Blog

  • Niemiecki szturm na paliwo. Polskie stacje przy granicy nie mieszczą klientów

    Niemiecki szturm na paliwo. Polskie stacje przy granicy nie mieszczą klientów

    Czy wiesz, że litr benzyny może kosztować nawet o 3 złote mniej po naszej stronie granicy? To właśnie ta różnica sprawia, że polskie stacje paliw wzdłuż zachodniej granicy przeżywają prawdziwe oblężenie. Niemieccy kierowcy masowo przekraczają Odrę, by zatankować taniej.

    Korki na dystrybutorach i ręczna regulacja ruchu

    W piątek przed południem na stacjach w Świnoujściu panował wzmożony ruch. Większość klientów to kierowcy samochodów z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi, głównie z obszaru Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Kolejki były tak długie, że samochody nie mieściły się na podjeździe i blokowały ulicę.

    „Kierowcy chcą zatankować, nie mieszczą się na podjeździe, stoją na ulicy… W związku z tym straż miejska reguluje ręcznie ruchem” – powiedział Wojciech Basałygo z Urzędu Miasta w Świnoujściu, w rozmowie z PAP.

    Największy ruch odnotowano na ul. Nowokarsiborskiej, gdzie w niewielkiej odległości znajdują się trzy stacje paliw. To także główna trasa wlotowa i wylotowa do tunelu pod Świną.

    Ceny, które kuszą zza Odry

    Oto, co skłania naszych zachodnich sąsiadów do podróży:

    • Na stacji CircleK Express w Lubieszynie benzyna 95 kosztowała 6,19 zł, a diesel 7,61 zł. Świadkowie relacjonowali, że przy dystrybutorach nie było ani jednego samochodu z polskimi tablicami.
    • Na stacjach BP ceny wynosiły maksymalnie 6,23 zł za benzynę i 7,65 zł za diesla.
    • Na stacjach Orlenu litr benzyny kosztował 6,21 zł, a oleju napędowego 7,59 zł.
    • Rekordowo niską cenę oferowała stacja „Faraon” w Mierzynie – zaledwie 6,15 zł za litr benzyny.

    Pracownicy stacji przyznają, że ruch z Niemiec wzrósł w ostatnich dniach nawet trzykrotnie. Niemieccy kierowcy nie tylko tankują swoje samochody, ale także napełniają 10-litrowe kanistry.

    Po drugiej stronie granicy: ceny biją po kieszeni

    Dla porównania, w niemieckim Pasewalku, oddalonym o ok. 30 km od granicy, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Litr oleju napędowego kosztuje tam ponad 2,40 euro, a benzyna 95-oktanowa (E-10) około 2,15 euro.

    Przeliczając na złotówki, kierowcy w Niemczech płacą za benzynę ponad 9,20 zł, a za diesla niemal 10,50 zł za litr. Różnica jest więc kolosalna. Sytuację pogarszają niemieckie regulacje, pozwalające na zmianę cen tylko raz dziennie. Automobilklub ADAC poinformował, że w środę ceny wzrosły średnio o 7 eurocentów, a w czwartek o kolejne 9 eurocentów.

    Czy zabraknie paliwa? Miasto i rząd reagują

    Władze Świnoujścia zapewniają, że paliwa nie zabraknie, nawet w świąteczny weekend. Zabezpieczając dostawy, Urząd Miasta wystąpił o zgodę na transport cystern z paliwem promem również w nocy między 4 a 6 kwietnia. To konieczne, ponieważ jedyna trasa łącząca części miasta prowadzi przez tunel pod Świną, do którego nie mogą wjeżdżać materiały niebezpieczne.

    Również rząd monitoruje sytuację. Minister energii Miłosz Motyka zapowiedział, że rząd będzie mógł wprowadzić limity tankowania dla kierowców z Niemiec, jeśli ich zakupy zagrożą ciągłości podaży.

    „Jednym z najbardziej funkcjonalnych jest wprowadzenie limitów tankowania dla obcokrajowców, na przykład do jednego, dwóch tankowań w określonym okresie” – przekonywał minister.

    Na razie jednak „turystyka paliwowa” kwitnie, a polskie stacje przy granicy są oblegane przez zachodnich sąsiadów, którzy po prostu szukają oszczędności.

  • Rekordowe rejestracje i boom na elektryki. Czy to już nowa era polskiej motoryzacji?

    Rekordowe rejestracje i boom na elektryki. Czy to już nowa era polskiej motoryzacji?

    Czy polski rynek motoryzacyjny właśnie przechodzi historyczną transformację? Dane z marca 2026 roku mówią same za siebie: ponad 71,1 tys. zarejestrowanych nowych aut to najlepszy wynik trzeciego miesiąca w historii pomiarów. Ale to nie wszystko. Równolegle obserwujemy prawdziwy boom na samochody elektryczne, napędzany nie tylko dopłatami, ale twardą kalkulacją ekonomiczną.

    Historyczny marzec na rynku nowych aut

    W marcu zarejestrowano w Polsce 63,9 tys. nowych aut osobowych, co stanowi wzrost o 19,6% w porównaniu z marcem 2025 roku. To efekt wyprzedaży rocznika, finalizacji transakcji i zamknięcia roku fiskalnego przez wielu producentów.

    „W minionym miesiącu zarejestrowaliśmy w kraju 63,9 tys. nowych aut osobowych. To najlepszy wynik trzeciego miesiąca w roku w historii prowadzenia pomiarów” — mówi Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Samar.

    Skumulowany wynik za pierwszy kwartał to blisko 169,8 tys. pojazdów, co oznacza wzrost rok do roku na poziomie 7,2%. Liderem rynku utrzymała się Toyota, która w I kwartale zarejestrowała blisko 25,6 tys. aut.

