Blog

  • Węgiel po 2028 roku? Tauron ma plan, a ceny surowca szaleją

    Węgiel po 2028 roku? Tauron ma plan, a ceny surowca szaleją

    Czy czeka nas powrót do węgla? Nie, to nie renesans – zapewnia prezes jednego z największych polskich koncernów energetycznych. Ale jego firma ma konkretny plan na wykorzystanie starszych bloków węglowych nawet po wygaśnięciu rynku mocy. I to w czasie, gdy notowania surowca znów poszybowały w górę.

    Plan Tauronu: węgiel jako stabilizator transformacji

    W połowie kwietnia Tauron ma ogłosić plan komercyjnego wykorzystania starszych bloków węglowych o mocy 200 MW po 2028 roku. To moment, kiedy wygaśnie dla nich wsparcie z rynku mocy. Prezes Grzegorz Lot w rozmowie z Business Insider Polska podkreśla jednak, że nie ma mowy o renesansie węgla.

    „Węgiel zostanie w energetyce tak długo, jak będzie potrzebny i dostępny” – mówi Grzegorz Lot.

    Transformacja jest nieunikniona, a kierunek jest jasny: OZE, magazyny energii i atom. Ale dopóki nowy system się nie ukształtuje, węglówki pełnią kluczową rolę stabilizatora.

    „Dwusetki” na czas „dunkelflaute”

    Jaką dokładnie funkcję mają pełnić bloki 200 MW? Nie są one szczególnie elastyczne – nie da się ich włączyć w 20-30 minut jak gazówek szczytowych. Ich rola jest inna.

    Można je uruchamiać na dłużej w sezonie jesienno-zimowym podczas tzw. dunkelflaute – czyli kilkudniowych lub kilkutygodniowych okresów bez wiatru i słońca. To ma gwarantować stabilność dostaw w tym przejściowym okresie.

    „To nie renesans, tylko klasyczne wykorzystanie technologii, która jest schyłkowa, ale może się jeszcze przydać” – tłumaczy prezes Lot.

    Ostatecznie węgiel ma zostać zastąpiony miksem: wiatraków na lądzie, fotowoltaiki, atomu i wiatraków na morzu, wspieranym magazynami i gazówkami zapewniającymi elastyczność.

    A tymczasem ceny węgla znów rosną

    Ironicznie, plany przedłużenia życia bloków węglowych powstają w czasie, gdy surowiec znów drożeje. Na giełdzie ICE notowania europejskiego benchmarku API2 Rotterdam skoczyły 3 marca 2026 do 139,5 dol. za tonę. To poziom z października 2023 roku.

    Dla porównania, pod koniec zeszłego roku tona kosztowała około 90 dolarów.

    Trwający konflikt na Bliskim Wschodzie wpłynął na dostępność i cenę gazu, co może – przynajmniej przejściowo – zmienić układ sił. Portal wnp.pl pisze, że kryzys może zmusić kraje Europy i Azji do ponownego sięgnięcia po węgiel jako paliwo przejściowe.

    Eksperci: rola węgla może wzrosnąć, ale tylko przejściowo

    „Rola węgla w Europie może delikatnie i przejściowo (do 2-3 lat) wzrosnąć, jeśli będą utrzymywały się wysokie ceny i ograniczona dostępność gazu” – zauważa w rozmowie z Interią Biznes Michał Grabka z Fundacji Instrat.

    Podkreśla jednak, że w Europie jedynie 12 z 27 krajów ma węgiel w swoim miksie energetycznym, a jego udział przekracza 10% tylko w sześciu państwach, w tym w Polsce.

    Zdaniem eksperta, Polsce ten kryzys może w krótkim terminie zwiększyć zużycie węgla przez ograniczenie pracy droższych elektrowni gazowych. W dłuższej perspektywie może też wzmocnić chęć decydentów na dłuższe utrzymanie elektrowni węglowych w systemie, ale w charakterze rezerwy.

    Miliardy na Śląsk i sprawiedliwa transformacja

    Tauron nie skupia się tylko na węglu. Koncern ogłosił właśnie gigantyczny plan inwestycyjny dla Śląska, który w ciągu 10 lat ma kosztować ponad 25 mld zł. Chodzi o nadanie nowego życia wygaszanym aktywom.

    W Elektrowni Jaworzno, obok najmłodszego bloku węglowego (910 MW), budowana jest szczytowa jednostka gazowa OCGT o mocy 600 MW oraz elektrolizer do produkcji wodoru. W Elektrowni Łagisza powstaje blok kogeneracyjny z magazynem ciepła. Nowe projekty analizowane są też w Sierszy i Łaziskach.

    „Transformacja musi być społecznie zaakceptowana” – mówi prezes Lot. „Zagwarantowaliśmy naszym ludziom i samorządom, że każdy obiekt Tauronu znajdzie nowe zastosowanie”.

    Kluczowe jest płynne przejście i wykorzystanie kompetencji pracowników tradycyjnej energetyki w nowych technologiach. To sedno sprawiedliwej transformacji, o której mówi też umowa społeczna z 2021 roku, wyznaczająca koniec górnictwa węgla energetycznego w Polsce na 2049 rok.

    Eksperci, jak Magdalena Chawuła z Forum Energii, podkreślają, że umowa ta „powinna zostać urealniona”, ponieważ węgiel sprzedawany jest dziś poniżej kosztów wydobycia, a różnicę pokrywają podatnicy.

    Podsumowując: węgiel w Polsce ma przed sobą kilka lat w roli strategicznego „zapasowego gracza”. Ale przyszłość – i miliardowe inwestycje – należą do miksu OZE, atomu, wodoru i magazynów energii. Transformacja trwa, ale musi iść „na zakładkę”.

