Blog

  • LPP bije rekordy i nie zwalnia tempa. Akcje wystrzeliły o 12%!

    LPP bije rekordy i nie zwalnia tempa. Akcje wystrzeliły o 12%!

    Czy polski gigant odzieżowy może jeszcze bardziej przyspieszyć? Po roku 2025, który przyniósł absolutnie rekordowe wyniki, zarząd LPP nie ma wątpliwości – przed nimi kolejne lata szybkiego rozwoju. A inwestorzy już to wycenili, pchając kurs akcji w górę nawet o 12%.

    Rekord za rekordem

    Rok obrotowy zakończony 31 stycznia 2025 był dla LPP absolutnie historyczny. Przychody ze sprzedaży wzrosły o 19%, przekraczając 23 mld zł. To jednak dopiero początek listy sukcesów.

    „To był udany rok, mimo kilku nieprzyjemnych niespodzianek, takich jak pożar naszych magazynów w Rumunii” – mówi Marek Piechocki, prezes LPP.

    Za wzrostem sprzedaży poszły jeszcze mocniejsze skoki zysków. EBITDA zwiększyła się o 31% do 5,4 mld zł, a zysk netto poszybował w górę o 36%, osiągając 2,4 mld zł. Spółka nie pozostawia złudzeń – to były „rekordowe zyski na każdym poziomie”.

    Motor wzrostu: Sinsay i ekspansja

    Kluczem do sukcesu okazała się strategia skupiona na dynamicznym skalowaniu marki Sinsay. Sieć tej marki przekroczyła w ubiegłym roku 2300 sklepów, a sama marka odpowiadała za ponad połowę przychodów całej grupy. Co ciekawe, aż 80% sprzedaży Sinsay pochodzi z aplikacji mobilnej.

    Ale to nie wszystko. Grupa w ciągu 12 miesięcy otworzyła 1029 nowych sklepów, zwiększając ich łączną liczbę do 3748. Łączna powierzchnia sprzedażowa wzrosła o 25%.

    Prawdziwym majstersztykiem jest ekspansja terytorialna. LPP pojawiło się na aż sześciu nowych rynkach: Kosowo, Albania, Mołdawia, Uzbekistan, Azerbejdżan i Gruzja. To kraje zamieszkane łącznie przez 60 mln potencjalnych klientów.

    Technologia i finanse pod kontrolą

    Za tak dynamiczny rozwój stały rekordowe inwestycje na poziomie 3,2 mld zł, z czego ponad 1,3 mld zł trafiło na rozwój logistyki i automatyzację.

    „Pozwoliło nam to utrzymać kontrolę nad rosnącą skalą działalności, ale też stworzyć mocne podstawy pod dalszą ekspansję” – wyjaśnia Marcin Bójko, wiceprezes LPP.

    Kluczową rolę odegrała też sztuczna inteligencja, wykorzystywana od projektowania kolekcji po personalizację oferty. Sytuacja finansowa jest tak dobra, że banki prześcigają się w ofertach. Grupa ma zabezpieczone 13,5 mld zł finansowania na najbliższe lata, a zarząd zarekomendował wypłatę rekordowej dywidendy w wysokości 900 zł na akcję.

    Przyszłość wygląda jeszcze jaśniej

    I tu dochodzimy do sedna optymizmu inwestorów. Zarząd nie kryje zadowolenia i przedstawia ambitne plany na 2026 rok.

    Spółka zapowiada otwarcie około 1000 nowych sklepów (zdecydowana większość ponownie pod marką Sinsay), co zwiększy powierzchnię handlową o 20%. Nowe prognozy są jeszcze lepsze: przychody mają wzrosnąć o ponad 20% do 28-29 mld zł, a marże poprawić się względem wcześniejszych szacunków.

    „Jestem przekonany, że mamy przed sobą kolejne lata szybkiego rozwoju. W 2026 r. wchodzimy z mocnymi fundamentami. Rentowność jest dla nas najważniejsza” – deklaruje prezes Piechocki.

    Geopolityka? Spokojnie, damy radę

    Czy sytuacja na Bliskim Wschodzie, w tym wojna w Iranie, może zachwiać tym optymizmem? Zarząd LPP przyznaje, że napięcia geopolityczne przekładają się na koszty transportu, ale nie spodziewa się znaczącego wpływu na biznes.

    „Z naszego punktu widzenia wojna w Iranie tak naprawdę nie ma większego znaczenia, toczy się trochę z boku. Koszty ropy są dla nas niewielkie i rosną także dla naszych konkurentów” – konkluduje Marek Piechocki.

    Po covidzie, wojnie w Ukrainie i wyjściu z Rosji, LPP czuje się przygotowane na kolejne wyzwania. A rynek, jak widać, wierzy w tę historię sukcesu. I to mocno.

  • Rząd tnąc VAT na paliwa, Iran grozi Ormuzem. Czy 2026 to rok gospodarczej próby?

    Rząd tnąc VAT na paliwa, Iran grozi Ormuzem. Czy 2026 to rok gospodarczej próby?

    Czy czeka nas rok, w którym sztuczna inteligencja, nowe regulacje i geopolityczne napięcia jednocześnie uderzą w światową gospodarkę? Wszystko na to wskazuje, a Polska nie pozostaje bierna, szykując własne odpowiedzi na te wyzwania.

    Pakiet tarczy paliwowej nad Wisłą

    Rząd planuje konkretne kroki, by obniżyć ceny na stacjach benzynowych. W grze są trzy kluczowe narzędzia: obniżenie VAT na paliwa z 23% do 8%, redukcja akcyzy do unijnego minimum oraz wprowadzenie maksymalnych cen. Według zapowiedzi, ten pakiet może przełożyć się na spadek cen nawet o 1,20 zł na litrze. To reakcja na skutki wojny na Bliskim Wschodzie, które odczuwamy przy każdym tankowaniu.

    Rząd planuje obniżenie VAT na paliwa z 23 do 8 proc., redukcję akcyzy do unijnego minimum oraz wprowadzenie maksymalnych cen na stacjach.

    Ale uwaga! Jak zauważa Puls Biznesu, te obniżki przychodzą kosztem budżetu i przy rosnącej presji na finanse publiczne. To klasyczny dylemat: ulga dla portfeli obywateli versus dziura w państwowej kasie.

