Polsce.

    Co mówi najnowsza ankieta NBP?

    Według najnowszej Ankiety Makroekonomicznej NBP, w której udział wzięło 21 ekspertów, stopy procentowe w 2026 roku najprawdopodobniej pozostaną bez zmian. To kluczowa informacja dla wszystkich kredytobiorców. Ankietowani widzą brak zmian w 2026 roku i dopiero po około jednej obniżce w 2027 i 2028 roku.

    „Zmiany rozkładu prognoz zagregowanych sugerują zatem wzrost niepewności i ryzyka wyższej dynamiki cen, który można przypisać głównie niepewności co do perspektyw konfliktu na Bliskim Wschodzie” – podaje NBP.

    Inflacja pod kontrolą, ale niepewność rośnie

    Centralna prognoza inflacji CPI na 2026 rok to 2,9%, a na 2027 rok 2,7%. Typowe scenariusze wahają się jednak w szerokich przedziałach: 2,3-3,5% dla 2026 i 2,1-3,6% dla 2027. To pokazuje, jak bardzo niepewność geopolityczna wpływa na prognozy.

    Prawdopodobieństwo, że inflacja w tym roku znajdzie się w przedziale 1,5%-3,5%, wynosi aż 67%. Co ciekawe, szansa na inflację powyżej 2,5% jest dwukrotnie wyższa niż poniżej tej wartości.

    Gospodarka zwalnia, ale wciąż rośnie

    Eksperci spodziewają się solidnego wzrostu PKB w tym roku na poziomie 3,6%. Jednak w kolejnych latach tempo ma nieco zwolnić: do 3,2% w 2027 i 2,9% w 2028 roku. Dla porównania, strefa euro ma rosnąć znacznie wolniej: 1,1% w 2026, 1,3% w 2027 i 1,4% w 2028.

    Konkretne liczby: gdzie będą stopy?

    Eksperci ankietowani przez NBP oczekują, że średnioroczna stopa referencyjna w 2026 roku wyniesie 3,74% (obecnie 3,75%). W kolejnych latach ma się obniżać: do 3,6% w 2027 i 3,38% w 2028.

    Ale uwaga! Nie wszyscy są tak optymistyczni. Przedziały typowych scenariuszy zawierają się między 3,57-3,94% dla 2026, a nawet 3,18-4,04% dla 2027. Część analityków dopuszcza więc możliwość podwyżek.

    Perspektywa PKO BP: cierpliwości do 2027 roku

    Ekonomiści PKO BP w raporcie przytaczanym przez serwis Bankier.pl są jeszcze bardziej ostrożni.

    „Przed wybuchem wojny w Zatoce Perskiej zakładaliśmy, że stopa referencyjna NBP na koniec roku wyniesie 3,50 proc., ale przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie zamyka drogę do obniżek stóp” – napisali eksperci.

    Ich zdaniem na obniżki przyjdzie poczekać do 2027 roku, kiedy to stopa referencyjna może spaść do 3%. Podkreślają, że podwyżki stóp są mało prawdopodobne, ale Rada Polityki Pieniężnej najprawdopodobniej wybierze tryb „wait-and-see” do zakończenia wojny w Iranie.

    Co z płacami i bezrobociem?

    Rynek pracy ma być najmniej wrażliwy na geopolityczne zawirowania. Stopa bezrobocia ma utrzymywać się na stabilnym poziomie 5,5-5,6% w latach 2026-2028.

    Tempo wzrostu przeciętnego nominalnego wynagrodzenia brutto ma stopniowo spadać: z 6,4% w 2026, przez 5,6% w 2027, do 5,3% w 2028. Ekonomiści PKO BP szacują roczny wzrost płac na około 6%, ale nie spodziewają się presji płacowej ze względu na „niemrawy popyt na pracę”.

    Surowce i kurs złotego

    Ankieta NBP przewiduje, że średnioroczna cena ropy Brent w 2026 roku wyniesie 85 USD/b, by w kolejnych latach spaść do 76 USD i 70 USD.

    Eksperci spodziewają się również względnej stabilizacji kursu walutowego. EUR/PLN w latach 2026-2028 ma wynosić 4,25-4,26.