  • Obligacyjny rollercoaster 2026: od rekordowych zysków do historycznych spadków w zaledwie miesiąc

    Obligacyjny rollercoaster 2026: od rekordowych zysków do historycznych spadków w zaledwie miesiąc

    Czy można stracić 5% w funduszu dłużnym w ciągu jednego miesiąca? Okazuje się, że tak – a wszystko przez geopolitykę i ceny ropy. Rok 2026 zaczął się świetnie dla inwestorów obligacyjnych, ale na przełomie lutego i marca sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Co się stało i co to oznacza dla Twojego portfela?

    Od euforii do paniki

    Początek roku przyniósł kontynuację pozytywnych trendów. Spadające marże i kupony na obligacjach korporacyjnych oraz rosnące ceny obligacji skarbowych przełożyły się na bardzo dobre wyniki funduszy dłużnych – nierzadko przekraczające 10 proc. w skali 12 miesięcy. Rentowności polskich obligacji 2-letnich, 5-letnich i 10-letnich pod koniec lutego zeszły do minimów odpowiednio 3,5 proc., 4,2 proc. i 4,9 proc.

    Ale wystarczył jeden geopolityczny iskier.

    Bliski Wschód zmienia wszystko

    Konflikt na Bliskim Wschodzie pod koniec lutego wywołał wystrzał cen ropy i gazu. To obudziło obawy o powrót wyższej inflacji i radykalnie zmieniło oczekiwania rynku. Zamiast myśleć o dalszych obniżkach stóp procentowych, inwestorzy zaczęli liczyć się z ich podwyżkami.

    Reakcja była natychmiastowa. Ceny obligacji skarbowych spadły, a ich rentowności poszybowały w górę. Indeks polskich obligacji skarbowych TBSP w trochę ponad miesiąc stracił 3,5 proc. – to jego największy spadek od 2022 roku.

    Rynek bardzo szybko przeszedł z wyceny jeszcze jednej obniżki stóp procentowych przez RPP na jesieni, do potencjalnie dwóch podwyżek stóp do końca roku – zauważa Parkiet.

    Krwawe żniwo w funduszach

    Te rynkowe turbulencje odbiły się boleśnie na wynikach funduszy dłużnych. Co paradoksalne, najgorsze stopy zwrotu pokazały często te fundusze, które w poprzednich kwartałach radziły sobie najlepiej.

    I tu mamy prawdziwy szok: istotna grupa funduszy najprawdopodobniej pokaże wyniki nawet –5 proc. za marzec. To wartość niewidziana na rynku od bardzo dawna. Skala umorzeń w funduszach może być istotna, choć na ten moment pozostaje nieznana.

    Polskie obligacje: tanieją w oczach

    Jak wyglądają konkretne liczby? Polskie rentowności wzrosły o około 1 punkt procentowy w ciągu kilku tygodni. Obecnie kształtują się na poziomie:

    • 4,6 proc. dla obligacji 2-letnich
    • 5,4 proc. dla obligacji 5-letnich
    • 6,0 proc. dla obligacji 10-letnich

    To znaczący skok w porównaniu z lutowymi minimami. Ale czy to już okazja do zakupu?

    Co dalej? Dwa scenariusze

    Według ekonomistów PKO Banku Polskiego wszystko zależy od rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie i cen surowców.

    W scenariuszu bazowym, zakładającym wygaśnięcie konfliktu w ciągu najbliższych miesięcy, inflacja w Polsce może wzrosnąć w II kwartale do okolic 3,2 proc., aby później obniżyć się do 2,8 proc. Rządowe działania ograniczające ceny paliw mogą obniżyć inflację konsumencką o około 0,5 p.p.

    Jeśli ten scenariusz się sprawdzi, za rok możemy znów widzieć inflację w okolicach 2,5 proc., czyli środka celu RPP. W takim kontekście obecne rentowności polskich obligacji przekraczające 5 proc. wyglądają interesująco.

    Ale jest też scenariusz pesymistyczny. Jeśli konflikt się przedłuży i cena ropy wzrośnie mocniej, mogą powrócić dyskusje o podwyżkach stóp procentowych w Polsce. Wtedy rentowności pójdą jeszcze wyżej, a korekta na TBSP się pogłębi.

    Obligacje korporacyjne: wyspa stabilności?

    W tym całym zamieszaniu na plus wyróżniają się obligacje korporacyjne. Ponieważ ich emisje są na zmiennym kuponie, spadki cen nie dotyczą ich w tak dużym stopniu. Sytuacja gospodarcza w Polsce jest dobra, więc materializacja ryzyka kredytowego na szeroką skalę wydaje się mało prawdopodobna.

    Jednak warto zauważyć, że odpływy z funduszy inwestycyjnych mogą spowodować mniejszy popyt na obligacje. Przy względnie podobnej podaży może to zaowocować stabilizacją albo nawet podniesieniem marż, które w ostatnich kwartałach uległy istotnym spadkom.

    Podsumowanie: emocje vs. fundamenty

    Dynamika zmian na rynku obligacji jest obecnie bardzo duża. Wpływa na to zarówno niepewność co do terminu zakończenia konfliktu, jak i komunikacja amerykańskiej administracji. Kiedy emocje opadną, na pierwszy plan wyjdą dane makro.

    Dla inwestorów to trudny czas, ale też potencjalna okazja. Kluczowe będzie odróżnienie chwilowej paniki od trwałej zmiany trendów. Jedno jest pewne – rynek obligacji w 2026 roku nie pozwala się nudzić.

  • Krakchemia w ogniu kontroli: ponad 7,3 mln zł spornego VAT z 2017 roku

    Krakchemia w ogniu kontroli: ponad 7,3 mln zł spornego VAT z 2017 roku

    Czy kontrola sprzed lat może zaskoczyć spółkę giełdową kwotą ponad 7 milionów złotych? Właśnie taki scenariusz rozgrywa się wokół Krakchemii S.A., która otrzymała wyniki kontroli celno-skarbowej za 2017 rok. Sprawa jest gorąca, a spółka zapowiada twardą obronę.

    Co ustalił urząd?