    Geopolityka wstrząsa fundamentami

    Tymczasem na świecie sytuacja się zagęszcza. Iran pracuje nad ustawą, która ma wprowadzić opłaty dla statków przepływających przez Cieśninę Ormuz. To bezpośrednie zagrożenie dla jednego z najważniejszych szlaków handlu ropą i gazem na świecie, co natychmiast odbija się na rynkach.

    Skutki? Giełdy nerwowo reagują na drożejącą ropę, a inwestorzy masowo ograniczają ryzyko. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) już podniosła prognozy inflacji dla gospodarek G20, USA i strefy euro, ostrzegając, że konflikt na Bliskim Wschodzie osłabi globalny wzrost.

    A to może wymusić bardziej restrykcyjną politykę banków centralnych.

    Niemcy na krawędzi recesji

    Nasz zachodni sąsiad czeka szczególnie trudny sprawdzian. Według Instytutu Polityki Makroekonomicznej, w razie dalszej eskalacji konfliktu z Iranem, wzrost PKB Niemiec w 2026 r. może spaść do zaledwie 0,2%. Konsumenci już reagują wyraźnym pogorszeniem nastrojów.

    To nie wszystko. Dla niemieckich firm rok 2026 zapowiada się jako test wytrzymałości dla działów finansowych. Muszą one jednocześnie mierzyć się z presją wdrażania AI, lawiną nowych regulacji unijnych i problemem słabej jakości danych.

    Polska gospodarka: mieszane sygnały

    U nas obraz jest mozaikowy. Z jednej strony, zagraniczni przedsiębiorcy wciąż widzą w Polsce atrakcyjny rynek. W 2025 r. cudzoziemcy założyli nad Wisłą 10,5 tys. firm. Najaktywniejsi byli Ukraińcy, Białorusini, Chińczycy i Niemcy, koncentrując się na gastronomii, transporcie i budownictwie.

    Z drugiej strony, nie brakuje problemów. Notowany na GPW producent gier Cherrypick Games złożył wniosek o upadłość po słabych wynikach sprzedaży i problemach z finansowaniem.

    A fiskus nie śpi. Polscy inwestorzy chwalący się w mediach społecznościowych nieruchomościami w Dubaju muszą liczyć się z większym zainteresowaniem skarbówki, która coraz sprawniej korzysta z międzynarodowej wymiany informacji podatkowych.

    Co dalej?

    Rząd, jak wynika z doniesień Puls Biznesu, tworzy też nowe zasady dla sztucznej inteligencji i powołuje regulatora tego rynku. To kolejny element układanki.

    Podsumowując, stoimy przed rokiem wielkich wyzwań: od geopolityki przez inflację po technologiczną transformację. Decyzje zapadające teraz – zarówno w Warszawie, jak i w Teheranie czy Brukseli – zadecydują o kształcie gospodarki na lata. Przygotujmy się na turbulencje, ale i na odważne ruchy mające je złagodzić.

  • Inflacja w Niemczech wraca z impetem. Czy EBC będzie musiał podnieść stopy?

    Inflacja w Niemczech wraca z impetem. Czy EBC będzie musiał podnieść stopy?

    Czy miesiąc kryzysu na rynku ropy wystarczył, by znów postawić europejską politykę monetarną na głowie? Wstępne dane z największej gospodarki Strefy Euro nie pozostawiają złudzeń – inflacja znów przekracza cel i to z przytupem.

    Szokujące liczby z marca

    Inflacja konsumencka (CPI) w Niemczech w marcu 2026 roku wyniosła 2,7 proc. rok do roku. To gwałtowny skok z poziomu 1,9 proc. odnotowanego w lutym. Dane opublikowane przez urząd statystyczny Destatis są zgodne z prognozami i oznaczają najwyższy poziom od stycznia 2024 roku. Co więcej, wyraźnie przekraczają cel Europejskiego Banku Centralnego, który wynosi 2 proc.

    Ale to nie wszystko. Zharmonizowany wskaźnik cen konsumpcyjnych (HICP), kluczowy dla EBC, poszybował jeszcze wyżej. W marcu wyniósł 2,8 proc. rok do roku, również znacząco wzrastając z 2 proc. w lutym.

    A teraz prawdziwy szok miesięczny. W porównaniu do lutego ceny towarów i usług w Niemczech (CPI) wzrosły o aż 1,1 proc. To wyjątkowo duży ruch. Zharmonizowany HICP poszedł w górę o 1,2 proc. miesięcznie (z 0,4 proc. w lutym). Jak podaje pb.pl, jest to największy miesięczny wzrost cen detalicznych od września 2022 roku.

    Winowajca jest tylko jeden: energia

    Przyczyna tego gwałtownego przyspieszenia jest jasna i potwierdzona przez oba źródła. To skok cen nośników energii, głównie paliw i gazu, wywołany przez wojnę USA i Izraela z Iranem.

    Ceny energii w marcu urosły w ujęciu rocznym o 7,2 proc. To pierwszy wzrost cen energii od grudnia 2023 roku – w lutym jeszcze spadały o 1,9 proc. To właśnie ten czynnik napędza cały wskaźnik.

    Potwierdza to inflacja bazowa CPI (wyłączająca ceny żywności, paliw i energii), która w marcu utrzymała się na poziomie 2,5 proc., takim samym jak w lutym. Inflacja cen żywności nawet nieco zmalała, do 0,9 proc. z 1,1 proc. Ceny usług rosły stabilnie w tempie 3,2 proc. rok do roku.

    „Zwykle zaburzenia na rynku surowców potrzebują kilku miesięcy, aby odbić się w cenach inflacji bazowej. Im dłużej trwają i większa ich skala, tym bardziej rośnie inflacja bazowa” – tłumaczy Business Insider.

    Wielkie pytanie: reakcja EBC

    Tu zaczyna się prawdziwa gra. Banki centralne zwykle na szok podażowy z rynku surowców reagują ostrożnością i czekaniem. Źródło problemu leży poza ich bezpośrednim wpływem. Ale teraz presja rośnie.