    Elektryki wracają do gry

    Tu dzieje się coś naprawdę ciekawego. Udział aut elektrycznych w rynku osobowym skoczył w marcu do 5,3%, z 3,9% w lutym. To może zwiastować odbicie tego segmentu po wcześniejszych spadkach związanych z zakończeniem programu dopłat „NaszAuto”.

    Ale prawdziwa rewolucja dzieje się w sferze zainteresowań. Według danych z portalu Otomoto, liczba zapytań o auta elektryczne wzrosła o 19% w porównaniu z lutym. A w ujęciu rok do roku zainteresowanie nimi jest obecnie wyższe o 12%.

    Kalkulacja, a nie dopłaty

    Kluczowa zmiana polega na motywacji. Zainteresowanie elektrykami przestało być stymulowane wyłącznie przez rządowe programy.

    „Obecna sytuacja na rynku motoryzacyjnym to moment przełomowy: zainteresowanie samochodami elektrycznymi przestało być stymulowane wyłącznie przez dopłaty rządowe, a zaczęło wynikać z twardej kalkulacji ekonomicznej” — mówi Adam Simon z OLX Group/OTOMOTO.

    Analiza pokazuje wyraźny trend: już w drugim tygodniu po pierwszych podwyżkach cen paliw, liczba konkretnych zapytań wysłanych do sprzedawców elektryków wzrosła o 26%, a w trzecim o kolejne 16%. Polacy przestają jedynie przeglądać oferty i zaczynają aktywnie szukać tańszej alternatywy.

    Europa jedzie na prąd

    Polska nie jest samotną wyspą w tym trendzie. Od połowy lutego popyt na samochody elektryczne we Francji, Rumunii i Portugalii wzrósł o 40 do nawet 54%, wykazując stałą dynamikę wzrostową z tygodnia na tydzień.

    „Obserwujemy wyraźną zmianę zachowań konsumenckich na naszych europejskich platformach motoryzacyjnych. Od końca lutego popyt na samochody elektryczne we Francji, Rumunii, Portugalii i Polsce wzrósł nawet o 54%” — mówi Christian Gisy, CEO OLX Group.

    Jednocześnie na każdym z tych rynków odnotowano odwrót od diesli — liczba zapytań o te auta spadła od 2 do nawet 15%.

    Perspektywy na resztę roku

    Prognozy Instytutu Samar są optymistyczne. Przewidują rejestrację w całym 2026 roku około 625 tys. samochodów osobowych oraz 74 tys. aut dostawczych. To oznacza kontynuację stabilnego wzrostu odpowiednio o około 4,6% i 5,5% rok do roku.

    Udział chińskich marek w rynku również rośnie, osiągając w marcu 11,7% wobec 11,4% w lutym. W segmencie dostawczym liderem pozostaje Renault, które zarejestrowało w marcu 3,2 tys. pojazdów.

    Nowa faza dojrzałości

    Obecna niestabilność na rynku paliw, związana m.in. z sytuacją na Bliskim Wschodzie, zdaje się jedynie przyspieszać transformację, która i tak już trwała. Sektor dojrzewa, a zainteresowanie elektromobilnością w Polsce weszło w zupełnie nową fazę — fazę racjonalnego wyboru ekonomicznego.

    Czy to oznacza, że era samochodów spalinowych w Polsce powoli dobiega końca? Na razie wiemy tyle: marzec 2026 zapisze się w historii nie tylko rekordowymi rejestracjami, ale także jako moment, w którym elektryki przestały być modą, a stały się po prostu… dobrą inwestycją.

  • Oszuści zalewają rynek fałszywą kawą. Oto, co kryje się w twoim kubku

    Oszuści zalewają rynek fałszywą kawą. Oto, co kryje się w twoim kubku

    Czy twoja poranna kawa na pewno jest tym, za co ją uważasz? Wysokie ceny na rynku kawy otworzyły nowy, niebezpieczny rozdział: falę podróbek, które trafiają do polskich sklepów. Oszuści nie przebierają w środkach, a ich głównym narzędziem jest… soja.

    Sojowa mistyfikacja: jak to działa?

    Fałszerze wykorzystują soję w różnych postaciach, aby obniżyć koszty produkcji. Do podrabianych kaw dodawana jest mąka sojowa, ekstrakt, białko sojowe lub palone i mielone ziarna soi. Dzięki temu masa produktu wzrasta, a koszty produkcji spadają.

    Palona soja nadaje napojowi ciemniejszy kolor, charakterystyczny aromat i goryczkę. To sprawia, że łatwo pomylić ją z prawdziwą kawą, zwłaszcza w przypadku mieszanek mielonych i rozpuszczalnych. Konsument nie ma możliwości oceny wyglądu całych ziaren, co czyni fałszerstwo szczególnie trudnym do wykrycia.

    „Z jednego kilograma prawdziwej kawy można wytworzyć znacznie większą ilość produktu o zbliżonych cechach wizualnych i smakowych” – alarmuje portal dlahandlu.pl.

    Podrabiają nie tylko zawartość, ale i opakowania

    Oszuści nie ograniczają się do manipulacji składnikami. Na rynku pojawiają się podróbki sygnowane logotypami rozpoznawalnych producentów, takich jak Lavazza. Opakowania są łudząco podobne do oryginałów, ale oferowane w znacznie niższych cenach.