    Małopolski Urząd Celno-Skarbowy w Krakowie zakończył kontrolę rozliczeń podatku VAT za okres od stycznia do grudnia 2017 roku. Według ustaleń organu, część faktur VAT wystawionych na rzecz Krakchemii przez wybranych dostawców nie dokumentowała rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. W konsekwencji urząd uznał, że spółka nie miała prawa do odliczenia podatku naliczonego z tych dokumentów.

    I tu pojawia się kluczowa kwota. Zdaniem fiskusa, w 2017 roku doszło do zawyżenia podatku naliczonego o łączną sumę 7.316.469,74 zł. To nie mała dysproporcja w rozliczeniach.

    „Organ stoi na stanowisku, że Spółka w poszczególnych okresach rozliczeniowych 2017 r., świadomie zawyżyła kwoty podatku naliczonego” – czytamy w oficjalnym komunikacie spółki przekazanym do KNF.

    To jeszcze nie koniec sprawy

    Ale spokojnie, to nie jest wyrok. Przekazany dokument ma charakter informacyjny i nie stanowi decyzji podatkowej. Nie rozstrzyga on i nie kończy postępowania. To raczej otwarcie drzwi do kolejnego etapu – prawdopodobnie formalnego postępowania podatkowego.

    I właśnie na tym polu Krakchemia szykuje się do walki. Spółka zdecydowanie nie zgadza się z ustaleniami kontroli ani z ich oceną prawną. Zarząd uważa przedstawione wnioski za nieuzasadnione i zapowiada aktywną obronę swojego stanowiska.

    Proceduralne zarzuty i plany obrony

    Krakchemia nie kryje również niezadowolenia z przebiegu kontroli. Spółka twierdzi, że nie miała możliwości aktywnego udziału w końcowej fazie postępowania. Nie została zapoznana ze zgromadzonym materiałem dowodowym ani nie mogła odnieść się do ustaleń organu przed zakończeniem czynności.

    Co dalej? Sprawa najprawdopodobniej przekształci się w formalne postępowanie podatkowe. W jego toku Krakchemia zamierza podjąć wszelkie dopuszczalne prawem działania, aby wykazać brak podstaw do przyjęcia niekorzystnych dla niej ustaleń.

    Kim jest Krakchemia?

    Dla przypomnienia, Krakchemia S.A. specjalizuje się w hurtowej dystrybucji granulatów tworzyw sztucznych, folii opakowaniowych, chemii laboratoryjnej oraz surowców chemicznych. Działa głównie na rynku krajowym, ale ma też swoją obecność na Słowacji, w Czechach i w Niemczech.

    Sprawa będzie się więc toczyć, a inwestorzy z pewnością będą bacznie obserwować rozwój sytuacji. Kontrola dotyczy okresu sprzed dziewięciu lat, ale jej finansowe konsekwencje są jak najbardziej aktualne. Krakchemia staje do walki, a fiskus ma swoje argumenty. Kto wygra? Czas pokaże.

  • Polacy wstrzymują oddech i wydatki? Nowe badania pokazują pęknięcie w nastrojach konsumentów

    Polacy wstrzymują oddech i wydatki? Nowe badania pokazują pęknięcie w nastrojach konsumentów

    Czy wojna na Bliskim Wschodzie i rosnące ceny już teraz zmieniają nasze portfele? Najnowsze badania pokazują, że Polacy są coraz bardziej zaniepokojeni przyszłością gospodarki, a niemal połowa z nas już zaciska pasa.

    Pesymizm gospodarczy bije rekordy

    Z opublikowanego bilansu nastrojów społecznych za pierwszy kwartał 2026 roku wynika, że Polacy coraz bardziej obawiają się o przyszłość gospodarczą kraju. Badanie przeprowadzone przez CBOS wskazuje na rosnącą przewagę pesymistycznych przewidywań nad optymistycznymi.

    Szczególnie w marcu zauważono wyraźny spadek wskaźników, które osiągnęły najniższy poziom od początku roku. W marcu obawy o przyszłość gospodarki wyraźnie przeważały nad nadziejami na poprawę.

    Hamulec konsumpcji wciśnięty?

    Tu pojawia się kluczowe pytanie: czy ten pesymizm przekłada się już na realne decyzje zakupowe? Okazuje się, że dla wielu Polaków – tak.

    Badanie na zlecenie „Rzeczpospolitej” przeprowadzone przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS pokazuje konkretne liczby. 46,5 proc. respondentów deklaruje, że obecna sytuacja związana z wojną w Iranie, podwyższeniem cen paliw oraz wzrostem inflacji wpływa na ograniczenie ich wydatków. Co ważne, badanie zrealizowano w dniach 27-28 marca.

    Blisko 22 proc. respondentów oceniło wręcz, że wydarzenia na Bliskim Wschodzie oraz ich implikacje dla obrazu cenowego w Polsce zdecydowanie wpłynęły na ograniczenie przez nich wydatków.

    Ale jest też druga strona medalu. Na drugim biegunie jest blisko 53 proc. badanych, którzy żadnego zaciągniętego hamulca dla konsumpcji na razie nie zameldowali. To pokazuje wyraźny podział w społeczeństwie.

    Codzienność wciąż w zielonych barwach

    I tu pojawia się ciekawy paradoks. W przeciwieństwie do oceny sytuacji gospodarczej, Polacy wciąż pozytywnie postrzegają swoje życie codzienne. Oceny poziomu życia respondentów oraz ich rodzin pozostawały w pierwszym kwartale stabilne i zdecydowanie pozytywne.

    Zadowolenie w tym obszarze nadal przeważa nad niezadowoleniem, choć prognozy dotyczące przyszłości w tym wymiarze nieznacznie się pogorszyły. Podobnie stabilne pozostają oceny sytuacji w zakładach pracy. Większość pracujących zarobkowo deklaruje zadowolenie ze swojej sytuacji zawodowej.

    Globalna burza nad Polską

    Co napędza ten gospodarczy niepokój? CBOS zwraca uwagę, że pogarszające się prognozy gospodarcze mogą być związane nie tylko z sytuacją w kraju, ale także z wydarzeniami na arenie międzynarodowej.