    Christine Lagarde, prezeska EBC, oceniła, że konflikt w Iranie może wymusić podwyżki stóp procentowych, jeśli przełoży się na trwały wzrost inflacji powyżej celu 2 proc. Podkreśliła, że brak działania mógłby osłabić wiarygodność banku.

    Z drugiej strony, Philip Lane, główny ekonomista EBC, wskazuje, że rynki oczekują raczej jednorazowego wzrostu inflacji z powodu droższej energii, a nie trwałego przekroczenia celu. To jego zdaniem zmniejsza presję na agresywne zacieśnianie polityki monetarnej.

    Istnieje jednak wyraźny warunek czasowy. Pierre Wunsch z Banku Belgii stwierdził, że jeśli konflikt w Iranie potrwa dłużej niż do czerwca, EBC prawdopodobnie będzie zmuszony do podwyższenia stóp procentowych. Na razie bank utrzymuje podejście „wait-and-see”.

    Ekonomiści PKO BP podsumowują: „Na podstawie wypowiedzi przedstawicieli EBC zakładamy, że Bank zdecyduje się podnieść stopy procentowe w tym roku, choć ile razy i kiedy pozostaje jeszcze kwestią otwartą”.

    Niemcy to kolejna z wielkich europejskich gospodarek, gdzie inflacja wyraźnie przyspieszyła. Wszystkie oczy są teraz zwrócone na wtorek, gdy poznamy wstępne dane o inflacji dla całej strefy euro. Czy będzie to tylko energetyczny wypadek przy pracy, czy początek nowego, trudnego rozdziału w walce z inflacją? Decyzje EBC zależą od odpowiedzi na to pytanie.

  • Paliwo wreszcie tanieje? Sejm uchwalił historyczne ustawy, a analitycy podają konkretne ceny

    Paliwo wreszcie tanieje? Sejm uchwalił historyczne ustawy, a analitycy podają konkretne ceny

    Czy to koniec koszmaru na stacjach benzynowych? Po tygodniach spekulacji i politycznych przepychanek, Sejm w ekspresowym tempie uchwalił dwie kluczowe ustawy, które mają zdusić galopujące ceny paliw. To bezprecedensowa interwencja, a kierowcy mogą już zacierać ręce.

    Historyczny dzień w Sejmie

    W piątek, 27 marca, posłowie zdecydowali: 428 głosów za, 12 przeciw. Tym samym przyjęli ustawę wprowadzającą urzędowe, maksymalne ceny na benzynę i olej napędowy. Druga ustawa, pozwalająca na obniżenie akcyzy rozporządzeniem, przeszła jeszcze bardziej spektakularnie – jednogłośnie, przy udziale 436 posłów.

    „Jeżeli ta ustawa senacka trafi na biurko prezydenta, mimo że prezydent dzisiaj wylatuje do Dallas, zrobimy wszystko, żeby to podpisać” – obiecał szef KPRP, Zbigniew Bogucki.

    Senat nie zwlekał i już po godzinie 14:30 zaakceptował obie ustawy bez poprawek. Teraz piłka jest po stronie prezydenta Karola Nawrockiego. Rząd chce, aby rozwiązania zaczęły obowiązywać przed Wielkim Piątkiem, czyli 3 kwietnia.

    Co konkretnie zmienia pakiet CPN?

    Pakiet „CPN – ceny paliwa niżej” to trzyfilowy atak na drożyznę. Oto, co szykuje rząd Donalda Tuska:

    • Obniżka VAT z 23% na 8%.
    • Obniżka akcyzy do unijnego minimum – o 29 groszy na litrze benzyny i 28 groszy na oleju napędowym.
    • Maksymalna cena detaliczna paliw, ustalana codziennie przez ministra energii.

    Kluczowy jest ten ostatni punkt. Ma zapobiec sytuacji, w której obniżki podatków lądowałyby w kieszeniach sprzedawców, a nie kierowców. Jak to działa?

    Formuła na uczciwą cenę

    Maksymalna cena będzie liczona według matematycznej formuły. Weźmie pod uwagę średnią cenę hurtową, doda do niej akcyzę, opłatę paliwową, marżę sprzedażową ustaloną na 0,30 zł za litr oraz podatek VAT. Minister energii będzie ogłaszał ją w formie obwieszczenia, a nowa stawka zacznie obowiązywać już następnego dnia.

    Premier Tusk szacuje, że łącznie zmiany mogą obniżyć cenę każdego rodzaju paliwa średnio o około 1,20 zł na litrze.

    Prognozy analityków: Benzyna poniżej 6 zł?

    Tu robi się naprawdę ciekawie. Analitycy nie czekają na podpis prezydenta i już liczą, ile konkretnie zaoszczędzimy.

    Według BM Reflex, w tygodniu 30.03 – 3.04 ceny po uwzględnieniu obniżek mogą wyglądać następująco:

    • Pb95: 5,98 zł/l (spadek o 1,18 zł)
    • Pb98: 6,67 zł/l (spadek o 1,18 zł)
    • ON: 7,45 zł/l (spadek o 1,30 zł)

    Portal e-petrol.pl podaje nieco szersze przedziały cenowe na okres przedświąteczny (30.03 – 5.04):

    • Pb95 (E10): od 5,99 do 6,19 zł/l
    • Pb98: od 6,59 do 6,79 zł/l
    • Olej napędowy: od 7,39 do 7,60 zł/l

    Jedno jest pewne – benzyna Pb95 ma szansę spaść poniżej psychologicznej granicy 6 złotych za litr. To realna ulga dla portfela. Ale uwaga! Analitycy e-petrol.pl ostrzegają: „wojenne przyczyny drożyzny ani na moment nie wydają się znikać„.

    Ile to będzie kosztować budżet?

    Nic nie przychodzi za darmo. Minister finansów Andrzej Domański oszacował miesięczny koszt tych działań na około 1,6 mld złotych. W tym: 900 mln zł to koszt obniżki VAT, a 700 mln zł – obniżki akcyzy.

    „Jest to oczywiście znaczna kwota, ale z punktu widzenia budżetu jest to kwota do udźwignięcia, biorąc również pod uwagę wpływ wysokich cen ropy i benzyny na nastroje konsumentów” – ocenił Domański podczas konferencji Warsaw European Conversation 2026.

