Blog

  • GPW w ogniu: Dino pikuje, Trump gra z Iranem, a fiskus szykuje niespodzianki

    GPW w ogniu: Dino pikuje, Trump gra z Iranem, a fiskus szykuje niespodzianki

    Czy piątkowa sesja na GPW będzie spokojna? Zapomnijcie! Rynki szykują się na prawdziwy rollercoaster, a to za sprawą mieszanki polityki, rozczarowujących wyników i śmiałych planów podatkowych. Oto, co musisz wiedzieć przed dzwonkiem.

    Geopolityka na rynku ropy

    Prezydent USA Donald Trump przedłużył do 6 kwietnia wstrzymanie ataków na elektrownie w Iranie, tłumacząc to toczącymi się negocjacjami. Ale to nie wszystko! Podczas posiedzenia gabinetu ujawnił, że Iran w tym tygodniu zezwolił 10 tankowcom na przepłynięcie przez Cieśninę Ormuz jako „prezent” dla USA. Jak na tę wiadomość zareagowały rynki? Ropa Brent drożeje 0,4% do 102,27 USD za baryłkę.

    „Iran w tym tygodniu zezwolił 10 tankowcom na przepłynięcie przez Cieśninę Ormuz jako prezent dla USA” – ujawnił Donald Trump.

    Kontrakty na S&P 500 zwyżkują o 0,02%, a na DAX o 0,4%. To może być dopiero początek większych ruchów.

    Dino Polska: twarde lądowanie po wynikach

    Tu czeka nas prawdziwa burza. Inwestorzy mogą negatywnie zareagować na dalekie od oczekiwań wyniki Dino Polska. W IV kwartale 2025 roku spółka odnotowała spadek zysku netto o 13% r/r. W dół poszła również marża EBITDA, a sprzedaż w sklepach istniejących dłużej niż rok (LfL) wzrosła zaledwie o 3,7%.

    Reakcja inwestorów na GPW była natychmiastowa i ostra. Kurs akcji Dino spada dwucyfrowo. To wyraźny sygnał, że rynek nie przebacza rozczarowań.

    Polskie spółki: od zwyżek po wielkie inwestycje

    Nie wszędzie jest jednak źle. Inter Cars zwiększył sprzedaż i zyski w 2025 roku. Z kolei Toya zwiększyła zyski, choć sprzedaż w kanale e-commerce poszła w dół.

    Na rynku dzieje się naprawdę dużo. Poltreg sprzeda akcje w ABB po 15 zł, czyli z 25-procentowym dyskontem do ceny rynkowej. To okazja dla jednych, a dla innych sygnał do przemyśleń.

    Nowy prezes KGHM, Remigiusz Paszkiewicz, stawia na lepszy nadzór m.in. nad zakupami w grupie, a ponadto na obniżenie kosztów energii i inwestycje zagraniczne. Analityk przypomina, że globalni gracze już od kilku lat inwestują w nowe złoża.

    A co z mniejszymi graczami? HiProMine ma zgodę FDA na eksport do USA. Vigo Photonics zyskuje dostęp do rynku obronnego USA, jak poinformował prezes spółki. To ogromne szanse dla polskich firm technologicznych.

    Niestety, nie wszystkie spółki radzą sobie dobrze. Rafamet zakończył 2025 rok spadkiem przychodów i stratą netto w wysokości 35,7 mln zł.

    Fiskus szykuje zmiany. Uwaga przedsiębiorcy!

    Ministerstwo Finansów pracuje nad zmianami w podatkach, które mogą okazać się niekorzystne dla przedsiębiorców. Resort tłumaczy, że chce ukrócić „machlojki”.

    Na celowniku jest m.in. estoński CIT, planowane jest podniesienie do 15% podatku od niektórych przychodów z usług i najmu, ograniczenie ulgi IP Box oraz utrudnienie unikania podatku od aut poleasingowych. To tylko niektóre z pomysłów, które mogą uderzyć po kieszeniach.

    Inne gorące tematy na rynku

    W świecie wielkich transakcji wrze. Trans Polonia odpowiada na dementi Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) w sprawie finansowania gigantycznej akwizycji wartej około 2 mld zł. Dariusz Cegielski, prezes Trans Polonii zapewnia, że fundusz jest i będzie brany pod uwagę w finansowaniu wielu akwizycji, ale zastrzega, że żadne decyzje nie zapadły. Informuje też, że są liczni chętni do wyłożenia pieniędzy.

    Polska grupa dystrybucyjna Specjał reanimuje markę Spar. Firma wyda w tym roku 100 mln zł na logistykę, sklepy oraz IT. Stawia na nogi przejętą sieć i przygotowuje się do kolejnych akwizycji.

    Na rynku nieruchomości komercyjnych też się dzieje. Firmy walczą o biura w centrum, a luka podażowa stała się faktem. Rekordowy popyt zderzył się z historycznie niską podażą nowych obiektów. Najemcy coraz częściej muszą planować relokacje z dużym wyprzedzeniem i liczyć się z wyższymi kosztami.

    A na koniec ciekawostka z branży gastronomicznej. Sweet Gallery, największa sieć kebabów w Polsce, zmienia strategię. Operator sieci mobilnej gastronomii, m.in. pod szyldami Bafra Kebab i Lodolandia, ma już ponad 1,1 tys. foodtracków, a w tym roku otworzy 200. Coraz mocniej stawia na własne punkty – za pięć lat mają stanowić 80% sieci. W planie ma miliardowe przychody, a w tle – kłopoty reputacyjne we franczyzie.