    Giuseppe Lavazza, szef firmy Lavazza, w rozmowie z „Rzeczpospolitą” potwierdza ten proceder. Mówi wprost: „To jest problem sukcesu, inni mogą próbować cię naśladować”. Przyznaje, że na europejskim rynku pojawiają się nieoryginalne produkty sygnowane jego marką.

    Jednocześnie prezes Lavazza podkreśla stanowisko swojej firmy: „Nigdy nie zmieniamy mieszanek, szanujemy skład kawy. Szanujemy konsumenta i nie chcemy go oszukiwać”.

    Co napędza falę oszustw? Rosnące ceny prawdziwej kawy

    Ten niebezpieczny proceder ma bezpośredni związek z sytuacją na globalnym rynku. Ceny surowca gwałtownie poszły w górę. Według danych FAO, w 2024 roku wzrosły aż o 39 proc.

    Na podwyżki wpłynęły ekstremalne warunki pogodowe w kluczowych krajach produkujących kawę, takich jak Brazylia, Wietnam, Etiopia czy Indonezja. Susze, powodzie i spadki zbiorów, połączone z rosnącym popytem w Chinach i Indiach, znacząco ograniczyły podaż.

    Efekt w Polsce jest wyraźny. W ubiegłym roku kawa mielona zdrożała o ponad 30 proc., a rozpuszczalna o blisko 16 proc. Obecnie najtańsze kilogramowe opakowania w dyskontach kosztują około 40-50 zł. Dla porównania, cena kilograma oryginalnej, dobrej jakości kawy potrafi wahać się od kilkudziesięciu do ponad 100 zł.

    W kawiarniach również widać wzrost cen. Espresso kosztuje średnio ponad 9 zł, a popularne napoje na bazie mleka podrożały nawet o ponad 60 proc.

    Co dalej? Eksperci przewidują kolejne zmiany

    Prognozy na najbliższe miesiące nie są optymistyczne dla portfeli miłośników kawy. Eksperci przewidują dalsze, choć umiarkowane, wzrosty cen na poziomie 4-8 proc. w pierwszej połowie 2026 roku.

    Ewentualne obniżki mogą pojawić się dopiero w drugiej części roku, ale pod jednym, kluczowym warunkiem: poprawy warunków upraw w głównych regionach produkcyjnych.

    Dopóki to nie nastąpi, rynek pozostaje podatny na działanie oszustów, którzy wykorzystują wysokie ceny i chęć znalezienia tańszej alternatywy. Kupując kawę, zwłaszcza w atrakcyjnej cenie, warto zachować czujność. Czasem oszczędność może okazać się bardzo kosztowną pomyłką.

  • Iran uderza w serce energetyki ZEA. Pożar wstrzymał giganta

    Iran uderza w serce energetyki ZEA. Pożar wstrzymał giganta

    Czy kluczowa infrastruktura energetyczna Zatoki Perskiej znalazła się na celowniku Teheranu? W piątek doszło do kolejnego, poważnego ataku, który sparaliżował pracę największego zakładu przetwarzania gazu w regionie.

    Atak na zakład Habshan

    Iran zaatakował w piątek i wymusił czasowe zamknięcie zakładu Habshan w Zjednoczonych Emiratach Arabskich — podaje agencja Bloomberga. To już drugi raz od wybuchu wojny, gdy działalność w tym kluczowym obiekcie została zawieszona.

    Władze emiratu Abu Zabi potwierdziły incydent. Pożar wybuchł po tym, jak odłamki z przechwyconych celów powietrznych spadły na instalacje gazowe. Zakład wstrzymał produkcję, by ugasić ogień. Na szczęście służby zapewniły, że nie odnotowano żadnych rannych.

    W rejonie Habshan znajduje się złoże ropy naftowej i gazu ziemnego. Eksploatacją zasobów zajmuje się Abu Dhabi National Oil Company.

    Ale to nie był jedyny atak tego dnia. Kilka godzin wcześniej incydent wstrząsnął Kuwejtem.

    Płonąca rafineria w Kuwejcie

    Atak drona wywołał pożar w kuwejckiej rafinerii ropy naftowej Mina Al Ahmadi, której zdolność przerobowa wynosi 346 tys. baryłek dziennie. Kuwejckie media podały, że nie ma natychmiastowych doniesień o ofiarach, a służby pracują nad opanowaniem ognia.

    To jeszcze nie koniec. Władze przekazały także, że w piątek nad ranem zaatakowano zakład energetyczny oraz instalację odsalania wody, uszkadzając część ich komponentów. Arabia Saudyjska poinformowała z kolei, że we wczesnych godzinach porannych przechwyciła kilka dronów.

    Iran nie ustępuje

    Te ataki to część szerszej eskalacji. Od 28 lutego Izrael i USA przeprowadzają naloty na Iran. Teheran odpowiada atakami na Izrael oraz kilka państw regionu, uderzając w bazy amerykańskie i kluczowe obiekty cywilne, zwłaszcza petrochemiczne. Iran zablokował również cieśninę Ormuz, kluczowy szlak eksportowy ropy i gazu.

    Konflikt, który trwa już prawie pięć tygodni, wywołał globalny kryzys energetyczny. W czwartek były prezydent USA Donald Trump opublikował nagranie zniszczonego mostu i zapowiedział, że „będzie tego znacznie więcej”, jeśli Iran nie zgodzi się na porozumienie.

    Ale Iran pozostaje nieugięty. Minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi oświadczył, że ataki na obiekty cywilne „nie zmuszą Irańczyków do poddania się”. Kraj nie wykazuje większych oznak gotowości do przyjęcia żądań Trumpa i przedstawił własne warunki — w większości nie do zaakceptowania dla USA i Izraela.