    Szczególny niepokój budzi konflikt zbrojny pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem, który w 2026 r. przerodził się w otwarte działania militarne. Ich konsekwencje, takie jak wzrost cen surowców energetycznych, mają bezpośredni wpływ na gospodarki wielu krajów, w tym Polski.

    CBOS wskazuje, że dynamika zmian w tym obszarze może być ściśle powiązana z globalnymi zawirowaniami oraz ich skutkami dla krajowej gospodarki.

    Podsumowanie: Rozdwojenie jaźni konsumenta

    Mamy więc do czynienia z ciekawym zjawiskiem. Z jednej strony – rosnący niepokój o makroekonomiczną przyszłość, podsycany konfliktem za granicą. Z drugiej – wciąż stabilna i pozytywna ocena własnej, codziennej sytuacji życiowej i zawodowej.

    Efekt? Niemal połowa Polaków już teraz ogranicza wydatki, obawiając się skutków wojny i inflacji. Druga połowa wciąż konsumuje, jakby nic się nie stało. Która strategia okaże się słuszna? To pokaże najbliższa przyszłość i kolejne badania nastrojów.

  • Polski rynek akcji pokazuje pazur. Czy WIG20 jest gotów na nową falę hossy?

    Polski rynek akcji pokazuje pazur. Czy WIG20 jest gotów na nową falę hossy?

    Czy polska giełda może być oazą stabilności w czasie globalnej burzy? Ostatnie tygodnie pokazują, że wbrew oczekiwaniom, nasz rynek nie tylko trzyma się dzielnie, ale wręcz wyprzedza zachodnich konkurentów. To nie przypadek, a wyraźny sygnał dla każdego inwestora.

    Niezwykła relatywna siła

    Podczas gdy światowe indeksy mocno tąpnęły, WIG pokazał charakter. Od swojego szczytu spadł tylko o około 6,5%, podczas gdy amerykański S&P 500 obniżył się o 9%. To sytuacja odwrotna do typowej – polski rynek, zwykle bardziej zmienny, powinien reagować silniej na globalną korektę.

    A przecież fundamenty polskiej gospodarki są obecnie bardziej narażone na skutki kryzysu paliwowego związanego z wojną nad Zatoką Perską. Wyższe koszty energii i potencjalne zaburzenia w handlu surowcami teoretycznie powinny ciążyć krajowym spółkom mocniej. Tymczasem mamy do czynienia z wyraźną relatywną siłą.

    Marzec w cieniu, kwiecień w blasku

    Marzec dla krajowego rynku akcji zakończył się korektą, ale nawet w okresie ogólnej słabości polski rynek pokazał pazur. WIG20 zakończył miesiąc z 2,89-proc. przeceną, a szeroki WIG osunął się o 3,4%. Dla porównania: amerykański S&P 500 stracił 6%, francuski CAC40 osunął się o 8,9%, a niemiecki DAX tąpnął o 10,4%.

    Ale tu jest haczyk. Przełom marca i kwietnia przynosi wyraźną poprawę nastrojów. I znów okazuje się, że to polski rynek akcji wyrasta na jednego z najlepszych w czasie odwilży. Po 1,76-proc. zwyżce we wtorek, WIG20 podobnie rósł w środę, co oznaczało trzeci z rzędu dzień dla byków.

    Co ważne, kupujący wzięli się niemal od razu za wszystkie sektory. W połowie tygodnia mocno drożały banki, ale zdecydowanie rósł także KGHM, Budimex, spółki IT i część firm handlowych.

    „Spektakularny pivot WIG20 w ostatnich dniach marca doprowadził do siłowego wybicia górą z formacji klina zniżkującego, co po wcześniejszej, udanej obronie twierdzy między 3140 a 3186 pkt. aktywuje techniczny efekt trampoliny z bezpośrednim celem w rejonie 3500 pkt.” – ocenia Michał Pietrzyca z DM BOŚ.

    Co napędza optymizm?

    Kluczem jest zmiana sentymentu na globalnych rynkach. Rynkowa odwilż nadeszła wraz z nadziejami na postępy w rozmowach między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Szansą na poprawę nastrojów mogą być słowa Donalda Trumpa, sugerujące możliwość zakończenia amerykańskiego zaangażowania militarnego w Iranie w ciągu dwóch–trzech tygodni.

    Perspektywa deeskalacji konfliktu, a w ślad za nią stabilizacji cen ropy, mogłaby sprzyjać odbiciu na światowych giełdach. Ten prowzrostowy układ zyskuje potężne paliwo fundamentalne w postaci globalnego „risk-on”.

    „Ten prowzrostowy układ zyskuje potężne paliwo fundamentalne w postaci globalnego risk-on wywołanego deeskalacją na linii USA–Iran, co przy jednoczesnej kapitulacji podaży powyżej bariery 3311 pkt. otwiera drogę do nowej, dynamicznej fali hossy na warszawskich blue chips” – przekonuje Michał Pietrzyca.

    Analitycy nie pozostawiają wątpliwości

    Sobiesław Kozłowski z Ipopemy Securities przypomina, że WIG20 jest w trendzie wzrostowym od 2024 r. i lutowo-marcowe cofnięcie wpisuje się w schemat korekty w trendzie, z potencjałem dojścia do 3500 pkt. w scenariuszu bazowym i sięgnięcia na 3700 pkt., gdy globalne rynki wejdą w fazę podwyższonego apetytu na ryzyko.

    Przemysław Smoliński z BM PKO BP podkreśla, że choć jeszcze za wcześnie, by mówić o definitywnym zakończeniu korekty, to odporność większych firm na głębszą korektę zwiększa prawdopodobieństwo powrotu trendu wzrostowego.