    Jak widać, piątek 27 marca 2026 roku zapowiada się wyjątkowo gorąco. Od geopolityki po podatki i wyniki spółek – inwestorzy muszą być gotowi na wszystko. Bacznie obserwujcie notowania!

  • Medinice S.A. z zielonym światłem GPW. Nowe akcje trafią na rynek już 7 kwietnia!

    Medinice S.A. z zielonym światłem GPW. Nowe akcje trafią na rynek już 7 kwietnia!

    Czy warszawska spółka Medinice właśnie dostała potężny zastrzyk płynności? Wszystko wskazuje na to, że tak! Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie podjął właśnie kluczową decyzję.

    Decyzja zapadła: nowe akcje na Głównym Rynku

    Zarząd GPW przyjął uchwałę nr 479/2026, która otwiera drogę dla nowych papierów wartościowych Medinice S.A. na główny parkiet. Mowa o akcjach zwykłych na okaziciela trzech serii: N, L2 oraz L3.

    To nie jest tylko formalność. Decyzja oznacza dopuszczenie do obrotu konkretnej, dużej puli akcji. Łącznie na rynek trafi:

    • 1 304 348 akcji serii N,
    • 110 000 akcji serii L2,
    • 176 643 akcji serii L3.

    Każda z tych akcji ma wartość nominalną 0,10 zł. To konkretne liczby, które już za chwilę zaczną kształtować notowania spółki.

    Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. postanowił wprowadzić z dniem 7 kwietnia 2026 r. do obrotu giełdowego na rynku podstawowym ww. akcje.

    Data startu: 7 kwietnia 2026

    Oto najważniejsza informacja dla inwestorów. Wszystkie te akcje oficjalnie zaczną być przedmiotem obrotu giełdowego już 7 kwietnia 2026 roku. To data, którą warto zaznaczyć w kalendarzu.

    Ale jest jeden, kluczowy warunek. Wprowadzenie akcji do obrotu jest uzależnione od działania Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. I tu pojawia się druga, równie ważna wiadomość dnia.

    KDPW dopełnia formalności

    Nie ma obaw – warunek zostanie spełniony. Tego samego dnia, 30 marca, Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych S.A. opublikował swoje oświadczenie nr 329/2026.

    W dokumencie tym KDPW informuje, że 7 kwietnia 2026 roku dokona asymilacji (czyli połączenia) nowych akcji z już istniejącymi, notowanymi akcjami spółki.

    Nowe papiery, oznaczone kodem ISIN PLMDNCE00099, zostaną zintegrowane z akcjami będącymi już w obrocie, które posiadają kod PLMDNCE00016. To finalny, techniczny krok, który umożliwi płynne handlowanie całą pulą.

    Co to oznacza dla spółki?

    Ta decyzja to wyraźny sygnał ze strony GPW. Dopuszczenie takiej liczby akcji do obrotu na Głównym Rynku zwiększa płynność papierów Medinice i poszerza grono potencjalnych inwestorów.

    Wszystkie komunikaty zostały podpisane przez Sanjeeva Choudhary’ego, Prezesa Zarządu Medinice S.A., co nadaje im oficjalny, wiążący charakter.

    Podsumowując: zielone światło od GPW i KDPW jest już faktem. 7 kwietnia 2026 roku nowe akcje Medinice S.A. oficjalnie zadebiutują na warszawskim parkiecie. Czekamy na otwarcie notowań!

    Informacje na podstawie oficjalnych raportów bieżących spółki opublikowanych na portalu Parkiet.com.

  • Trans Polonia w gorącej wodzie: 2 mld zł akwizycji, dementi PFR i wykupienie na giełdzie

    Trans Polonia w gorącej wodzie: 2 mld zł akwizycji, dementi PFR i wykupienie na giełdzie

    Czy giełdowy rajd Trans Polonii to tylko przedakwizycyjna gorączka? Spółka transportowo-logistyczna planuje przejęcie za około 2 miliardy złotych, ale jej komunikaty wywołały prawdziwe trzęsienie ziemi w finansowych mediach.

    PFR mówi: stop, to nieprawda

    Wszystko zaczęło się od raportu bieżącego Trans Polonii. Spółka poinformowała, że przeprowadziła wstępne rozmowy z instytucjami finansowymi, w tym z Polskim Funduszem Rozwoju (PFR), na temat finansowania gigantycznej akwizycji. Co więcej, stwierdziła, że „przeprowadzone rozmowy potwierdziły wykonalność koncepcji finansowania spółki”. Na ten zapis ostro zareagował sam PFR.

    „Zaprzeczamy, aby PFR w jakikolwiek sposób potwierdzał spółce w trakcie rozmów wykonalność koncepcji finansowania spółki” – napisał fundusz w mejlu do „Pulsu Biznesu”.

    Fundusz nie zaprzeczył prowadzenia rozmów, ale jednoznacznie zdementował potwierdzenie finansowania. To był pierwszy sygnał, że sprawa nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać.

    Prezes Trans Polonii zabiera głos

    Po dementi PFR, głos w sprawie postanowił zabrać prezes Trans Polonii, Dariusz Cegielski. Jego wyjaśnienia były szeroko komentowane.

    Zapewnił, że spółka co roku odnotowuje wzrost organiczny, ale aktywnie szuka też okazji do skokowego rozwoju przez przejęcia.

    „PFR był, jest i będzie poważnie brany pod uwagę jako podmiot zaangażowany w finansowanie. Natomiast ani PFR, ani spółka nie podjęły na tym etapie żadnych decyzji” – podkreślił Cegielski.