    Nienaruszony arsenał

    I tu dochodzimy do kluczowego punktu. Pomimo intensywnych ataków, siła Iranu wcale nie jest złamana. Według informacji CNN, około połowa irańskich wyrzutni rakiet pozostaje nienaruszona, mimo ponad 12 tys. ataków przeprowadzonych przez Stany Zjednoczone i Izrael od początku wojny.

    Co więcej, w arsenale Iranu nadal znajdują się tysiące dronów uderzeniowych jednokierunkowego użycia. Według stacji, ta ocena może obejmować także wyrzutnie, które są obecnie niedostępne, nawet jeśli nie zostały zniszczone.

    Wygląda na to, że kryzys energetyczny, który już odczuwamy na stacjach benzynowych, może być dopiero początkiem poważniejszych perturbacji. Każdy kolejny atak na infrastrukturę naftową i gazową Zatoki Perskiej to cios w globalne zaopatrzenie w surowce. A Iran, jak widać, wcale nie zamierza odpuszczać.

  • Nowe przepisy cyberbezpieczeństwa weszły w życie. Firmy mają czas do 2028 roku, ale czy są gotowe?

    Nowe przepisy cyberbezpieczeństwa weszły w życie. Firmy mają czas do 2028 roku, ale czy są gotowe?

    Czy polskie firmy i instytucje są gotowe na nową erę cyberbezpieczeństwa? Od 3 kwietnia 2026 roku obowiązuje nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (KSC), która wyznacza konkretne terminy na wdrożenie surowszych wymogów. To realna zmiana, mająca na celu zwiększenie bezpieczeństwa systemów informatycznych i stabilności usług cyfrowych dla mieszkańców Polski.

    Nowelizacja wyznacza jasny harmonogram działań. Instytucje publiczne i przedsiębiorstwa mają teraz czas, aby odpowiednio przygotować swoje organizacje do nowych wymagań z zakresu cyberbezpieczeństwa – powiedział wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.

    Pierwszy kluczowy termin już za pół roku!

    Harmonogram jest jasny, a zegar tyka. Podmioty uznane za kluczowe i ważne mają do 3 października 2026 roku na złożenie wniosku o wpis do odpowiedniego wykazu. To daje sześć miesięcy na weryfikację, czy dana firma lub instytucja podlega nowym przepisom, oraz na dopełnienie formalności.

    Ale to dopiero początek. Nowelizacja wprowadza obowiązek stosowania środków technicznych i organizacyjnych, które mają zwiększyć bezpieczeństwo systemów informatycznych w strategicznych sektorach gospodarki. Co więcej, przepisy przewidują również odpowiedzialność kierowników podmiotów za realizację zadań z zakresu cyberbezpieczeństwa.

    Kalendarz obowiązków i audytów

    Kolejne daty w kalendarzu są równie istotne. Oto kluczowe kamienie milowe:

    • Do 3 kwietnia 2027 r. – wdrożenie obowiązków przez podmioty spełniające kryteria w dniu wejścia w życie ustawy.
    • Do 3 kwietnia 2028 r. – przeprowadzenie pierwszego obowiązkowego audytu cyberbezpieczeństwa przez podmioty kluczowe.
    • Kolejne audyty będą musiały być przeprowadzane co najmniej raz na trzy lata.

    I tu dobra wiadomość dla wszystkich, którzy potrzebują czasu na dostosowanie: ustawa przewiduje okres przejściowy. W większości przypadków administracyjne kary pieniężne będą mogły być nakładane dopiero po 3 kwietnia 2028 roku.

    NIS 2: Nowe, restrykcyjne wymagania już tu są

    Nowelizacja KSC to w dużej mierze implementacja unijnej dyrektywy NIS 2, która właśnie zaczęła obowiązywać w Polsce. Wprowadza ona znacznie bardziej restrykcyjne wymagania dla firm i instytucji z kluczowych sektorów, takich jak ochrona zdrowia, energetyka, transport, sektor bankowy czy infrastruktura cyfrowa.

    Tymczasem stan gotowości jest alarmujący. Według raportów, około 45% polskich przedsiębiorstw nadal ręcznie zarządza procesami związanymi z bezpieczeństwem, np. za pomocą arkuszy kalkulacyjnych. Jeszcze niedawno jedna czwarta firm objętych regulacjami nie była świadoma nowych obowiązków, a aż 60% nie przeprowadziło wymaganych audytów zgodności.

    Kary, które mogą powalić na kolana

    Ignorowanie nowych przepisów może boleśnie uderzyć po kieszeni. NIS 2 wymaga od organizacji pełnej inwentaryzacji zasobów, identyfikacji ryzyk oraz udokumentowania sposobu ciągłego zarządzania nimi. Za niedostosowanie się grożą kary sięgające nawet 10 mln euro lub 2% rocznych przychodów firmy.

    Kluczowym pierwszym krokiem jest więc rzetelny audyt. Eksperci podkreślają, że wdrożenie inteligentnych, zautomatyzowanych systemów zarządzania bezpieczeństwem, wspieranych przez AI, to już nie kwestia wygody, ale przetrwania. Tymczasem, według raportu, tylko 23% polskich firm korzysta z automatyzacji do oceny ryzyka.

    Jak sprawdzić, czy Twoja firma podlega przepisom?

    Jeśli nie masz pewności, czy Twoja organizacja musi się dostosować, czas na analizę. Należy sprawdzić wielkość firmy (dane finansowe, liczbę pracowników) oraz profil działalności (kody PKD, koncesje). Następnie trzeba przeanalizować art. 5 ustawy o KSC oraz załączniki określające rodzaje objętej działalności.