    Ale uwaga na szerszy obraz

    Nie można jednak pomijać szerszego obrazu rynku. Indeks PLWS, odzwierciedlający w równych wagach wszystkie spółki notowane na GPW, po silnych wzrostach z końcówki ubiegłego roku oddał już około trzy czwarte tamtej zwyżki. W praktyce oznacza to, że relatywna siła WIG nie znajduje pełnego potwierdzenia w zachowaniu szerokiego rynku akcji.

    Na co stawiają eksperci?

    Siła WIG20 zachęciła analityków do postawienia w kwietniu na kilka dużych spółek. W składzie na ten miesiąc znalazł się m.in. KGHM, który znów może korzystać na zwyżkach metali, ale też Dino Polska, mocno poturbowane w marcu. Analitycy trzymają się też banków, które zasłużyły sobie na miano koni pociągowych hossy.

    Wygląda na to, że hossa na GPW wciąż ma się dobrze, a w grupie największych firm zmieniają się tylko konie pociągowe. Relatywna siła i brak chęci wyprzedawania spółek z indeksu WIG sugerują, że jeśli sytuacja surowcowa się ustabilizuje, a globalna korekta na rynkach dobiegnie końca, stworzy to solidne podstawy do odbicia notowań w Warszawie.

    Czy to już czas na powrót byków w pełnej krasie? Wszystko wskazuje na to, że polski rynek ma ku temu zarówno techniczne, jak i fundamentalne przesłanki. Pozostaje tylko obserwować, czy globalne nastroje utrzymają pozytywny kierunek.

  • Warszawskie spółki w ruchu: Medard i Arts Alliance z ważnymi komunikami dla inwestorów

    Warszawskie spółki w ruchu: Medard i Arts Alliance z ważnymi komunikami dla inwestorów

    Czy w strukturach własnościowych warszawskich spółek właśnie zaszły znaczące zmiany? Okazuje się, że ostatnie dni przyniosły istotne komunikaty od dwóch podmiotów notowanych na GPW, które mogą zainteresować każdego, kto śledzi polski rynek kapitałowy.

    Co się stało w Medard S.A.?

    30 marca 2026 roku zarząd spółki Medard S.A. z siedzibą w Warszawie opublikował ważne oświadczenie. Firma poinformowała, że właśnie tego dnia wpłynęły do niej zawiadomienia od Pana Andrzeja Zająca oraz od spółki Arts Alliance S.A., również mającej siedzibę w Warszawie.

    Zarząd Spółki Medard S.A. z siedzibą w Warszawie („Emitent”, „Spółka”) informuje, iż w dniu 30 marca 2026 r. wpłynęły do Spółki zawiadomienia od Pana Andrzeja Zająca oraz od spółki Arts Alliance S.A. z siedzibą w Warszawie sporządzone na podstawie art. 69 ust. 1 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o ofercie publicznej.

    Komunikaty zostały sporządzone zgodnie z przepisami Ustawy o ofercie publicznej i dotyczą nabycia lub zbycia znacznego pakietu akcji. Co ciekawe, treść każdego z tych zawiadomień stanowi załącznik do oficjalnego raportu bieżącego oznaczonego numerem 2/2026. Dokument został podpisany przez Arkadiusza Sieradzkiego, prezesa zarządu Medard S.A.

    A co z Arts Alliance?

    Tutaj historia robi się jeszcze ciekawsza. Zaledwie dwa dni później, 1 kwietnia 2026 roku, Arts Alliance S.A. opublikowała swój własny raport bieżący nr 7/2026. Spółka poinformowała o otrzymaniu korekty do wcześniejszego zawiadomienia.

    O co dokładnie chodzi? Korekta dotyczy zawiadomienia opublikowanego wcześniej, 17 marca 2026 roku, w raporcie ESPI nr 4/2026. Tamta informacja odnosiła się do umowy sprzedaży 500 000 akcji serii E emitenta, zawartej właśnie 17 marca.

    I tu pojawia się kluczowy szczegół.

    Z treści otrzymanej korekty wynika, że transakcja objęta pierwotnym zawiadomieniem nie doszła do skutku z uwagi na braki formalne umowy, polegające na niewskazaniu rachunku papierów wartościowych nabywcy, co skutkowało odmową rejestracji akcji przez dom maklerski.

    Czyli transakcja sprzedaży tych akcji nie została zrealizowana z powodu formalnych niedociągnięć w umowie. Brak wskazania rachunku papierów wartościowych kupującego spowodował, że dom maklerski odmówił rejestracji akcji. Ten raport został podpisany przez Andrzeja Zająca, prezesa zarządu Arts Alliance S.A.

    Co to oznacza dla inwestorów?

    Mamy tu do czynienia z dwoma powiązanymi, ale odrębnymi zdarzeniami. Z jednej strony Medard S.A. otrzymał zawiadomienia o zmianach w znaczących pakietach akcji. Z drugiej – Arts Alliance S.A. koryguje informację o transakcji, która ostatecznie nie doszła do skutku.

    Oba komunikaty pochodzą z oficjalnych raportów ESPI opublikowanych na portalu parkiet.com i dotyczą spółek z siedzibą w Warszawie. To pokazuje, jak ważna jest transparentność i terminowość informowania rynku o wszelkich zmianach mogących wpłynąć na sytuację spółki.

    Inwestorzy powinni teraz uważnie śledzić dalsze komunikaty obu spółek, które mogą wyjaśnić pełny kontekst tych zdarzeń i ich potencjalny wpływ na strukturę akcjonariatu oraz sytuację na rynku.

  • ENERGY S.A. w ogniu transakcji: fundusz i prezes zgłaszają zmiany

    ENERGY S.A. w ogniu transakcji: fundusz i prezes zgłaszają zmiany

    Czy zarząd ENERGY S.A. miał wyjątkowo pracowity początek kwietnia? Wszystko wskazuje na to, że tak. Spółka z siedzibą w Warszawie opublikowała w ciągu jednego dnia aż trzy raporty bieżące, które rzucają światło na ruchy kapitałowe bezpośrednio związane z jej najwyższym kierownictwem.