    Prezes zaznaczył również, że Trans Polonia precyzyjnie analizuje potencjalne akwizycje, oceniając ich wartość, korzyści i ryzyko. Jego zdaniem, takie podejście skutkuje tym, że „grupa nie ma zazwyczaj kłopotu z chętnymi do finansowania”.

    Giełdowa euforia i techniczne ostrzeżenie

    A tymczasem na parkiecie trwa prawdziwe szaleństwo! Od 18 lutego akcje Trans Polonii rosną jak na drożdżach. Rajd zaczął się od poziomu 3,75 zł, a w minionym tygodniu kurs sięgał nawet 16,95 zł.

    Według analityków z „Parkietu”, popytowa euforia ma swoją cenę. Oscylator RSI dla spółki osiągnął poziom 88,5 pkt, co jest najwyższą wartością wśród spółek z szerokiego WIG-u. W tym kontekście rośnie ryzyko realizacji zysków przez inwestorów.

    O co właściwie chodzi w tej akwizycji?

    Trans Polonia, notowana na GPW grupa zajmująca się transportem towarów (głównie petrochemicznych), złożyła wstępną ofertę przejęcia nieujawnionej grupy kapitałowej z branży transportowej.

    Wartość celu szacowana jest na około 2 mld zł, co stanowi około pięć razy więcej niż wycena samej Trans Polonii. Spółka podkreśla, że podana wartość może ulec zmianie po due diligence i negocjacjach. Co ważne, według informacji z „Parkietu”, ewentualna transakcja nie będzie finansowana nową emisją akcji.

    Dariusz Cegielski wcześniej zapowiadał, że chce kupować firmy transportowo-logistyczne, aby wzmocnić pozycję grupy w Europie, zwłaszcza w rejonie portów ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia).

    Co dalej?

    Sprawa jest rozwojowa i pełna znaków zapytania. Z jednej strony mamy ambitne plany akwizycyjne i giełdowy szał, z drugiej – oficjalne dementi kluczowego potencjalnego finansującego. Trans Polonia zapewnia, że ma alternatywne źródła finansowania i że żadne ostateczne decyzje nie zapadły.

    Inwestorzy powinni uważnie śledzić kolejne komunikaty. Najbliższe techniczne wsparcie dla kursu akcji wskazywane jest na poziomie czwartkowego dołka, czyli 12,4 zł. Czy giełdowy zachwyt przetrwa konfrontację z twardymi faktami finansowania? Czas pokaże.

  • Koniec taniej fotowoltaiki? Od 1 kwietnia czeka nas finansowy wstrząs

    Koniec taniej fotowoltaiki? Od 1 kwietnia czeka nas finansowy wstrząs

    Czy era rekordowo tanich paneli słonecznych właśnie dobiega końca? Wszystko wskazuje na to, że tak, a 1 kwietnia 2026 roku może okazać się datą przełomową dla całego rynku OZE. Za podwyżkami stoją decyzje polityczne, zmiany w globalnej produkcji i rosnące ceny surowców.

    To już koniec taniej ery?

    Fotowoltaika właśnie kończy swój „tani” etap. Ceny już zaczęły rosnąć, ale to dopiero początek większego trendu. Jak alarmuje Portal Samorządowy, za podwyżkami stoją decyzje polityczne, zmiany w globalnej produkcji i rosnące ceny surowców.

    Jeszcze niedawno sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Po wyraźnych spadkach w latach 2023–2024, od początku 2025 roku ceny paneli i falowników zaczęły iść w górę. Ten kierunek utrzymał się także na początku 2026 roku i nic nie wskazuje na to, by rynek miał wrócić do rekordowo niskich poziomów.

    Efekt domina startuje w Chinach

    Przełomowy może się okazać pierwszy dzień kwietnia 2026 roku. To właśnie wtedy Chiny – kluczowy dostawca paneli fotowoltaicznych – zniosą ulgi podatkowe na eksport modułów. W połączeniu z drożejącymi surowcami oznacza to jedno: instalacje OZE będą kosztować więcej.

    Zniesienie ulg to nie jest kosmetyczna zmiana. Ogromna część modułów, akumulatorów i komponentów instalacji odnawialnych źródeł energii pochodzi właśnie z Chin.

    – Samo zniesienie subsydiów eksportowych podniesie cenę modułu o ok. 10 proc. – ocenia na łamach Komputer Świat Jannik Schall z niemieckiej firmy z branży energetycznej 1KOMMA5°.

    A to dopiero pierwszy ruch w całym łańcuchu. Droższe moduły oznaczają wyższe koszty dla dystrybutorów, instalatorów i w końcu – dla klientów. Mechanizm jest prosty: podwyżka na jednym etapie szybko rozlewa się na cały rynek.

    Surowce dokładają swoje

    Do tego dochodzi drugi, równie ważny czynnik: surowce. Te od miesięcy systematycznie drożeją. Najlepszym przykładem jest krzem polikrystaliczny, czyli podstawowy materiał do produkcji ogniw słonecznych.

    Jeszcze latem 2025 roku kilogram kosztował około czterech euro. Dziś to już ponad pięć euro, a w połowie marca ceny sięgały od około 5,70 do 6,30 euro za kilogram.

    Równolegle rosną ceny innych elementów: płytek fotowoltaicznych, ogniw, szkła czy srebra. Każdy z tych składników dokłada swoją cegiełkę do końcowej ceny instalacji.

    Podwyżki są nieuniknione

    Trudno dziś precyzyjnie wskazać, kiedy i jak mocno odczują to klienci. Jedno jednak nie budzi wątpliwości: taniej już było. Obserwatorzy rynku są zgodni.