    Pamiętaj, dyrektywa NIS 2 obejmuje szeroki wachlarz branż – od usług kurierskich i finansowych, przez gospodarkę odpadami, po branżę spożywczą. Dotyczy nawet lokalnych hurtowni, które muszą stworzyć procedury na wypadek cyberzagrożeń. Czas zacząć działać!

  • UniCredit wzywa akcjonariuszy: kluczowe głosowanie w sprawie przejęcia Commerzbank

    UniCredit wzywa akcjonariuszy: kluczowe głosowanie w sprawie przejęcia Commerzbank

    Czy to już ostatni krok przed stworzeniem europejskiego giganta bankowego? UniCredit oficjalnie zwołał Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie, na którym akcjonariusze zdecydują o finansowaniu przejęcia Commerzbank. Data jest już ustalona: 4 maja 2026 roku w Mediolanie.

    Jeden punkt, miliardowe stawki

    Spotkanie ma jeden, ale za to kluczowy punkt w części nadzwyczajnej. Chodzi o przyznanie Zarządowi uprawnień do podwyższenia kapitału zakładowego o maksymalnie 6 704 080 000 euro, plus agio. Środki te mają posłużyć do sfinansowania dobrowolnej oferty publicznej przejęcia wszystkich akcji Commerzbank AG, które nie są już bezpośrednio w posiadaniu UniCredit.

    „Propozycja dotyczy przyznania Zarządowi, na mocy Artykułu 2443 włoskiego Kodeksu Cywilnego, uprawnienia do podwyższenia kapitału zakładowego… do 31 grudnia 2027 roku” – głosi oficjalne zawiadomienie.

    W praktyce oznacza to emisję nawet 470 milionów nowych akcji zwykłych UniCredit. Nowe papiery mają mieć takie same prawa i charakterystykę jak akcje już będące w obrocie.

    Głosowanie tylko przez pełnomocnika

    Tutaj ciekawostka dla akcjonariuszy. UniCredit postanowił skorzystać z prawa, które wyklucza fizyczną obecność na sali. Udział w Zgromadzeniu możliwy jest wyłącznie poprzez wyznaczonego przez Spółkę Pełnomocnika – firmę Computershare S.p.A.

    Oznacza to, że każdy uprawniony akcjonariusz musi udzielić pełnomocnictwa i instrukcji głosowania właśnie Computershare. Można to zrobić za pomocą specjalnego formularza dostępnego na stronie UniCredit (www.unicreditgroup.eu/egm4may2026) lub poprzez dedykowaną aplikację webową.

    Kluczowe terminy? Formularz z instrukcjami głosowania należy przesłać do 29 kwietnia 2026. Aplikacja webowa będzie dostępna od 21 kwietnia, a za jej pomocą pełnomocnictwo można przekazać do godziny 12:00 w dniu 30 kwietnia.

    Kto może głosować i pytać?

    Prawo do udziału mają osoby, których uprawnienie zostanie potwierdzone przez upoważnionych pośredników na podstawie stanu na koniec dnia rozliczeniowego 22 kwietnia 2026 (tzw. data rejestracji).

    Akcjonariusze reprezentujący co najmniej 0,50% kapitału zakładowego mają prawo do uzupełnienia porządku obrad lub zgłaszania nowych projektów uchwał w ciągu 10 dni od publikacji zawiadomienia. Wnioski w tej sprawie muszą wpłynąć do 19 kwietnia.

    Pytania dotyczące punktów porządku obrad można przesyłać mailem lub listem poleconym do 22 kwietnia. Odpowiedzi na pytania uznane za merytoryczne pojawią się na stronie spółki do 28 kwietnia.

    Wielka gra nabiera tempa

    To formalny, ale niezwykle istotny krok w procesie ogłoszonym 16 marca 2026 roku. UniCredit konsekwentnie realizuje plan konsolidacji, który może zmienić mapę europejskiego sektora bankowego. Wszystkie dokumenty związane ze Zgromadzeniem są już publicznie dostępne.

    Czy akcjonariusze wyrażą zgodę na tak znaczące rozrzedzenie kapitału? Odpowiedź poznamy już 4 maja. To głosowanie, które warto śledzić z zapartym tchem.

    Informacje oparte na oficjalnych komunikatch spółki opublikowanych m.in. przez Parkiet.com.

  • Trump ogłasza koniec wojny w Iranie za 2-3 tygodnie. Co dalej z cenami paliw i Cieśniną Ormuz?

    Trump ogłasza koniec wojny w Iranie za 2-3 tygodnie. Co dalej z cenami paliw i Cieśniną Ormuz?

    Czy konflikt z Iranem, który wstrząsa światowymi rynkami, ma już swój finisz? Prezydent USA Donald Trump podał konkretny termin zakończenia operacji, ale niemieckie media widzą w tym blef i strategiczny impas. Oto, co wiemy.

    „Chcemy zniszczyć wszystko” – Trump o końcówce wojny

    W swoim ostatnim wystąpieniu Donald Trump zaskoczył, podając niemal kalendarzowy harmonogram. Operacja amerykańskich sił zbrojnych ma zakończyć się w ciągu dwóch–trzech tygodni. „Myślę, że może jeszcze dwa tygodnie, może kilka dni dłużej. Ale chcemy zniszczyć wszystko, co mają” – powiedział prezydent USA.

    Co więcej, Trump ogłosił osiągnięcie kluczowego celu, który początkowo nie był deklarowany: doszło do zmiany reżimu w Iranie. Jednocześnie zapewnił, że Iran nie będzie mieć broni jądrowej. Ale to nie koniec rewelacji.