    Rząd zakłada, że rozwiązania te są czasowe. Aby częściowo zrekompensować straty, zapowiada też prace nad podatkiem od nadmiarowych zysków (windfall tax) dla koncernów naftowych.

    Czy to się uda?

    Szybkość procedowania ustaw jest imponująca i pokazuje determinację władz. Jednak na horyzoncie wciąż wisi kilka znaków zapytania. Po pierwsze, formalna zgoda prezydenta. Po drugie, obniżka VAT na paliwa kopalne nie jest zgodna z unijną dyrektywą VAT – Komisja Europejska już wcześniej zgłaszała zastrzeżenia. Wreszcie, niestabilna sytuacja geopolityczna i ceny ropy, które w ostatnich dniach wahały się od 96 do ponad 114 dolarów za baryłkę Brent, mogą w każdej chwili zniweczyć cały plan.

    Mimo to, po długim czasie niepewności, kierowcy wreszcie dostają konkretne, legislacyjne narzędzia i realne prognozy cen. Teraz wszystko w rękach prezydenta i… globalnych rynków. Tankowanie przed świętami może być jednak przyjemniejsze, niż się spodziewaliśmy.

  • KSeF od 1 kwietnia: setki tysięcy firm musi się zalogować. Oto kluczowe kroki i pułapka z datami

    KSeF od 1 kwietnia: setki tysięcy firm musi się zalogować. Oto kluczowe kroki i pułapka z datami

    Czy Twoja firma jest gotowa na 1 kwietnia 2026? To nie prima aprilis, a data, od której Krajowy System eFaktur (KSeF) zostanie rozszerzony na wszystkich podatników. Wyjątkiem są tylko tzw. wykluczeni cyfrowo. To oznacza, że setki tysięcy przedsiębiorców muszą teraz zalogować się do systemu.

    Ale to dopiero początek drogi.

    Logowanie to pierwszy krok

    Proces wygląda inaczej w przypadku osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, a inaczej w przypadku spółek. Dla JDG sprawa jest prostsza. Dla firm z osobowością prawną zaczyna się od uwierzytelnienia.

    Spółki powinny jak najszybciej uwierzytelnić się do KSeF, a więc albo złożyć wniosek ZAW-FA w urzędzie skarbowym i wskazać osobę, która będzie administratorem KSeF (np. wspólnika lub członka zarządu) albo kupić pieczęć elektroniczną. Dopiero wtedy administrator KSeF w firmie będzie mógł zalogować się w systemie.

    Nadawanie uprawnień: kluczowy, ale podchwytliwy etap

    Po zalogowaniu trzeba nadać uprawnienia. Możesz je przydzielić księgowej, biuru rachunkowemu, a nawet samemu sobie (w przypadku właścicieli spółek). Robi się to w Aplikacji Podatnika KSeF 2.0, czyli darmowym narzędziu udostępnionym przez resort finansów.

    Ale uwaga! W praktyce nadawanie uprawnień może sprawiać trudności, ponieważ do wyboru jest kilka rodzajów uprawnień. Warto poświęcić chwilę, by wybrać właściwe.

    Kto jeszcze ma chwilę oddechu?

    Istnieje jedna grupa, która ma więcej czasu. To mikroprzedsiębiorcy. Do końca 2026 roku zwolnieni są z KSeF ci, których łączna wartość sprzedaży wraz z podatkiem w danym miesiącu nie przekroczyła 10 tys. złotych.

    Tu ważne zastrzeżenie: cała ich sprzedaż musi być udokumentowana „tradycyjnymi” fakturami – elektronicznymi lub papierowymi. To zwolnienie obowiązuje tylko do końca tego roku. Od 1 stycznia 2027 mikroprzedsiębiorcy również zostaną objęci KSeF.

    Jak policzyć, czy jesteś w tej grupie? Do limitu 10 tys. zł wlicza się tylko faktury, które miałyby trafić do KSeF, czyli te między podmiotami biznesowymi (B2B). Nie wliczają się faktury dla osób fizycznych czy z kas fiskalnych.

    Uwaga na pułapkę! Data wystawienia decyduje o wszystkim

    To kluczowa zasada, o której muszą pamiętać wszyscy wchodzący do systemu od kwietnia. W KSeF liczy się data wystawienia faktury, a nie okres, za który została wystawiona.

    Oznacza to, że ostatnim dniem na wystawienie faktury poza KSeF jest 31 marca. Od 1 kwietnia, nawet jeśli faktura dotyczy sprzedaży z 31 marca, dokument musi być wystawiony za pośrednictwem KSeF.

    Dlatego, aby nie utrudniać sobie księgowości, warto wystawić wszystkie faktury za marzec najpóźniej w ostatnim dniu tego miesiąca. Dotyczy to szczególnie usługodawców rozliczających się „z dołu” fakturą zbiorczą.

    Okres przejściowy to nie przyzwolenie na błędy

    Warto pamiętać, że obecny rok jest traktowany jako okres przejściowy. Ewentualne błędy mogą być łatwiejsze do wyjaśnienia z urzędem skarbowym. To dobra wiadomość dla mniejszych firm.

    Mimo to, wszelkie nieprawidłowości w fakturowaniu mogą znacznie opóźnić płatność od klienta. Dlatego lepiej poświęcić czas na zapoznanie się z systemem już teraz.

    Gotowość na 1 kwietnia to nie tylko formalność. To warunek sprawnego prowadzenia biznesu w nowej rzeczywistości. Czas start!

  • Izostal S.A. wzywa akcjonariuszy: Kluczowe decyzje na kwietniowym Walnym Zgromadzeniu

    Izostal S.A. wzywa akcjonariuszy: Kluczowe decyzje na kwietniowym Walnym Zgromadzeniu

    Czy nadchodzący miesiąc przyniesie kluczowe zmiany w jednej z polskich spółek stalowych? Izostal S.A. oficjalnie zwołał swoje Zwyczajne Walne Zgromadzenie, a na stole leżą już konkretne projekty uchwał. To będzie spotkanie, które może zdefiniować przyszłość firmy.

    Data i miejsce są już znane

    Zarząd spółki działał zgodnie ze statutem i Kodeksem spółek handlowych. Efekt? Oficjalne zwołanie Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia na 29 kwietnia 2026 roku. Spotkanie odbędzie się w siedzibie spółki w Dąbrowie Górniczej przy ul. Roździeńskiego 11a, a punktualnie o godzinie 11:00 rozpoczną się obrady. To klasyczny, coroczny rytuał korporacyjny, ale tym razem z bardzo konkretną agendą.