    Ceny fotowoltaiki będą rosły, a decyzja o inwestycji raczej nie stanie się w najbliższym czasie łatwiejsza. To nie spekulacja, a twarde dane z rynku surowców i decyzje największego światowego producenta. Jeśli myślałeś o panelach – czas zacząć działać.

  • Wakacje 2026 pod znakiem zapytania. Ceny paliwa wystrzeliły, a bilety już drożeją

    Wakacje 2026 pod znakiem zapytania. Ceny paliwa wystrzeliły, a bilety już drożeją

    Planujesz urlop za granicą? Lepiej przygotuj się na znacznie większy wydatek niż jeszcze kilka tygodni temu. Linie lotnicze już teraz podnoszą ceny biletów, a wszystko wskazuje, że to dopiero przedsmak tego, co nas czeka w sezonie letnim.

    Paliwo lotnicze na cenzurowanym

    Głównym winowajcą jest gwałtowny wzrost kosztów paliwa lotniczego. W ciągu zaledwie miesiąca jego cena poszybowała w górę o około 83 proc., jak podają dane IATA. To jednak nie wszystko – od początku roku notowania paliwa lotniczego wzrosły o aż 122 proc., przekraczając barierę 1700 dolarów za tonę. Eksperci wskazują, że ceny utrzymują się na poziomie ponad 1000 dolarów za tonę, co stanowi ogromne obciążenie dla przewoźników.

    „Przewoźnicy mierzą się dziś z bezprecedensowym wzrostem cen paliwa, który istotnie podnosi koszty operacyjne” – przyznaje Krzysztof Moczulski, rzecznik polskiego LOT-u, w rozmowie z „Rynkiem Lotniczym”.

    Bezpośrednią przyczyną są napięcia na Bliskim Wschodzie, zakłócenia w dostawach ropy oraz zamknięcie Cieśniny Ormuz dla międzynarodowego ruchu morskiego, które wywołało kolejne zatory transportowe.

    Bilety już drożeją, ale to dopiero początek

    Wyższe koszty błyskawicznie przekładają się na ceny dla pasażerów. Najbardziej widać to w Stanach Zjednoczonych i Azji, gdzie w drugiej połowie marca ceny biletów wzrosły od 15 do nawet 124 proc. w zaledwie kilkanaście dni. Szczególnie mocno podrożały loty długodystansowe, w tym połączenia transatlantyckie.

    A co z Europą? Na razie odczuwamy skutki w mniejszym stopniu, ale sytuacja może się szybko zmienić. Eksperci prognozują, że podwyżki biletów na sezon letni nie powinny przekroczyć 10-30 proc. – ale tylko pod warunkiem, że obecne, wysokie ceny paliw się utrzymają.

    „Natomiast prawdziwy dramat może nastąpić w przyszłym roku, gdy firmy będą miały niewielkie zabezpieczenia” – ocenia Dawid Czopek, ekspert rynku paliwowego, zarządzający Polaris-FIZ.

    Hedging – tarcza, która może nie wytrzymać

    Dlaczego Europa nie odczuła jeszcze pełnej skali podwyżek? Kluczem jest hedging, czyli finansowe zabezpieczenie cen paliwa. Część przewoźników zakontraktowała paliwo z wyprzedzeniem po niższych cenach, co chwilowo ogranicza skalę podwyżek.

    Za najbardziej zabezpieczoną linię lotniczą uchodzi Ryanair, który ma zabezpieczone 80 proc. kosztów paliwa na fiskalny rok 2027 (od kwietnia 2026 do marca 2027). Podobne działania podejmuje polski LOT, który przyznaje, że obecnie skutki podwyżek są ograniczone, ale w dłuższym okresie mogą wpłynąć na ceny dla pasażerów.

    Ale jest haczyk. Nawet przy 80% zabezpieczeniu, Ryanair nadal jest narażony na zmianę pozostałych 20% kosztów. Eksperci wyliczają, że jeśli cena paliwa wzrośnie o 60-70%, przekłada się to na wzrost kosztów przewoźnika o 12-15%.

    Nie tylko ceny. Czy zabraknie połączeń?

    Tu dochodzimy do kolejnego, niepokojącego scenariusza. Wysokie koszty operacyjne mogą zmusić linie lotnicze nie tylko do podnoszenia cen, ale także do redukcji siatki połączeń.

    „Jeśli obecne trendy kosztowe będą się utrzymywać, nieuniknione będzie dostosowanie siatki połączeń do tych realiów” – nie pozostawia złudzeń rzecznik LOT-u.

    Niektóre głosy w branży są jeszcze bardziej alarmujące. James Noel-Beswick, szef działu surowców w firmie analitycznej Sparta Commodities, w rozmowie z BBC stwierdził, że „od ewentualnych odwołań lotów z powodu braku paliwa dzielą nas tygodnie, a nie miesiące”. Linia EasyJet już teraz zaleca klientom wcześniejsze planowanie podróży.

    Gdzie szukać ratunku? Popularne kierunki też drożeją

    Na koszty wakacji wpływa też rosnący popyt. W obliczu napiętej sytuacji geopolitycznej turyści częściej wybierają kierunki w Europie – przede wszystkim Włochy, Hiszpanię i Grecję. Większe zainteresowanie tymi trasami dodatkowo podbija ceny.

    Czy jest jakaś dobra wiadomość? Na wielu trasach działa silna konkurencja między tanimi liniami, takimi jak Ryanair i Wizz Air. Tam, gdzie przewoźnicy oferują podobne kierunki, ceny mogą być bardziej stabilne.