    Fala powiadomień uderza 1 kwietnia

    Zarząd ENERGY S.A. poinformował, że 1 kwietnia 2026 roku otrzymał serię kluczowych dokumentów. Chodzi o powiadomienia dotyczące transakcji na akcjach spółki oraz zmian w udziale w ogólnej liczbie głosów. Wszystko to działo się w trybie przepisów o rynku kapitałowym, co podkreśla formalny i obligatoryjny charakter tych komunikatów.

    Zarząd spółki ENERGY S.A. z siedzibą w Warszawie („Emitent”, „Spółka”) informuje, że w dniu 1 kwietnia 2026 roku otrzymał powiadomienie w trybie art. 19 ust. 1 Rozporządzenia MAR o transakcjach dokonanych na akcjach Emitenta – czytamy w raportach opublikowanych przez Parkiet.

    Kluczowy gracz: Polish American Investment Fund LLC

    Centralną postacią w tej układance jest Polish American Investment Fund LLC. To podmiot z siedzibą w Delaware, który ma szczególny status. Fundusz jest określony jako podmiot blisko związany z osobą pełniącą obowiązki zarządcze – a konkretnie z Panem Janem Karaszewskim, Prezesem Zarządu ENERGY S.A.

    To właśnie ta firma dokonywała transakcji na akcjach emitenta. Co ciekawe, transakcje miały miejsce w dwóch falach: 31 marca 2026 roku oraz ponownie 1 kwietnia 2026 roku. Każda z tych serii transakcji stała się podstawą do oddzielnego raportu bieżącego, odpowiednio nr 10/2026 i nr 12/2026.

    Nie tylko transakcje, ale i zmiana udziałów

    Ale to nie wszystko! Tego samego dnia, 1 kwietnia, do spółki wpłynęły również zawiadomienia o zmianie udziału w ogólnej liczbie głosów. I tu znów pojawiają się te same podmioty: Polish American Fund Investment LLC oraz osobiście Pan Jan Karaszewski.

    Zawiadomienia zostały złożone w trybie art. 69 Ustawy o ofercie publicznej. To kolejny obowiązek informacyjny, który spoczywa na spółkach publicznych, gdy dochodzi do znaczących zmian w strukturze akcjonariatu. Raport bieżący nr 11/2026 został poświęcony właśnie tej kwestii.

    Co wiemy na pewno?

    Podsumowując twarde fakty: ENERGY S.A. otrzymała 1 kwietnia 2026 roku powiadomienia o transakcjach dokonanych przez blisko związany fundusz w dniach 31 marca i 1 kwietnia. Tego samego dnia wpłynęły też zawiadomienia o zmianie udziałów w głosach od funduszu i od samego prezesa. Wszystkie szczegóły tych operacji zawarte są w załączonych plikach PDF, do których odnoszą się raporty.

    Jan Karaszewski, jako Prezes Zarządu, osobiście podpisał wszystkie trzy raporty bieżące, datując je na 1 kwietnia 2026 roku. To pokazuje, że cała procedura informacyjna została przeprowadzona sprawnie i zgodnie z wymogami Komisji Nadzoru Finansowego.

    Ruchy kapitałowe osób zarządzających i podmiotów z nimi powiązanych zawsze wzbudzają zainteresowanie inwestorów. W przypadku ENERGY S.A. pierwszy dzień kwietnia okazał się pod tym względem wyjątkowo intensywny. Teraz pozostaje śledzić dalszy rozwój sytuacji i ewentualne konsekwencje tych zmian dla strategii spółki.

  • Norwegia cięła podatki na paliwa, a ceny… poszły w górę? Szokujący zwrot akcji

    Norwegia cięła podatki na paliwa, a ceny… poszły w górę? Szokujący zwrot akcji

    Czy obniżka podatków zawsze oznacza niższe ceny na stacji? Norwescy kierowcy właśnie otrzymali gorzką lekcję ekonomii, która wywołała burzę polityczną i zapowiedzi protestów na ulicach.

    Od 1 kwietnia: zerowy podatek, ale tylko na papierze

    Od 1 kwietnia w Norwegii obowiązuje czasowe zniesienie podatku drogowego na paliwa. Decyzja parlamentu, wymuszona przez centroprawicową opozycję przy wsparciu populistycznej Partii Centrum, miała przynieść kierowcom realną ulgę. Zakładano, że cena benzyny spadnie o 4,41 korony (ok. 1,65-1,70 zł) za litr, a oleju napędowego o 2,85 korony (ok. 1,05-1,10 zł). Ulga ma obowiązywać aż do 1 września.

    „Niedobrze jest łamać umowy” — skomentował wcześniej decyzję minister finansów Jens Stoltenberg w gazecie „Aftenposten”, argumentując, że rozwiązanie nie ma pokrycia w budżecie.

    Koszt tej operacji dla państwa to astronomiczne 6,7 mld koron (ok. 2,5 mld zł), które mają zostać pokryte z dochodów z wydobycia gazu ziemnego i ropy naftowej. Norwegia, jako kluczowy eksporter energii do UE po odcięciu rosyjskich dostaw w 2022 roku, zyskała na tym ponad 1,1 bln koron (ok. 420 mld zł) dodatkowych dochodów.

    Tutaj jest haczyk: stacje podniosły ceny dzień wcześniej

    Ale tu pojawia się szokujący zwrot akcji. Cały plan runął, ponieważ na dzień przed wejściem w życie obniżki, stacje benzynowe podniosły ceny. W wielu miejscach kraju koszt paliwa wzrósł o ponad 4 korony.

    Syver Orhagen z firmy Drivstoffappen, monitorującej ceny, relacjonował dla „Dagbladet”: „Skok nastąpił jednego popołudnia, dzień przed wejściem obniżki. Ceny wzrosły mniej więcej o tyle, o ile w środę miały spaść”.

    Efekt? Zamiast upragnionego spadku, ceny ponownie zbliżyły się do 30 koron za litr (ok. 10-11,50 zł), czyli poziomu z minionego tygodnia. Średnia cena diesla w dniu wprowadzenia ulgi była wyższa niż dzień wcześniej, a spadek cen benzyny okazał się śmiesznie mały.