    Działając zgodnie z §14 ust. 3 Statutu Izostal S.A. oraz na podstawie art. 395, art. 399 §1, art. 402[1] oraz art. 402[2] Kodeksu spółek handlowych, Zarząd Izostal S.A. zwołuje Zwyczajne Walne Zgromadzenie – czytamy w raporcie bieżącym nr 5/2026.

    Co znajdzie się w agendzie?

    Tu robi się naprawdę ciekawie. Zarząd nie tylko ogłosił termin, ale już przekazał do publicznej wiadomości pełen pakiet dokumentów do głosowania. I mamy tutaj prawdziwą gratkę dla miłośników corporate governance.

    Kluczowy jest fakt, że wszystkie projekty uchwał zostały pozytywnie zaopiniowane przez Radę Nadzorczą Izostal S.A. To silny sygnał, że propozycje zarządu mają wewnętrzne poparcie. Co dokładnie będą omawiać akcjonariusze?

    Gorące tematy: od wynagrodzeń po podział zysku

    Spójrzmy na załączone dokumenty. Lista jest długa i dotyka najważniejszych aspektów życia spółki. Na pierwszy plan wysuwa się temat wynagrodzeń za rok obrotowy 2025. Do uchwały nr 16/2026 dołączono specjalne sprawozdanie na ten temat, które dodatkowo zostało poddane ocenie niezależnego biegłego rewidenta. To standardowa, ale kluczowa procedura zapewniająca przejrzystość.

    Kolejny ważny punkt to statut spółki. Załącznik do uchwały nr 17/2026 zawiera jego pełną treść. Każda zmiana w tym dokumencie to potencjalna zmiana reguł gry, więc to punkt obserwowany przez inwestorów.

    Ale prawdziwą wisienką na torcie może być temat podziału zysku netto za 2025 rok. Zarząd przedłożył swój wniosek z konkretną propozycją, a Rada Nadzorcza już podjęła w tej sprawie własną uchwałę. To właśnie podczas Walnego Zgromadzenia akcjonariusze zdecydują, co stanie się z zyskiem wypracowanym w ubiegłym roku. Czy zostanie on wypłacony jako dywidenda, przeznaczony na rezerwy, czy może na inwestycje? Odpowiedź poznamy pod koniec kwietnia.

    Pełna dokumentacja do wglądu

    Dla pełnego obrazu Zarząd przekazał także Sprawozdanie z działalności Rady Nadzorczej Izostal S.A. w roku 2025. Ten dokument, prezentowany podczas obrad, podsumowuje nadzór i kontrolę nad działaniami zarządu w minionym okresie. To kompleksowy przegląd, który pozwala akcjonariuszom ocenić efektywność organu nadzorczego.

    Podsumowując, pakiet dokumentów jest imponujący i obejmuje:

    • Projekty uchwał Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia.
    • Sprawozdanie o wynagrodzeniach za 2025 rok z opinią audytora.
    • Projekt statutu spółki.
    • Sprawozdanie Rady Nadzorczej za 2025 rok.
    • Wniosek Zarządu i uchwała Rady Nadzorczej w sprawie podziału zysku netto za 2025 rok.

    Kto stoi za komunikatem?

    Raporty bieżące do Komisji Nadzoru Finansowego, które niosą tę wiadomość, zostały podpisane przez najwyższe kierownictwo spółki. Prezes Zarządu, Marek Mazurek, oraz Wiceprezes Zarządu, Michał Pietrek, osobiście zatwierdzili te komunikaty 30 marca 2026 roku. To pokazuje wagę, jaką zarząd przywiązuje do transparentnej i terminowej informacji dla rynku.

    Co dalej?

    Kalendarz inwestora związany z Izostalem ma teraz wyraźnie zaznaczoną datę: 29 kwietnia. Do tego czasu akcjonariusze będą analizować setki stron załączonych dokumentów. Decyzje podjęte na tym zgromadzeniu wpłyną nie tylko na bieżącą sytuację spółki, ale także na jej strategiczne kierunki. W branży, w której konkurencja nie śpi, każda decyzja o kapitale i strukturze zarządzania ma ogromne znaczenie.

    Czy zaproponowany podział zysku zadowoli inwestorów? Czy statut zostanie zmieniony w kluczowych punktach? Odpowiedzi na te pytania poznamy już niebawem. Pozostaje śledzić komunikaty i przygotować się na kwietniowe rozstrzygnięcia w Dąbrowie Górniczej.

  • Trzęsienie ziemi na rynku pracy? Eksperci ostrzegają przed lawiną zwolnień, ale to nie jest cała prawda

    Trzęsienie ziemi na rynku pracy? Eksperci ostrzegają przed lawiną zwolnień, ale to nie jest cała prawda

    Czy rynek pracy w Polsce czeka jedno wielkie załamanie? Czy może spokojna ewolucja? Ani jedno, ani drugie. Według ekspertów, to, co się dzieje, to szybka, nierównomierna przebudowa, której skala może być porażająca.

    Szybka, nierównomierna przebudowa

    Narracje o rynku pracy często sprowadzają się do prostych haseł: AI zabierze pracę, juniorzy są na straconej pozycji, a rosnące koszty wypchną firmy z Polski. Nicolas Bechu, dyrektor operacyjny giganta rekrutacji PageGroup, uważa, że każde z tych stwierdzeń opisuje tylko fragment rzeczywistości.

    Największym błędem jest dziś postrzeganie rynku pracy w zbyt prostych kategoriach. To nie spokojna ewolucja ani jedno wielkie załamanie, lecz szybka, nierównomierna przebudowa — mówi Bechu w rozmowie z Business Insiderem.

    Sztuczna inteligencja rzeczywiście zmienia rynek, ale jej wpływ jest zróżnicowany. Jak zaznacza ekspert, warto odróżnić bańkę inwestycyjną wokół AI od tego, co dzieje się już na poziomie codziennej pracy.