    Podsumowując: Jeśli liczyłeś na szybkie obniżki stóp procentowych, musisz uzbroić się w cierpliwość. Geopolityka dyktuje warunki, a eksperci są zgodni – najwcześniej na znaczące zmiany możemy liczyć w 2027 roku. Do tego czasu RPP najprawdopodobniej będzie trzymała rękę na pulsie i unikała gwałtownych ruchów.

  • Bruksela naciska na zmiany w ETS. Czy to oznacza niższe ceny energii dla przemysłu?

    Bruksela naciska na zmiany w ETS. Czy to oznacza niższe ceny energii dla przemysłu?

    Czy europejski przemysł wreszcie odetchnie? Komisja Europejska właśnie przedstawiła konkretne propozycje zmian w systemie handlu emisjami (ETS), które mają na celu obniżenie cen energii. To odpowiedź na pilne wezwanie przywódców ponad 10 państw członkowskich, w tym Polski.

    Presja ze szczytu przekuta w działanie

    Wszystko zaczęło się na szczycie UE 19 marca. Liderzy Polski, Włoch, Austrii, Belgii, Czech, Węgier i Grecji zaapelowali o pilne działania. W efekcie, w oficjalnych wnioskach znalazło się wezwanie do „konkretnych działań na rzecz obniżenia cen energii elektrycznej i zaradzenia nadmiernej zmienności”. Komisja nie kazała długo czekać.

    Komisarz ds. klimatu Wopke Hoekstra przedstawił już propozycje. Przewodnicząca KE Ursula von der Leyen zapowiedziała dwa kluczowe, krótkoterminowe rozwiązania.

    „Chodzi o aktualizację wskaźników emisyjności dla bezpłatnych przydziałów uprawnień w ETS oraz wzmocnienie rezerwy stabilności rynkowej” – wskazała von der Leyen.

    Jak dokładnie ma działać nowy mechanizm?

    Oto sedno sprawy. Propozycja dotyczy Rezerwy Stabilności Rynkowej (MSR), która reguluje podaż uprawnień w systemie. Do tej pory, jeśli łączna liczba uprawnień w obiegu przekraczała 400 milionów, te trzymane w rezerwie były automatycznie unieważniane. To miało utrzymywać ich cenę na wysokim poziomie.

    Nowy pomysł? Wstrzymać ten proces. Jeśli pula przekroczy magiczną barierę 400 mln, uprawnienia nie zostaną skasowane. Większa podaż na rynku ma przełożyć się na niższą cenę każdego pozwolenia na emisję CO2.

    A to nie wszystko. Po Wielkanocy KE ma przedstawić kolejną propozycję, która ma zwiększyć liczbę darmowych uprawnień w systemie. W praktyce oznacza to zamrożenie zmniejszania ich przydziału.

    Dlaczego teraz i co dalej?

    Pilność jest ogromna. Przemysł europejski od dawna narzeka na wysokie koszty energii, a sytuacja geopolityczna, w tym wojna na Bliskim Wschodzie, tylko ją pogorszyła. Bruksela chce szybko dać branżom energochłonnym oddech.

    Ale to nie koniec prac. Komisja jest zobowiązana, by do lipca zaproponować długoterminowe reformy dyrektywy ETS. Chodzi o wyznaczenie nowej, „bardziej realistycznej” ścieżki wycofywania darmowych uprawnień, które zgodnie z obecnym prawem mają zniknąć w 2034 roku.

    Darmowe pozwolenia to mechanizm przejściowy, który ma chronić konkurencyjność unijnego przemysłu na globalnym rynku. Pozwalają one wybranym firmom emitować CO2 bez kupowania drogich certyfikatów na aukcjach.

    Nowy fundusz na dekarbonizację

    Ciekawym dodatkiem do całego pakietu jest zapowiedź nowego instrumentu finansowego. Von der Leyen ogłosiła po szczycie propozycję utworzenia funduszu ETS Investment Booster o wartości 30 miliardów euro.

    Pieniądze – pochodzące właśnie z 400 milionów uprawnień ETS – mają finansować projekty dekarbonizacyjne w krajach UE o niższych dochodach. To sygnał, że nawet łagodząc system, Bruksela nie rezygnuje z długoterminowego celu, jakim jest transformacja klimatyczna.

    Czy propozycje uzyskają finalną zgodę wszystkich komisarzy? Tego dowiemy się niebawem. Jedno jest pewne: presja ze strony państw członkowskich przyniosła efekt, a gra o przyszłość europejskiego przemysłu i cen energii wchodzi w decydującą fazę.