    Fala krytyki i zapowiedź blokad

    Reakcja polityków i kierowców była natychmiastowa i gniewna. Liderka Partii Postępu Sylvi Listhaug, która aktywnie popierała obniżkę, nie kryła oburzenia w dzienniku „VG”:

    „To niedopuszczalne, jeśli obniżki podatków nie przyniosą korzyści konsumentom. Oczekujemy, że ceny zostaną obniżone odpowiednio do cięcia podatków”.

    Ruch Dieselbroelet, zrzeszający kierowców i branżę transportową, nie ogranicza się tylko do słów. Zapowiedział stanowcze działania: na 10 kwietnia planowane są blokady obwodnic Oslo, jeśli ceny paliw nie zostaną obniżone zgodnie z pierwotnymi zapowiedziami.

    Mechanizmy cenowe pod ostrzałem

    Cała sytuacja postawiła pod ogromnym znakiem zapytania mechanizmy ustalania cen na rynku paliw. Komentatorzy wskazują, że mogą one działać na niekorzyść konsumentów. Wzrost cen tuż przed rządową ulgą wywołał falę krytyki wobec operatorów stacji, a politycy wzywają kierowców do wywierania na nich presji.

    Rząd, który decyzją o zniesieniu podatku chciał wspierać obywateli w dobie wysokich kosztów życia, znalazł się w wyjątkowo trudnym położeniu. Jeśli obniżki podatków nie przełożą się na realne korzyści dla konsumentów, może to podważyć zaufanie do jakichkolwiek podjętych działań.

    Norweska saga z paliwami pokazuje, że nawet najlepiej zapowiadające się reformy mogą zostać zneutralizowane przez reakcję rynku. Teraz wszyscy czekają, czy zapowiadane protesty wymuszą realną zmianę, czy kierowcy nadal będą płacić niemal tyle samo, pomimo miliardowych cięć w budżecie państwa.

  • Przełom w prawie! Teraz możesz odwołać się od kary za brak OC. Wyrok NSA zmienia wszystko

    Przełom w prawie! Teraz możesz odwołać się od kary za brak OC. Wyrok NSA zmienia wszystko

    Czy wiedziałeś, że za jednodniową przerwę w ubezpieczeniu OC możesz dostać karę 1920 złotych? A co, jeśli to nie twoja wina? Do tej pory nie było od tego odwołania. Ale to właśnie się zmieniło!

    Obowiązek OC – nie tylko dla aut

    Każdy posiadacz pojazdu mechanicznego ma obowiązek wykupienia ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej. To nie tylko samochody osobowe, ale także motorowery, ciągniki czy przyczepy kempingowe. Zakres jest ogromny – polisa chroni przed skutkami wypadku, gdzie koszty leczenia sięgają milionów złotych. Sumy gwarancyjne to obecnie 29 876 400 zł za szkody na osobie i 6 021 600 zł za szkody w mieniu.

    Pułapka, która kosztuje

    OC przedłuża się automatycznie, ale są wyjątki. Kupując używany samochód, musisz pamiętać, że polisa nie przedłuży się sama. To samo dotyczy otrzymania auta w spadku czy nieuregulowania składki. Nawet jeden dzień bez ubezpieczenia oznacza karę od Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG).

    A kary są wysokie. Związane z minimalnym wynagrodzeniem, obecnie wynoszą:

    • 1920 zł – przy przerwie 1-3 dni,
    • 4800 zł – przy przerwie 4-14 dni,
    • 9610 zł – przy przerwie powyżej 14 dni.

    Dla młodych kierowców kara może kilkukrotnie przewyższyć wartość ich pierwszego auta. System ma jednak uzasadnienie – tylko w pierwszym półroczu 2025 r. z OC wypłacono ponad 5,8 mld zł, a zgłoszono 933 tys. szkód.

    Droga bez wyjścia? Nie do końca

    Po otrzymaniu wezwania z UFG właściciel ma 30 dni na zapłatę. W przeciwnym razie sprawa trafia do komornika. Można próbować wykazać posiadanie polisy lub ubiegać się o umorzenie czy raty. Ale kluczowy problem był inny.

    Co istotne, wezwania UFG nie można obecnie zaskarżyć do sądu administracyjnego.

    I właśnie ta kwestia stała się przedmiotem interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich. RPO wskazywał, że kierowcy wpadają w „pułapkę” z powodu pomyłek ubezpieczycieli, błędów w formularzach czy zwykłych przeoczeń. Bez możliwości odwołania, nawet przy chorobie czy awarii systemu, kara i tak była nakładana.

    Przełomowy wyrok NSA

    I tu dochodzimy do prawdziwej bomby. 27 marca 2026 roku Naczelny Sąd Administracyjny wydał przełomowy wyrok (sygn. akt II GSK 2895/25).

    Sąd uznał, że obywatelowi powinny przysługiwać gwarancje proceduralne wynikające z Konstytucji, wszędzie tam, gdzie podlega władztwu organu publicznego. NSA podkreślił, że opłata za brak OC ma charakter publicznoprawny, a relacje z UFG powinny podlegać standardom prawa administracyjnego.

    Sąd wskazał, że brak równorzędności stron wymaga „rekompensaty” w postaci gwarancji proceduralnych. Decyzje o ulgach (umorzenie, raty) powinny mieć formę decyzji administracyjnej, bo wpływają bezpośrednio na sytuację majątkową obywatela.

    W konsekwencji NSA uchylił wcześniejsze postanowienie i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.

    Co to oznacza dla kierowców?

    Wyrok otwiera drogę do zaskarżenia wezwania UFG do sądu administracyjnego. To fundamentalna zmiana! Obywatele zyskują narzędzie do obrony, mogą powoływać się na okoliczności łagodzące.