    Lawina zwolnień? Konkretne liczby

    Ale co to oznacza w liczbach? Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego „AI na polskim rynku pracy” wskazuje, że w 20 profesjach najbardziej narażonych na wpływ sztucznej inteligencji pracuje obecnie 3,68 miliona osób. Wśród nich są finansiści, prawnicy, urzędnicy, specjaliści administracji i programiści.

    Prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, na które powołuje się firma Personnel Service, są jeszcze bardziej pesymistyczne. Z ich analizy wynika, że w perspektywie 5 do 10 lat nawet ponad 5,5 miliona osób w Polsce może stracić pracę na rzecz sztucznej inteligencji. To około 32 procent całego zatrudnienia.

    Nie wszyscy stracą. Niektórzy zyskają

    Jednocześnie powstaną nowe miejsca pracy, jednak będą one wymagały znacznie wyższych kwalifikacji. – Chociaż w miejsce zredukowanych miejsc zatrudnienia powstaną nowe, to będą one wymagały wyjątkowo wysokich kwalifikacji – podkreśla Krzysztof Inglot, ekspert rynku pracy z Personnel Service.

    I tu dochodzimy do sedna nierównomierności tej transformacji. Z wyliczeń Personnel Service wynika, że 4,64 miliona pracowników (27 proc.) może skorzystać na rozwoju AI, a 6,87 miliona osób (40 proc. rynku) prawdopodobnie nie odczuje jej wpływu w znaczący sposób.

    Część pracowników skorzysta na zmianach, inni odczują je boleśnie, a jeszcze inni nie zauważą ich niemal wcale – zaznacza Inglot.

    Które zawody są zagrożone?

    Automatyzacja najmocniej uderza w sektory oparte na rutynowych i powtarzalnych czynnościach. Pierwsze skutki są już widoczne – 12 proc. pracowników deklaruje, że zna osobę, która w ciągu ostatniego roku straciła pracę przez automatyzację.

    Handel detaliczny to pierwsze pole zmian. Kasy samoobsługowe stały się standardem, a rola kasjerów ewoluuje w kierunku doradztwa. W sektorze usług chatboty przejmują zadania obsługi klienta. Transport i logistyka czekają na rozwój pojazdów autonomicznych, co może zmniejszyć zapotrzebowanie na kierowców.

    Na liście zagrożonych są też pracownicy produkcji, magazynierzy, finansiści, księgowi, a nawet sekretarki i asystenci prawni. W budownictwie i rolnictwie braki kadrowe po wybuchu wojny w Ukrainie przyspieszyły inwestycje w robotyzację.

    Czego maszyna nie zastąpi?

    Nie wszystkie profesje są w równym stopniu zagrożone. Sztuczna inteligencja nie potrafi zastąpić cech typowo ludzkich: empatii, kreatywności i zdolności rozwiązywania złożonych problemów.

    Dlatego relatywnie bezpieczne są zawody w sektorze medycznym (lekarze, pielęgniarki, opiekunowie), usługach wymagających kontaktu (psychologowie, terapeuci) oraz zawody kreatywne i rzemieślnicze (hydraulicy, elektrycy, fryzjerzy, artyści, szefowie kuchni).

    Nowe, kluczowe umiejętności

    Zmieniający się rynek wymusza nowe kompetencje. Raport World Economic Forum „The Future of Jobs 2023” wskazuje, że kluczowe stają się: myślenie analityczne, kreatywność oraz zdolność uczenia się przez całe życie.

    74 proc. ekspertów przewiduje rosnące zapotrzebowanie na myślenie analityczne, a 75 proc. firm deklaruje, że znaczenie kreatywności będzie jeszcze większe. Na trzecim miejscu znalazły się umiejętności związane ze sztuczną inteligencją i analizą dużych zbiorów danych.

    Edukacja musi nadążyć

    Eksperci podkreślają, że przygotowanie do nowych realiów musi zaczynać się w szkole.

    Rola edukacji w dzisiejszym dynamicznie zmieniającym się świecie jest nie do przecenienia. Aby sprostać wyzwaniom przyszłości, rozwijanie kluczowych umiejętności musi zaczynać się już na etapie szkolnym – podkreśla Krzysztof Inglot.

    Jak dodaje, na razie szkoła w Polsce nie kształci tych umiejętności w wystarczającym zakresie. A to fundament przyszłego sukcesu na szybko przebudowującym się rynku.

  • Mit złota pękł. Co naprawdę dzieje się z ceną kruszcu w cieniu wojny?

    Mit złota pękł. Co naprawdę dzieje się z ceną kruszcu w cieniu wojny?

    Czy złoto to wciąż bezpieczna przystań? Ostatnie tygodnie na rynkach finansowych dały twardą lekcję wszystkim, którzy w to wierzyli. Geopolityczne napięcia wokół Iranu nie tylko rozchwiały notowania surowców, ale też obnażyły kruchość jednego z najstarszych mitów inwestycyjnych.

    Gdy wybucha kryzys, sprzedają złoto

    W programie „Onet Rano Finansowo” główny ekonomista Pracodawców RP, Kamil Sobolewski, wyjaśnił mechanizm, który wielu zaskoczył. Za zmiennością złota stoi prosta rzecz: zbyt wielu uwierzyło w mit bezpiecznej przystani.

    — Gdy wybucha kryzys, ci, którzy potrzebują płynności, sprzedają właśnie złoto — i to w najgorszym momencie. Nieważne, czy to importerzy ropy, czy państwa Zatoki zmuszone sięgnąć po rezerwy. Efekt jest taki, że „bezpieczne” aktywo tanieje — mówi Kamil Sobolewski.

    Ekspert podkreśla, że w jego dwudziestu latach na rynkach to powracający motyw. Pękają domyślne korelacje, a ich łamanie staje się potężną siłą rynkową. To właśnie źródło zysków dla tych, którzy myślą na przekór schematom. Upadł mit, że złoto „musi” drożeć w czasie konfliktu.

    Zaskakujący zwrot i podejrzane transakcje

    Sytuacja miała jednak dramatyczny zwrot. Prezydent USA Donald Trump ogłosił wstrzymanie części uderzeń i zasugerował „produktywne rozmowy” z Teheranem (Iran temu zaprzeczył). Rynki zareagowały natychmiastową ulgą. Ropa gwałtownie potaniała, a Wall Street odbiła po serii spadków.