    Eksperci z biur podróży, jak Marzena Buczkowska-German z Wakacje.pl, radzą jednak, by nie zwlekać z rezerwowaniem wyjazdu. Mechanizmy rynkowe działają z opóźnieniem, ale lepiej zabezpieczyć się wcześniej.

    Podsumowując, sezon wakacyjny 2026 stoi pod wielkim znakiem zapytania. Ceny już rosną, a perspektywy poprawy sytuacji na rynku paliw są znikome. Jeśli planujesz lot, czas na decyzję jest teraz.

  • Belka kontra Glapiński: Spór o miliardy na zbrojenia i przyszłość europejskiego SAFE

    Belka kontra Glapiński: Spór o miliardy na zbrojenia i przyszłość europejskiego SAFE

    Czy Polska powinna finansować zbrojenia, wykorzystując ukryte zyski z rezerw złota NBP, czy może lepiej postawić na współpracę z Europą? Były prezes banku centralnego nie pozostawia złudzeń – pomysł Adama Glapińskiego to, jego zdaniem, droga donikąd.

    Kontrowersyjny pomysł na ponad 190 mld zł

    Prezes NBP Adam Glapiński zaproponował, by sfinansować polskie zbrojenia, wykorzystując niezrealizowane zyski z wyceny złota w rezerwach banku centralnego. Chodzi o przeprowadzenie operacji rynkowych, które – według tej koncepcji – wygenerowałyby ponad 190 miliardów złotych bez uszczuplania samych rezerw walutowych. Brzmi jak finansowy majstersztyk? Nie dla wszystkich.

    Marek Belka nie przebiera w słowach

    Były premier i były prezes NBP, Marek Belka, krytycznie ocenił ten pomysł w rozmowie z PAP. Jego zdaniem, cała propozycja służy wyłącznie jednemu celowi.

    „To nie jest dobry pomysł, bo on służy tylko temu, aby zablokować europejski program SAFE, czyli po prostu zablokować wysiłek zbrojeniowy Unii Europejskiej, czyli także nasz” – stwierdził Belka.

    Dlaczego? Bo europejski SAFE zakłada pierwszeństwo w zakupach uzbrojenia wyprodukowanego w UE. Belka zwraca też uwagę na ryzyko: „Przede wszystkim te zyski, od czasu kiedyśmy to zaczęli rozważać, chyba prawie w połowie zniknęły…” – zauważył, wskazując na niepewność co do przyszłych cen złota.

    Alternatywa: Rezerwy walutowe za zgodą EBC

    Ale Belka nie tylko krytykuje. Proponuje własne, jego zdaniem lepsze, rozwiązanie. Zamiast bawić się w operacje na złocie, sugeruje wykorzystanie części rezerw walutowych NBP na zakup uzbrojenia. I tu pojawia się kluczowy warunek.

    „Do tego trzeba byłoby przede wszystkim nieoficjalnie – absolutnie nieoficjalnie – pogadać z EBC” – mówi były prezes.

    Dlaczego? Bo, jak wyjaśnia, w prawie unijnym istnieje przepis, który pozwala krajom będącym w Europejskim Systemie Banków Centralnych, ale nieprzyjmującym euro, na przeznaczenie rezerw na inne cele niż obrona stabilności waluty. Warunkiem jest pozwolenie – a właściwie brak sprzeciwu – ze strony Europejskiego Banku Centralnego. Według Belki, takie rozwiązanie byłoby bardziej przejrzyste i lepiej wpisywałoby się w europejską współpracę bezpieczeństwa.

    W tle polityczna rozgrywka i projekt PSL

    Spór o finansowanie zbrojeń ma też swój czysto polityczny wymiar. Belka odniósł się do projektu ustawy SAFE 0 proc., ogłoszonego przez wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza i klub PSL. Projekt ten łączy wykorzystanie środków zarówno z europejskiego SAFE, jak i z NBP.

    „No jasne, jako minister wojny, że tak powiem, też brałbym pieniądze skąd tylko się da” – skomentował Belka propozycję PSL.

    Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że oczekuje procedowania projektu na pierwszym posiedzeniu Sejmu po świętach. To reakcja na wcześniejszy projekt prezydencki, który spotkał się z krytyką koalicji rządzącej i – jak ogłosił marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty – na razie nie będzie procedowany.

    Co dalej z miliardami na obronność?

    Debata wciąż trwa, a stawka jest ogromna. Z jednej strony mamy propozycję wygenerowania gigantycznych środków z operacji na rezerwach złota. Z drugiej – ostrzeżenie, że może to zaszkodzić solidarności zbrojeniowej z Europą i alternatywną ścieżkę przez rezerwy walutowe. Decyzja, którą drogą pójdzie Polska, zaważy nie tylko na stanie finansów, ale i na naszej pozycji w unijnych strukturach bezpieczeństwa. A czasu na rozstrzygnięcie jest coraz mniej.

  • Forex 2025: Straty czterokrotnie większe od zysków. KNF ostrzega przed pułapką

    Forex 2025: Straty czterokrotnie większe od zysków. KNF ostrzega przed pułapką

    Czy reklamy obiecujące szybki zysk na rynku walutowym to pułapka? Najnowsze dane Komisji Nadzoru Finansowego nie pozostawiają złudzeń – większość inwestorów kończy rok na minusie, a łączna wartość strat jest zatrważająca.