    „Iran nie musi zawierać porozumienia. To nowy reżim. Jest dużo bardziej dostępny” – ocenił Trump, dodając jednak, że porozumienie jest możliwe, bo Iran „chce tego bardziej ode mnie”.

    Katastrofalne straty Iranu i perspektywa odbudowy

    Według oceny amerykańskiego prezydenta, Iran został militarnie zdemolowany. Odbudowa tego, co stracił w wyniku ataków, zajmie mu 15-20 lat. Trump wyliczał: „Nie mają marynarki wojennej, nie mają wojska, nie mają sił powietrznych, nie mają łączności, obrony powietrznej. Nie mają przywódców”.

    To radykalne ograniczenie potencjału ofensywnego Iranu potwierdzają także niemieckie media. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” przyznaje, że Teheran posiada mniej rakiet i dronów, stracił zdolność kierowania siłami poza Iranem, a jego marynarka uległa zniszczeniu.

    Ale jest jeden gigantyczny „ale”.

    Cieśnina Ormuz: strategiczna porażka czy blef?

    Tu pojawia się kluczowy punkt zapalny i źródło krytyki ze strony europejskich sojuszników. Trump zapewnił, że cieśnina Ormuz będzie bezpieczna po zakończeniu amerykańskiej operacji i oznajmił, że USA „nie będą mieć z nią nic wspólnego”.

    „Jeśli Francja albo jakiś inny kraj chce ropę albo gaz, idzie przez cieśninę Ormuz, pójdą tam i będą mogli radzić sobie sami” – powiedział prezydent USA.

    Niemieckie media widzą w tym poważny problem. Pozostawienie cieśniny Ormuz pod kontrolą Iranu byłoby oczywistą i poważną strategiczną porażką USA – alarmuje „Die Welt”. Gazeta zauważa, że Trump nie wyjaśnił, jak Amerykanie zamierzają ją odblokować. „Tagesspiegel” konstatuje, że po 34 dniach akcji prezydent USA nie odpowiedział na pytanie, czy zastosuje siłę w celu udrożnienia tej kluczowej arterii.

    Władze Iranu nie wierzą, że USA zbombardują instalacje wydobycia ropy, bo brak ropy spowodowałby dalszy wzrost cen surowca na rynkach światowych, uderzając także w Stany Zjednoczone.

    Obietnica spadku cen paliw i reakcja sojuszników

    Trump ma jednak odpowiedź na obawy o ceny energii. Zapewnił, że ceny benzyny gwałtownie spadną po zakończeniu wojny z Iranem. „Muszę tylko opuścić Iran i zrobimy to już wkrótce, a ceny spadną” – mówił. To ważna obietnica, bo po raz pierwszy od 2022 roku średnia cena za galon benzyny w USA przekroczyła 4 dolary.

    Jednak jego stosunek do sojuszników wywołał burzę w Europie. Orędzie Trumpa określono jako wystąpienie „człowieka obrażonego”, który twierdził, że Stany Zjednoczone nie potrzebują ani ropy, ani gazu z Zatoki Perskiej, a sojusznikom radził, by sami się o nie zatroszczyli. Dzień wcześniej groził nawet wyjściem z NATO.

    Kanclerz Niemiec Friedrich Merz zdecydował się na „głośny sprzeciw” wobec Trumpa, kopiując postępowanie Gerharda Schroedera, który w 2003 roku sprzeciwił się włączeniu Niemiec w wojnę z Irakiem.

    Groźby odwetowe i nuklearny straszak

    Trump bagatelizuje też groźby odwetowe. Zapewnił, że nie jest zaniepokojony tym, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zagroził atakami na firmy USA w regionie. Tymczasem Ambasada USA w Arabii Saudyjskiej wydała ostrzeżenie dla obywateli.

    Niemieckie media zwracają uwagę na wyeksponowanie przez Trumpa zagrożenia nuklearnego ze strony Iranu w jego orędziu. „FAZ” wskazuje na niekonsekwencję: od lipca zeszłego roku prezydent USA zapewniał, że program atomowy Iranu został „totalnie zniszczony”, a teraz mówi, że 13 amerykańskich żołnierzy oddało życie, by „nasze dzieci” nie stanęły oko w oko z atomowym Iranem.

    Europa musi nauczyć się żyć z niepewnością – podsumowuje „Tagesspiegel”. Nikt nie zna odpowiedzi, czy Trump doprowadzi swoją akcję do końca. Być może nie zna jej nawet on sam. Jedno jest pewne: następne 2-3 tygodnie będą kluczowe nie tylko dla Bliskiego Wschodu, ale i dla światowej gospodarki.

  • Wykluczeni z SAFE łączą siły! Niewiadów-PGM i Wifama podpisują strategiczne porozumienie

    Wykluczeni z SAFE łączą siły! Niewiadów-PGM i Wifama podpisują strategiczne porozumienie

    Co robią dwaj prywatni producenci uzbrojenia, którzy nie znaleźli się na liście beneficjentów wielomiliardowego programu SAFE? Łączą siły, by wspólnie zdobywać kontrakty dla polskiej armii!

    Niewiadów Polska Grupa Militarna S.A. ogłosiła właśnie, że jej spółka zależna, Zakłady Sprzętu Precyzyjnego Niewiadów, podpisała Memorandum of Understanding (MoU) z firmą Wifama. Cel? Wspólne oferowanie produktów dla Polskich Sił Zbrojnych.

    „Spółka zależna od Niewiadów-PGM zawarła memorandum of understanding z Wifamą w sprawie wspólnego oferowania produktów dla Polskich Sił Zbrojnych” — podała spółka w komunikacie.