    Ale tuż przed tym ogłoszeniem media przykuły podejrzane transakcje. Sobolewski komentuje to bez ogródek:

    — Z punktu widzenia spekulanta to wymarzony układ: kupić ryzyko i sprzedać „ubezpieczenie” tuż przed ogłoszeniem — potencjalnie ogromne zyski. Problem w tym, że to może być przestępstwo. To się nazywa insider trading.

    Czy amerykański nadzór (SEC) podejmie interwencję? Ekonomista uważa, że ustalenie faktów byłoby bardzo łatwe, gdyby był na to mandat i wola polityczna. Na czele Komisji stoi obecnie Paul Atkins, postrzegany jako przychylny rynkom krypto, ale w kwestii nadużyć informacyjnych tradycyjnie reprezentujący twardy kurs.

    Złoto próbuje odbić, ale fundamenty się zmieniają

    Tymczasem na rynku dzieje się coś ciekawego. Według agencji Bloomberg, cena złota próbuje ustabilizować się powyżej 4500 USD za uncję, odrabiając część strat. Notowania kruszcu wzrosły chwilowo nawet o 1,3 proc., mimo równoległego drożenia ropy. To wskazuje, że część inwestorów uznała wcześniejszą przecenę za przesadzoną. Od końca lutego złoto straciło bowiem około 14 proc.

    Jednak fundamenty wspierające złoto w ostatnich latach właśnie się zmieniają. Banki centralne, które były motorem popytu, teraz mogą zmienić kurs.

    Bank centralny Turcji w pierwszych dwóch tygodniach wojny sprzedał i zamienił około 60 ton kruszcu o wartości ponad 8 mld USD.

    Dla wielu krajów rosnące ceny ropy oznaczają większe wydatki na import energii, a więc mniej środków na zakupy złota. Narastające napięcia geopolityczne – włączenie się do konfliktu wspieranych przez Iran Huti, zwiększona obecność wojskowa USA, ataki na infrastrukturę – wzmacniają obawy przed przedłużającym się konfliktem. To mogłoby skłonić banki centralne do bardziej restrykcyjnej polityki, łącznie ze sprzedażą rezerw.

    Co dalej z „bezpieczną przystanią”?

    W poniedziałek notowania złota zyskiwały około 1,1 proc., osiągając poziom 4 541 USD za uncję. Rosły też ceny srebra, platyny i palladu. Niektóre głosy z Wall Street wskazują jednak, że rynek może nie doceniać ryzyka spowolnienia gospodarczego, które obniżyłoby rentowności obligacji i zwiększyło atrakcyjność złota.

    Ostateczna lekcja jest jasna. Złoto pozostaje wrażliwe na nastroje, płynność i polityczne zwroty akcji. Jego rola „bezpiecznej przystani” nie jest dana raz na zawsze, a łamanie utartych schematów bywa najpotężniejszą siłą na rynku. Inwestorzy powinni wyciągnąć wnioski na przyszłość.

  • 240 zł od państwa wpłynie na konta Polaków! Kto dostanie premię z PPK?

    240 zł od państwa wpłynie na konta Polaków! Kto dostanie premię z PPK?

    Czy wiesz, że ponad 4 miliony Polaków może dostać dodatkowe 240 zł od państwa już w kwietniu 2026 roku? To nie żart, ale realna premia dla uczestników Pracowniczych Planów Kapitałowych. Oto wszystko, co musisz wiedzieć o tej dopłacie!

    Kwalifikujesz się? Sprawdź warunki!

    Premia roczna w wysokości 240 zł czeka na uczestników PPK, którzy regularnie oszczędzali przez cały rok. Ale uwaga – są konkretne wymagania!

    Aby dostać dopłatę, musisz spełnić trzy kluczowe warunki:

    • Wpłaty na konto PPK muszą wynosić co najmniej 3,5% minimalnego wynagrodzenia w danym roku
    • Oszczędzanie musi trwać nieprzerwanie przez cały rok kalendarzowy
    • Środki na PPK muszą pochodzić zarówno z wpłat pracownika, jak i pracodawcy

    Dopłata pochodzi z Funduszu Pracy, co oznacza, że jest finansowana przez państwo, a nie z wynagrodzenia pracownika.

    Jak działa PPK?

    Pracownicze Plany Kapitałowe to program długoterminowego oszczędzania, który ma zwiększyć środki Polaków na przyszłość, szczególnie na emeryturę. Działa na prostej zasadzie:

    • Pracownik wpłaca minimum 2% wynagrodzenia brutto (lub mniej przy niższych dochodach)
    • Pracodawca dokłada minimum 1,5% wynagrodzenia brutto
    • Państwo przyznaje wpłatę powitalną i dopłaty roczne
    • Środki są inwestowane, więc rosną w długim okresie

    Przypomnijmy, że autozapis odbywa się cyklicznie co 4 lata. Pierwszy miał miejsce w 2023 roku, kolejny będzie w 2027.

    Uwaga! Nie wszyscy dostaną premię

    Nie każdy uczestnik PPK otrzyma te 240 zł. Dopłata roczna nie przysługuje osobom, które:

    • Nie wpłacały przez cały rok wymaganej kwoty (min. 3,5% minimalnej pensji)
    • Wypłaciły zgromadzone środki przed końcem roku
    • Przystąpiły do PPK w trakcie roku i nie zdążyły oszczędzać przez pełne 12 miesięcy
    • Korzystały z długich urlopów macierzyńskich lub zwolnień lekarskich i nie osiągnęły minimalnego poziomu wpłat

    Zgodnie z przepisami, na premię roczną może liczyć każdy zatrudniony, który odkładał w PPK przynajmniej przez kilka miesięcy w roku.

    Nowi uczestnicy też zyskują!

    Osoby, które dopiero dołączają do PPK, mają swój bonus. Mogą liczyć na wpłatę powitalną w wysokości 250 zł!

    To jednorazowa premia, którą uczestnicy otrzymują po pierwszych trzech miesiącach oszczędzania, pod warunkiem dokonania wymaganych wpłat w tym okresie.