    72% graczy na minusie

    Regularnie stratę na rynku forex ponosi ok. 70-80 proc. aktywnych klientów. W 2025 roku odsetek ten wyniósł 72,2 proc., co oznacza niewielki wzrost w porównaniu z 70,6 proc. w roku poprzednim. Ale to nie koniec historii.

    Tu pojawia się ciekawy paradoks. Średnia strata tych, którzy przegrali, spadła z 6,5 tys. zł do 5,2 tys. zł. Natomiast ci, którym się udało, zarobili średnio więcej – ich zysk wzrósł z 6,5 tys. zł do 7,2 tys. zł.

    Detaliści rządzą i… tracą

    Kto właściwie gra na forexie? W 2025 roku zdecydowaną większość stanowili klienci detaliczni. Stanowili oni 99,9 proc. aktywnych klientów i mieli 94-procentowy udział w wartości nominalnej zawartych transakcji. To właśnie ich portfele najbardziej odczuły skutki ryzykownej gry.

    „W 2025 r. łączna wartość zrealizowanych strat poniesionych przez klientów stanowiła prawie czterokrotność łącznej wartości zysków klientów” – punktuje KNF w swoim raporcie.

    Liczby, które robią wrażenie

    A teraz konkrety, które mrożą krew w żyłach. W ubiegłym roku straty wykazało prawie 267 tys. osób. Łączna suma stratnych transakcji na foreksie w 2025 roku osiągnęła astronomiczny poziom 2 mld 680 mln 482 tys. 791 zł.

    To właśnie te dane skłoniły KNF do wydania stanowczego ostrzeżenia. Urzędnicy komisji nie mają wątpliwości:

    „Instrumenty pochodne rynku OTC cechują się wysokim poziomem ryzyka i powinny być nabywane wyłącznie przez inwestorów dysponujących odpowiednią wiedzą i doświadczeniem oraz akceptujących ryzyko utraty całości zainwestowanych przez nich środków”.

    Pułapka agresywnego marketingu

    Dlaczego tak wiele osób decyduje się na tę ryzykowną grę? Internet jest zasypany natrętnymi reklamami, które wmawiają, że możliwe jest zarabianie dużych pieniędzy bez większego kapitału i wysiłku. Często zachęcają do założenia konta na platformie inwestycyjnej oferującej właśnie te bardzo ryzykowne produkty.

    Przeznaczone są one głównie dla bardzo doświadczonych spekulantów, ale praktyka pokazuje, że często w marketingowe sidła wpadają osoby zupełnie zielone w tej tematyce. Efekt? Straty czterokrotnie przewyższające zyski.

    Metodologia ma znaczenie

    Warto dodać, na czym opierają się te szokujące dane. Badania KNF bazują na metodologii opartej na zrealizowanym wyniku per saldo klienta na koniec roku kalendarzowego. Jest to efekt transakcji zrealizowanych w danym roku na platformach transakcyjnych umożliwiających inwestowanie w pozagiełdowe instrumenty pochodne.

    Podsumowując, rynek forex w Polsce to wciąż arena, gdzie grają głównie klienci detaliczni, a statystyki są bezlitosne. Pomimo spadku średniej straty i wzrostu średniego zysku, bilans całego rynku jest druzgocący. KNF nie pozostawia złudzeń – to gra dla wtajemniczonych, a nie dla początkujących szukających szybkiego wzbogacenia.

  • Trump celuje w naftową twierdzę Iranu. Czy wyspa Chark stanie się nowym celem?

    Trump celuje w naftową twierdzę Iranu. Czy wyspa Chark stanie się nowym celem?

    Czy Donald Trump jest gotowy na ryzykowny desant, by przejąć gospodarcze serce Iranu? Prezydent USA otwarcie rozważa atak na wyspę Chark – kluczowy terminal, przez który przepływa 90% irańskiego eksportu ropy. To nie są puste groźby, a realna opcja militarna, która może zachwiać globalnymi rynkami.

    Gospodarcze serce pod ostrzałem

    Położona zaledwie 30 km od irańskiego wybrzeża wyspa Chark to prawdziwa żyła złota dla Teheranu. Zlokalizowany tu największy irański terminal naftowy ma przepustowość 7 mln baryłek dziennie. To właśnie stąd dziewięć na dziesięć baryłek trafia głównie do Chin – od początku 2026 roku ropa z Iranu stanowiła 11,5% chińskiego importu morskiego.

    „Szczerze mówiąc, najbardziej podoba mi się pomysł przejęcia ropy w Iranie” – przyznał Trump w wywiadzie dla „Financial Times”, porównując potencjalną operację do amerykańskiej interwencji w Wenezueli.

    Ale tu pojawia się kluczowe pytanie: czy przejęcie wyspy rzeczywiście da USA kontrolę nad irańską ropą? Eksperci studzą entuzjazm.

    „Zajęcie wyspy Chark niewiele zmienia z punktu widzenia amerykańskiego wpływu na rynek ropy. To terminal eksportowy, do niego potrzebne są dostawy ropy. Przecież nie będą prosić Teheranu o dalsze dostawy” – stwierdza Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych, w rozmowie z money.pl.

    Iran nie pozostaje bierny

    Teheran doskonale zdaje sobie sprawę ze strategicznego znaczenia Charku. Według informacji CNN, powołujących się na amerykański wywiad, Iran w ostatnich tygodniach przesuwał personel wojskowy i fortyfikował wyspę w przygotowaniach do ewentualnego ataku.

    Co konkretnie zrobili? Przerzucili dodatkowe przenośne zestawy pocisków przeciwlotniczych, rozmieścili miny przeciwpiechotne i przeciwpancerne wokół wyspy, w tym na linii brzegowej – idealnym miejscu do potencjalnego desantu amerykańskich wojsk.