    Przedstawiciele Niewiadów-PGM w mediach wskazywali wcześniej, że rządowy program SAFE, którego beneficjentami miały być głównie państwowe spółki z Grupy PGZ, ich nie obejmie. Teraz odpowiadają własnym, strategicznym ruchem.

    Kim są partnerzy?

    Niewiadów-PGM to notowana na giełdzie firma, która przechodzi właśnie z NewConnect na rynek główny. Jej wiodącą udziałowczynią jest Elżbieta Lubińska (71 proc. akcji). Spółka ma ponad stuletnią tradycję w produkcji uzbrojenia, choć formalnie powstała na bazie podmiotu, który upadł w 2011 roku.

    Co produkuje? Między innymi granaty dymne, pociski rakietowe, miny, amunicję i karabinki. To właśnie ona zapowiedziała wznowienie produkcji min po wypowiedzeniu przez Polskę Konwencji Ottawskiej. Co więcej, już w tym roku ma rozpocząć produkcję pilnie poszukiwanej amunicji wysokokalibrowej 155 mm. Jej wartość rynkowa to imponujące 2,4 mld zł, co czyni ją największym podmiotem na NewConnect.

    A Wifama? To spółka należąca w całości do Piotra Sapieżyńskiego, z 50-letnim doświadczeniem w produkcji dla sektora obronnego. Poza odlewnictwem aluminium dla klientów głównie na rynku niemieckim, wytwarza obudowy, korpusy pocisków i łuski. W 2024 roku wpisała do listy PKD także produkcję broni i amunicji.

    Na czym polega porozumienie?

    Klucz leży w szczegółach. Memorandum wyraża wolę współpracy w zakresie wspólnego oferowania do Agencji Uzbrojenia różnych rodzajów min przeciwpiechotnych. Chodzi konkretnie o miny o działaniu kierunkowym, naciskowym, odciągowym oraz inne typy, jakie strony mogą produkować.

    Strony podjęły już rozmowy, by wypracować stałą formułę działania. Zamierzają wspólnie występować wobec Agencji Uzbrojenia, m.in. w ramach postępowań związanych z dialogiem technicznym, aby pozyskiwać zamówienia.

    I tu ważna informacja dla inwestorów: MoU nie nakłada na strony jakichkolwiek zobowiązań finansowych. Wszelkie szczegóły przyszłych projektów mają być określane w osobnych umowach. Porozumienie zostało zawarte na okres trzech lat od daty podpisania, czyli od 2 kwietnia 2026 roku.

    Małe zamieszanie i oficjalne wyjaśnienia

    W komunikacie spółka wyjaśniła również pewne zamieszanie. Memorandum zostało zawarte przy okazji zawarcia ugody z Wifamą. Jednocześnie Niewiadów-PGM poinformował, że treść wcześniejszego raportu dotyczącego tej ugody została opublikowana omyłkowo i mogła wprowadzać w błąd. Spółka wyraziła z tego powodu ubolewanie i przeprosiła Wifamę.

    To wyraźny sygnał, że polski prywatny przemysł zbrojeniowy nie zamierza czekać z założonymi rękami. Gdy jedna droga (program SAFE) okazuje się zamknięta, znajduje inną – poprzez sojusz i połączenie kompetencji. Będziemy obserwować, jakie owoce przyniesie ta trzyletnia współpraca.

  • Energa SA: ORLEN dominuje na Nadzwyczajnym WZA, kluczowe uchwały przyjęte

    Energa SA: ORLEN dominuje na Nadzwyczajnym WZA, kluczowe uchwały przyjęte

    Czy jeden akcjonariusz może mieć niemal absolutną kontrolę nad losami spółki? W przypadku Energi SA odpowiedź brzmi: tak. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie, które odbyło się 2 kwietnia 2026 roku, przyniosło jasny obraz struktury własności i kluczowe decyzje.

    ORLEN – bezwzględny władca głosów

    Zgodnie z raportem bieżącym nr 18/2026, jedynym akcjonariuszem posiadającym co najmniej 5% głosów na tym zgromadzeniu był ORLEN S.A.. Koncernowi przysługiwało 521 416 640 głosów. To imponująca liczba, która przekłada się na 99,00% głosów obecnych na NWZ i odpowiada 93,28% ogólnej liczby głosów w całej Spółce. Informacja została przekazana na podstawie art. 70 pkt 3 Ustawy o ofercie.

    Zarząd Energa SA zawiadamia, iż (…) jedynym akcjonariuszem posiadającym co najmniej 5% głosów był ORLEN S.A.

    Taka koncentracja głosów daje ORLEN-owi de facto kontrolę nad wynikami każdego głosowania. I właśnie te wyniki poznaliśmy.

    Sześć „tak”, jedno „nie” i sprzeciwy

    Drugi raport z tego wydarzenia (nr 17/2026) precyzyjnie opisuje, co udało się przegłosować. W wyniku głosowania podjęto uchwały o numerach 1, 2, 4, 5, 6 i 7. Jedna uchwała – numer 3 – została odrzucona. Co ważne, zgromadzenie nie pominęło żadnego z zaplanowanych punktów porządku obrad.

    Ale to nie koniec historii. Zarząd poinformował również, że do protokołu zgromadzenia wpłynęły oficjalne sprzeciwy. Dotyczyły one uchwał o numerach 1, 2, 4, 5 i 6. Oznacza to, że pomimo ich przyjęcia, część uczestników miała wobec nich formalne zastrzeżenia, które zostały odnotowane.

    Kto podpisywał decyzje?