    Skala programu jest ogromna

    Na koniec 2025 roku liczba uczestników Pracowniczych Planów Kapitałowych wynosiła około 4,1 miliona osób. To oznacza, że ponad 4 miliony Polaków może liczyć na dopłatę roczną w 2026 roku – oczywiście pod warunkiem spełnienia kryteriów.

    Czy to się opłaca?

    PPK pozwala na stopniowe gromadzenie środków na przyszłość. Dzięki dopłatom od pracodawcy i państwa oszczędności rosną szybciej niż przy samodzielnym odkładaniu pieniędzy.

    Ale jest haczyk. W ostatnim roku wiele osób wypłacało środki wcześniej. Jak to wygląda?

    Pracownik odzyskuje 100% swoich wpłat, plus 70% wpłat pracodawcy. Traci się wtedy wpłatę powitalną 250 zł i dopłaty roczne 240 zł, a 30% wpłat pracodawcy trafia do ZUS. Mimo to, dla wielu osób na rękę zostaje więcej niż sami wpłacili.

    Wiele osób zastanawia się: czekać na premię 240 zł raz w roku, czy wypłacać środki wcześniej? To świadoma kalkulacja każdego uczestnika PPK. Decyzję o opłacalności takiego oszczędzania każdy musi podjąć sam.

    Pamiętaj – program ma na celu długoterminowe oszczędzanie, ale daje też pewną elastyczność. Warto znać wszystkie zasady, zanim podejmiesz decyzję!

  • Obligacyjna gorączka: Czy rynki zadłużenia tracą grunt pod nogami?

    Obligacyjna gorączka: Czy rynki zadłużenia tracą grunt pod nogami?

    Czy bezpieczne obligacje rządowe przestają być bezpieczną przystanią? Globalne rynki zadłużenia wpadają w turbulencje, a polscy inwestorzy detaliczni stoją przed trudnym wyborem. Oto co się dzieje.

    Ameryka na krawędzi, Japonia i Francja biją rekordy

    Dziesięcioletnie obligacje USA są już tylko około 20 punktów bazowych od linii łączącej szczyty rentowności z ostatnich czterech lat. To niebezpiecznie blisko, zwłaszcza że o podobną wielkość ich rentowność wzrosła w ciągu zaledwie kilku dni – od środy po południu do piątkowego lunchu. Margines bezpieczeństwa topnieje w oczach.

    Kwestia marginesu bezpieczeństwa jest zresztą umowna. Na wielu innych rynkach bariery już padły.

    I to prawda. W Japonii dziesięcioletnie obligacje wyznaczyły nowy szczyt rentowności, choć poprawiły go zaledwie o 0,001 proc.. To pozwala mówić o najwyższej rentowności od kilkunastu lat. Dlaczego? Bo Japonia jest zadłużona na 240 proc. PKB i wpada w nowe kłopoty. Przy takim obciążeniu inwestorzy wolą gotówkę niż dług.

    We Francji doszło do wybicia z trzyletniej konsolidacji – nowy szczyt rentowności jest 20 punktów bazowych powyżej poprzedniego. To bardzo przekonujący ruch.

    Prawdziwy problem to nie drony, tylko dług

    Choć oczy świata zwrócone są na Cieśninę Ormuz, eksperci przypominają: konflikty są tylko katalizatorami. Prawdziwy, strukturalny problem jest inny.

    Rzeczywistym problemem (…) jest skala zadłużenia rządowego (dotyczy to wielu krajów rozwiniętych z USA na czele) oraz koszty jego obsługi grubo wykraczające poza zwyczajowych kilka procent wpływów budżetowych.

    Gdy koszty obsługi długu zbliżają się do 20 proc. wpływów budżetowych (jak w USA), wybuch paniki na rynku jest kwestią odpowiednio silnego pretekstu. Inwestorzy tracą cierpliwość.

    Polska: Ministerstwo Finansów vs. rynek

    Tymczasem w Polsce Ministerstwo Finansów obniżyło oprocentowanie obligacji oszczędnościowych. To ruch, który zdaniem komentatorów jest „trochę zaprzeczaniem rzeczywistości”. Dlaczego? Bo od początku marca rentowność polskich dziesięcioletnich obligacji wzrosła o prawie 100 pkt baz., kompletnie ignorując decyzję RPP.

    Efekt? Zniknęła zwyczajowo wysoka premia dla inwestorów indywidualnych. Trzyletnie obligacje na rynku hurtowym oferują 4,8 proc. rentowności, podczas gdy oszczędnościowe trzylatki dają już tylko 4,4 proc. odsetek.

    Ten ruch, w połączeniu z niepewnością widoczną na rynkach kapitałowych, może spowodować, że inwestorzy detaliczni wstrzymają się z zakupami nowych, niżej oprocentowanych serii.

    Nowa rzeczywistość dla oszczędzających

    Miliardy złotych lokowane z myślą o spadającej inflacji i niższych stopach procentowych to już przeszłość. Zawirowania rynkowe, podsycane konfliktem na Bliskim Wschodzie, wywróciły dotychczasowe założenia do góry nogami.

    Coraz niższe oprocentowanie lokat i pogorszenie oferty obligacji skarbowych – tak wyglądał trend przed kryzysem. Najpopularniejsze były trzyletnie obligacje o stałym oprocentowaniu. Dziś sytuacja jest diametralnie inna.

    W sukurs niezdecydowanym inwestorom przychodzi PKO Bank Hipoteczny, który zapowiedział na kwiecień drugą emisję detalicznych listów zastawnych o wartości do 1 mld zł. W komunikacie prezes banku, Wojciech Papierak, wspomniał mimochodem o odporności listów zastawnych na konflikty zbrojne czy kryzysy gospodarcze.

    Co dalej?

    Rynek wciąż może zawrócić bez konsekwencji. Ale właściwie dlaczego miałby to zrobić? Fundamentalne problemy – gigantyczne zadłużenie i rosnące koszty jego obsługi – nie znikną po uspokojeniu się sytuacji geopolitycznej.

    Dla polskiego inwestora detalicznego oznacza to konieczność rewizji strategii. Dotychczasowa „bezpieczna” przystań w obligacjach oszczędnościowych straciła na atrakcyjności. Czy listy zastawne lub inne instrumenty staną się nowym kierunkiem? Czas pokaże. Jedno jest pewne – era pewniaków w finansach właśnie dobiega końca.