    Militarna układanka

    Z czysto militarnego punktu widzenia Chark wydaje się celem „uchwytnym”. Były dowódca Centralnego Dowództwa USA, Joseph Votel, uważa, że samą wyspę dałoby się zająć stosunkowo szybko, być może nawet siłami rzędu 800–1000 żołnierzy. Prawdziwym wyzwaniem byłoby jednak utrzymanie pozycji.

    „Z militarnego punktu widzenia wkroczenie na tę wyspę wojsk amerykańskich wiązałoby się ze zwiększeniem liczby ofiar po stronie USA. Nie wiem, czy są na to gotowi” – ocenia Andrzej Sikora.

    Analitycy z Fundacji Obrony Demokracji ostrzegają, że żołnierze USA byliby narażeni na ataki rakietowe i ataki dronów, w tym potencjalnie małych, ale śmiercionośnych dronów. Emerytowany admirał James Stavridis dodaje, że Irańczycy zrobią wszystko, co w ich mocy, aby zadać jak największe straty siłom amerykańskim.

    Czy Iran ma plan B?

    Gdyby Chark został wyłączony, Iran nie utraciłby całego eksportu ropy, choć z pewnością straciłby jego główną arterię. Według raportu EIA kraj posiada jeszcze dwa zapasowe terminale w Zatoce Perskiej: Lavan i Sirri, które przejęły eksport podczas iracko-irańskiej wojny lat 80.

    Są też mniejsze terminale Cyrus i Bahregansar oraz terminal Assaluyeh nad Morzem Kaspijskim. Alternatywą jest Jask znajdujący się nad Zatoką Omańską, już poza Cieśniną Ormuz. Problem w tym, że według danych EIA z 2024 roku rurociąg Goreh–Jask ma efektywną przepustowość tylko około 300 tys. baryłek dziennie – dużo mniej niż projektowe 1 mln b/d.

    Pentagon kalkuluje straty

    W sobotę „Washington Post” podał, że USA planują możliwe operacje lądowe, które mogą potrwać kilka tygodni, choć decyzja w tej sprawie nie zapadła. Do regionu już przybyło około 3500 żołnierzy, a rozkaz do wsparcia działań wojennych otrzymały tysiące żołnierzy z 82. Dywizji Powietrznodesantowej.

    Trump pozostaje jednak lekceważący wobec irańskich zdolności obronnych: „Nie sądzę, żeby mieli jakąkolwiek obronę. Moglibyśmy ją bardzo łatwo zdobyć”.

    Jednak eksperci ostrzegają: „Zajęcie i okupacja wyspy Chark z większym prawdopodobieństwem doprowadziłyby do rozszerzenia i wydłużenia wojny, niż przyniosłyby jakiekolwiek decydujące zwycięstwo USA”.

    Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła. Jak sam Trump przyznaje: „Może zajmiemy wyspę Chark, a może nie. Mamy wiele opcji. To oznaczałoby również, że musielibyśmy tam zostać przez jakiś czas”.

    Amerykańskie dowództwo musi teraz dokładnie przekalkulować bilans zysków i potencjalnych strat wynikających z ewentualnego przejęcia tej „naftowej twierdzy” Iranu. A świat z zapartym tchem obserwuje, czy groźby przerodzą się w działania.

  • Nowe święto w kalendarzu: 12 kwietnia Dniem Inwalidy Wojennego. Czy to oznacza wolne?

    Nowe święto w kalendarzu: 12 kwietnia Dniem Inwalidy Wojennego. Czy to oznacza wolne?

    Czy w kalendarzu świąt państwowych pojawi się nowa, ważna data? Odpowiedź brzmi: tak. I to już od przyszłego roku. Ale czy będzie to kolejny dzień wolny od pracy? Spieszymy z wyjaśnieniem!

    Nowe święto państwowe od 2026 roku

    Prezydent podpisał ustawę, która ustanawia 12 kwietnia Dniem Inwalidy Wojennego. Nowe święto ma służyć upamiętnieniu osób, które w wyniku działań wojennych doznały trwałego uszczerbku na zdrowiu. Jak podkreślono w uzasadnieniu, chodzi o wyrażenie szacunku dla ich odwagi oraz uznanie ich wkładu w walkę o wolność i bezpieczeństwo Polski.

    Data nie jest przypadkowa. Odnosi się do wydarzeń z kwietnia 1919 roku, kiedy odbył się pierwszy Zjazd Zjednoczeniowy Związku Inwalidów Wojennych RP. Spotkanie to miało kluczowe znaczenie organizacyjne i symboliczne, integrując osoby poszkodowane w działaniach zbrojnych.

    W preambule ustawy czytamy: „W uznaniu zasług i poświęcenia osób, które w wyniku działań wojennych doznały trwałego uszczerbku na zdrowiu, wyrażając szacunek dla ich cierpienia, odwagi i poświęcenia na rzecz Ojczyzny”.

    Ale czy to dzień wolny od pracy?

    Tu pojawia się kluczowe pytanie. Otóż nowe święto państwowe nie oznacza dodatkowego dnia wolnego od pracy. Ustawodawca jasno wskazał, że jego wprowadzenie nie zwiększa liczby dni ustawowo wolnych. W praktyce 12 kwietnia 2026 roku pozostanie normalnym dniem roboczym.

    Święto ma charakter symboliczny i historyczny. Jego celem jest przede wszystkim nadanie formalnej rangi obchodom, które dotychczas miały charakter lokalny i środowiskowy.