    Oficjalne komunikaty podpisali członkowie zarządu Energi SA. Raport dotyczący uchwał sygnowali Magdalena Kamińska (Prezes Zarządu) oraz Przemysław Janiak (Wiceprezes Zarządu). Z kolei informację o strukturze akcjonariatu podpisali wiceprezesi Michał Gołębiowski i Piotr Szymanek.

    Podsumowując, Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Energi SA było areną, na której ORLEN S.A. wykorzystał swoją przytłaczającą większość głosów. Przyjęto większość zaplanowanych uchwał, odrzucono jedną, a wobec pięciu z przyjętych zarejestrowano oficjalne sprzeciwy. Kolejny rozdział w relacjach między tymi energetycznymi gigantami został właśnie zapisany.

  • Obligacje korporacyjne: Rynek w głębokim śnie zimowym. Najsłabszy start od 5 lat

    Obligacje korporacyjne: Rynek w głębokim śnie zimowym. Najsłabszy start od 5 lat

    Czy to już koniec złotej ery dla inwestorów detalicznych na rynku obligacji korporacyjnych? Wszystko na to wskazuje, patrząc na twarde dane z pierwszego kwartału 2026 roku. Start roku jest najsłabszy od pięciu lat, a liczba emisji spada w zastraszającym tempie.

    Zimny prysznic danych

    Od początku roku emitenci przeprowadzili tylko dwie publiczne emisje obligacji na podstawie prospektów emisyjnych. To nie tylko najsłabsze otwarcie roku od pięciu lat, ale też utrwalenie tendencji widocznej już w 2025 roku, kiedy liczba ofert spadła o niemal połowę w porównaniu do 2024 roku.

    Ale to nie wszystko. Wartość emisji papierów dłużnych przedsiębiorstw na krajowym rynku spadła o 30 proc. r/r do niecałych 2,8 mld zł w I kwartale. W stosunku do rekordowego poprzedniego kwartału, w którym wartość transakcji sięgnęła 6,97 mld zł, spadek sięgnął aż 60 proc.

    Wszystko to przy najmniejszej na rynku liczbie emisji od co najmniej pięciu lat.

    Trzy kluczowe różnice

    Obecna sytuacja różni się jednak od tej sprzed kilku lat na trzy fundamentalne sposoby.

    Po pierwsze, zniknęły tzw. małe emisje publiczne. W latach 2020-21 przeprowadzono ich ponad 50, podczas gdy w I kwartale 2026 roku na rynek nie trafiła ani jedna tego rodzaju emisja.

    Po drugie, zmieniła się skala. Dwie tegoroczne emisje o wartości prawie 235 mln zł wystarczyły, by zbliżyć się do całorocznych wyników z lat 2020-21. To plus dla inwestorów poszukujących możliwości ulokowania jednorazowo większych kwot.

    Po trzecie, zupełnie inne jest otoczenie rynkowe. W maju 2021 roku stopa referencyjna została obniżona z 0,5 do 0,1 proc., obecnie zaś, mimo cięć, nadal wynosi 3,75 proc.

    I tu dochodzimy do sedna problemu. O ile w latach 2020-22 emitenci nie mogli być pewni popytu, tak obecnie zapisy są redukowane praktycznie w każdej emisji. Obecne zmrożenie rynku jest efektem niedostatecznej podaży, a nie braku popytu.

    Gdzie się podziali emitenci?

    Lista firm, które opuściły rynek lub zmieniły strategię finansowania, robi wrażenie. Kredyt Inkaso zostało wchłonięte przez Best. W PCC Rokita i PCC Exol zmienił się dyrektor finansowy, a obecny nie widzi potrzeby w korzystaniu ze wsparcia indywidualnych inwestorów.

    Echo Investment zapowiedziało ogólne oddłużenie, a Ghelamco Invest raczej nie będzie podchodzić do szeroko dostępnych emisji z powodu dyskonta, z jakim notowane są jego obligacje na rynku wtórnym.

    Ale prawdziwym rywalem inwestorów detalicznych stały się banki i private debt. Vehis, który realizował dwa programy emisji obligacji, pozyskał finansowanie od UniCredit i BlackRock. Kruk w ostatniej emisji postawił na inwestorów instytucjonalnych (pozyskał 600 mln zł), bo jest to po prostu tańsze.

    Również PragmaGo informowała pod koniec 2025 roku o zwiększeniu finansowania bankowego i od pół roku nie przeprowadziła emisji (w 2024 roku wychodziła do inwestorów łącznie siedmiokrotnie). Marvipol zapowiedział, że o kolejnej emisji pomyśli za kilka miesięcy. Dekpol w lutym pozyskał 250 mln zł od inwestorów instytucjonalnych.

    Kompresja marż w pełnym toku

    Mimo mniejszej liczby emisji, kompresja marż postępuje. W przypadku Kruka to spadek o 0,5 pkt proc., w Dekpolu o 1,4-1,5 pkt proc. Dom Development ściął marżę o 0,2 pkt proc., Develia o 0,4 pkt proc., a Unibep o 0,8 pkt proc.

    Podobne przypadki można mnożyć: Best, Marvipol, Grupa NDI, 7R, czy Vindexus – wszędzie widzimy ten sam trend.

    Podsumowując – emisji jest mniej, a kompresja obligacyjnych marż nadal postępuje, co podpowiada, że problemem rynku bynajmniej nie jest strona popytowa.

    Czy sytuacja się zmieni? Na razie nie ma na to żadnych sygnałów. Inwestorzy detaliczni muszą się przyzwyczaić do nowej rzeczywistości, w której dostęp do atrakcyjnych emisji korporacyjnych będzie znacznie bardziej ograniczony niż jeszcze kilka lat temu.