    Ale jest jeden ważny haczyk. Sądowa kontrola wezwania UFG to tylko gwarancja minimalna. Nie wpłynie na etap stosowania prawa przez UFG, gdzie nie ma pełnych gwarancji z ogólnego postępowania administracyjnego.

    Mimo to, to historyczny krok. Prawo do obrony przed wysokimi karami za, czasem drobne, przeoczenia wreszcie znalazło oparcie w orzecznictwie najwyższego sądu administracyjnego. Śledźcie dalszy rozwój sprawy – to dopiero początek nowej ery w egzekwowaniu obowiązku OC.

  • Poznański rynek pierwotny wstrzymuje oddech. Deweloperzy stawiają na premium, a tanie mieszkania znikają

    Poznański rynek pierwotny wstrzymuje oddech. Deweloperzy stawiają na premium, a tanie mieszkania znikają

    Czy Poznań, dotąd oaza stabilności dla kupujących na kredyt, zmienia się nie do poznania? Najnowsze dane pokazują wyraźny zwrot w stronę luksusu, podczas gdy oferta dla przeciętnego kredytobiorcy topnieje w oczach. Oto, co dzieje się na rynku pierwotnym w stolicy Wielkopolski.

    Średnie ceny w górę, ale to nie podwyżki

    W ciągu ostatnich pięciu miesięcy średnia cena metra kwadratowego nowego mieszkania w Poznaniu skoczyła o ponad 5%, sięgając 14,2 tys. zł. To tempo wzrostu, które wcześniej zajmowało półtora roku! Ale uwaga – to nie deweloperzy masowo podnoszą ceny.

    „Obecnie największy wpływ na ich poziom ma zmiana struktury kurczącej się oferty. Znikają z niej najtańsze lokale, a pojawiają się głównie mieszkania z wyższej półki cenowej” – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

    Kluczowy jest tu termin „kurcząca się oferta”. Deweloperzy wyraźnie ograniczają nowe inwestycje. W pierwszych dwóch miesiącach 2026 roku sprzedali 830 mieszkań, ale do oferty wprowadzili tylko 556 nowych lokali. Całkowita podaż spadła do około 8 tys. mieszkań. Dla porównania, w sierpniu 2025 roku oferta przekraczała 8,6 tys. lokali.

    Deweloperzy przestawiają się na luksus

    Strategia jest jasna. W warunkach niepewnego popytu firmy wolą realizować projekty o wyższej marży. Dlatego na rynku pojawiły się inwestycje z cenami w przedziale 17,5–29 tys. zł za metr, a nawet sięgającymi 33,4 tys. zł. To poziomy dotąd rzadko spotykane w Poznaniu.

    Średnia cena mieszkań wprowadzonych do sprzedaży w lutym 2026 roku wynosiła już około 19,4 tys. zł za mkw.. To efekt przestawienia się na segment premium.

    Klienci kredytowi tracą grunt pod nogami

    A co z tańszymi ofertami? Tu sytuacja jest niepokojąca. W segmencie mieszkań dostępnych dla klientów kredytowych górna granica cen w lutym 2026 roku wynosiła 11,6 tys. zł za mkw.. Liczba takich lokali spadła do niespełna 2 tys., czyli o 8% mniej niż pod koniec 2025 roku.

    Oznacza to, że osoby planujące zakup mieszkania na kredyt mają coraz mniejsze pole manewru – zarówno pod względem ceny, jak i lokalizacji czy standardu. To klasyczny sygnał pogarszającej się dostępności mieszkań.

    Gdzie szukać okazji?

    Mimo wszystko w Poznaniu wciąż można znaleźć mieszkania poniżej 10 tys. zł za mkw.. Najwięcej, bo ponad 270 lokali w tej kategorii, jest na Starym Mieście. Paradoksalnie, to właśnie tam realizowane są też inwestycje premium, które podnoszą średnią cenę w dzielnicy do blisko 14,4 tys. zł za mkw..

    Analiza rynku przeprowadzana jest w oparciu o tradycyjny podział Poznania na pięć dawnych dzielnic. Przyjrzyjmy się im:

    • Stare Miasto: obszar największej aktywności deweloperskiej, ale jedyny, gdzie liczba mieszkań w ofercie spadła w ciągu roku – o 17%, do niespełna 2,6 tys. lokali.
    • Nowe Miasto: ok. 1,5 tys. lokali w ofercie, największy wzrost podaży.
    • Jeżyce: ok. 1,9 tys. lokali, średnia cena ok. 13,5 tys. zł/mkw.
    • Grunwald: ok. 1,4 tys. lokali, średnia cena ok. 13,5 tys. zł/mkw.
    • Wilda: najmniej ofert (ok. 700 mieszkań), ale najdroższa – średnio ok. 15,4 tys. zł za mkw.

    Popyt nie nadąża za nową rzeczywistością

    Wprowadzanie droższych mieszkań nie spotkało się z entuzjastycznym odzewem. Mimo poprawy dostępności kredytów, w styczniu i lutym 2026 roku sprzedano łącznie 830 mieszkań – to zaledwie o 3% więcej niż średnia z 2025 roku.

    Dla porównania, w Warszawie i Wrocławiu sprzedaż była w tym czasie o 25% wyższa, a w Łodzi – o prawie 33%. Rynek w Poznaniu przesuwa się w stronę droższych lokali, ale możliwości finansowe kupujących rosną wolniej.

    Co dalej?

    Przyszłość stoi pod znakiem zapytania. Potencjalnym ryzykiem są skutki gospodarcze konfliktu na Bliskim Wschodzie, które mogą ograniczyć dostępność kredytów. W takiej sytuacji deweloperzy mogą jeszcze bardziej ograniczyć nową podaż.

    Na razie oferta jest na tyle duża, że kupujący mają silniejszą pozycję negocjacyjną. Ten przejściowy moment między rynkiem kupującego a bardziej zrównoważonym układem sił może być kluczowy dla podjęcia decyzji. Ale czas, jak widać po kurczącej się ofercie tanich mieszkań, nie działa na korzyść wszystkich.