    Kim jest inwalida wojenny?

    Zgodnie z polskim prawem, inwalida wojenny to osoba, której niezdolność do pracy powstała w wyniku działań wojennych. Definicja ta, zawarta w ustawie z 29 maja 1974 r., obejmuje nie tylko żołnierzy i partyzantów, ale także cywilne ofiary represji, robotników przymusowych czy osoby, które doznały uszczerbku na zdrowiu w wyniku niewoli.

    Nowe święto ma być wyrazem szacunku dla wszystkich, którzy odczuli tragiczne skutki konfliktów zbrojnych i ich bliskich.

    A co z prawdziwymi dniami wolnymi w 2026?

    Oto dobra wiadomość! Choć nowe święto nie daje wolnego, kalendarz na 2026 rok przynosi inne korzyści. W tym roku aż dwa święta wypadają w sobotę, co oznacza dodatkowy dzień wolny dla pracowników.

    Dotyczy to:

    • 15 sierpnia 2026 – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny (Święto Wojska Polskiego),
    • 26 grudnia 2026 – drugi dzień Bożego Narodzenia.

    Za te dni pracodawca musi zapewnić wolne w innym terminie. W administracji rządowej terminy są już ustalone na 14 sierpnia (piątek) i 28 grudnia (poniedziałek), co stworzy dwa długie weekendy.

    Ale uwaga! Dzień wolny za święto w sobotę przysługuje tylko pracownikom zatrudnionym na umowę o pracę. Nie dotyczy to osób na umowach cywilnoprawnych i samozatrudnionych.

    Podsumowując: nowe święto to ważny gest pamięci, ale nie dodatkowy urlop. Na prawdziwe dni wolne możemy jednak liczyć dzięki sobotnim świętom w sierpniu i grudniu przyszłego roku.

  • Inter Cars bije rekordy! Jak największy dystrybutor części w Polsce zanotował imponujący wzrost?

    Inter Cars bije rekordy! Jak największy dystrybutor części w Polsce zanotował imponujący wzrost?

    Czy polskie spółki mogą być bezpieczną przystanią dla kapitału w czasach zawirowań? Okazuje się, że tak, a doskonałym przykładem jest Inter Cars, którego akcje właśnie przebiły historyczny szczyt.

    Mocne liczby nie kłamią

    Największy w Polsce dystrybutor części zamiennych do aut przedstawił szacunkowe wyniki za 2025 rok i są one wyraźnie lepsze niż rok wcześniej. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży grupy wyniosły 21,2 mld zł, co oznacza wzrost o 9 proc. w porównaniu z 2024 rokiem. To jednak nie wszystko!

    EBITDA zwiększyła się o 12 proc. do 1,4 mld zł, a zysk netto urósł o 11 proc. do około 800 mln zł. Prawdziwą wisienką na torcie jest czwarty kwartał, w którym zysk netto wyniósł 220 mln zł i był o 30 proc. wyższy niż w tym samym okresie roku poprzedniego.

    „W ocenie zarządu spółki najbardziej istotnymi czynnikami, które wpłynęły na zysk netto w całym 2025 roku, były: presja na marże spowodowana umocnieniem waluty lokalnej wobec euro oraz presją rynkową występującą w niektórych krajach; wyższe koszty wynagrodzeń związane z koniecznością sprostania presji płacowej. Jednocześnie, zdaniem zarządu, istotnym czynnikiem, na który warto zwrócić uwagę, była wyższa dynamika sprzedaży Inter Cars na tle branży” – napisano w oficjalnym komunikacie.

    Notowania na fali wzrostowej

    Rynek natychmiast docenił te dane. Jak donosi Parkiet, akcje Inter Carsu po jesiennej korekcie wróciły do kontynuacji trendu wzrostowego, wyznaczając w marcu nowy szczyt na poziomie 683 zł.

    Analitycy podkreślają siłę modelu biznesowego firmy. Sylwia Jaśkiewicz, analityk Domu Maklerskiego BOŚ, wskazuje: „Inter Cars pokazał w zeszłym tygodniu wstępne wyniki za 2025 r. Zysk netto wyniósł 800 mln zł, o 11 proc. więcej rok do roku i nieco powyżej oczekiwań. Spółka rośnie powyżej dynamiki rynku w regionie mimo swojej już dużej skali, w czym pomaga głównie rozwój poza Polską”.

    Co kryje się za sukcesem?

    Kluczem jest efektywność operacyjna i innowacje. „W mojej opinii w dłuższym okresie najważniejsza będzie efektywność operacyjna. Inter Cars dużo inwestuje w robotyzację, a efekty tego powinniśmy móc zobaczyć w tym roku” – dodaje Jaśkiewicz.

    But wait, there’s more! Szacunkowy wskaźnik poziomu zadłużenia grupy na koniec roku (dług netto do EBITDA) wyniósł 2,22x, a zapasy zwiększyły się o 6,9 proc. do 5,33 mld zł, co świadczy o solidnym przygotowaniu do dalszej ekspansji.

    Co dalej?

    Pełny obraz sytuacji finansowej Inter Cars poznamy już niebawem. Publikacja szczegółowego raportu rocznego planowana jest na 28 kwietnia.

    Rynek najwyraźniej wierzy, że dzięki sprawdzonemu modelowi biznesowemu i przewagom konkurencyjnym, w bieżącym roku największy dystrybutor części w regionie będzie w stanie kontynuować ten imponujący trend. W końcu, kiedy fundamenty są tak mocne, wzrost staje się po prostu kwestią czasu.